piątek, 29 lipca 2011

"Z ZIEMI WŁOSKIEJ DO POLSKI" PO RAZ DRUGI?

      Nie mam nic przeciwko temu, aby powtórzyła się sytuacja z 25 września ubiegłego roku, kiedy po 37 latach Polska doczekała się drugiego Indywidualnego Mistrza Świata na Żużlu. Jutro oczywiście nie poznamy najlepszego żużlowca globu, jednak wiele w tej kwestii może się wyjaśnić. To właśnie od turnieju we włoskim Terenzano Tomasz Gollob powinien rozpocząć skuteczny pościg za liderującym w "generalce" Gregiem Hancockiem. Amerykanin w ostatnich ligowych występach nieco obniżył loty, jednak nie należy z tego faktu wyciągać daleko idących wniosków. Rok temu Jankes był trzeci, co świadczy o tym, że długi i zazwyczaj twardy tor na Stadionie Olimpii sprzyja liderowi cyklu. A propos tego miejsca, jak tak patrzę na tę arenę, to śmiać mi się chce. Cykl organizowany przez komercyjną i (chyba) poważną kompanię BSI gości na kameralnym obiekcie, który w porównaniu z MotoAreną czy choćby z przestarzałym Stadionem Olimpijskim we Wrocławiu prezentuje się blado. Może czas na to, by speedway powrócił na dobre do takich miast jak Amsterdam, Sztokholm czy Berlin? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie...      Za plecami dwójki walczącej o złoto, która spotka się już w 2 biegu, niesamowity ścisk. Między trzecim Chrisem Holderem a siódmym Emilem Sayfudtinovem jest zaledwie 9 punktów różnicy. W tej ścisłej grupie pościgowej znajduje się także Jarek Hampel, który znajduje się w kapitalnej dyspozycji o czym świadczą jego wyniki w Ekstralidze, gdzie jest zawodnikiem z najwyższą średnią biegową. "Mały" zapewne doskonale pamięta zeszłoroczny półfinał, w którym przyjechał na drugim miejscu, choć sędzia Wojciech Grodzki widział tę sytuację nieco inaczej. Po tym biegu zawodnik Unii Leszno stracił bezpowrotnie szanse na tytuł IMŚ. Po raz kolejny na torze nie zobaczymy Artema Łaguty, który po wypadku sprzed tygodnia w meczu z Unią Tarnów nie doszedł jeszcze do siebie. Zastąpi go po raz kolejny, ku mojej uciesze, Magnus Zetterstroem. Zawody w Italii powinny być ostatnim dzwonkiem dla Janusza Kołodzieja. Jeśli nasz zawodnik chce zapewnić sobie miejsce w czołowej ósemce i startować w GP w przyszłym roku, to czas na pokaźne zdobycze punktowe. Zagadką jest forma Rune Holty, który nie startował w DPŚ i w tym czasie leczył kontuzjowane nadgarstki. Problemy ze zdrowiem ma też Kenneth Bjerre, który w środę zanotował bardzo poważny upadek w meczu na Wyspach Brytyjskich.
      Po zeszłorocznym turnieju jeden z członków Jury poradził administratorom obiektu wymianę nawierzchni. Jestem bardzo ciekawy, czy ludzie odpowiedzialni za utrzymanie obiektu wzięli sobie te rady do serca. Jak było, dowiemy się być może dopiero po zawodach.
      Rozpoczną się one nietypowo, bo o 20, czyli godzinę później niż zwykle. Sędziować je będzie Frank Ziegler z Niemiec.

Mój typ na podium zawodów:
1. Tomasz Gollob
2. Greg Hancock
3. Jason Crump

Ot, takie kameralne obiekty upodobali sobie panowie z BSI...

OSTATNIA KOLEJKA RUNDY ZASADNICZEJ


      Unia Tarnów - Sparta Wrocław (pierwszy mecz 59:31 dla Sparty)

      Bonus jest już praktycznie nasz, jednak nie wystarczy on do awansu do play-off. Mecz ten trzeba co najmniej zremisować, a będzie to zadanie trudne, bo Tarnowianie złapali dobry rytm i szczególnie na swoim torze nie zawodzą. Sparta natomiast w tym sezonie nie wygrała jeszcze na wyjeździe i zanosi się na to, że tak już będzie do końca sezonu. Nie pomoże nam nawet to, że Tomek Jędrzejak i Piotr Świderski w przeszłości jeździli na torze przy Zbylitowskiej. Ja jednak wierzę w to, że stać nas na sprawienie niespodzianki. Potrzebny jest do tego jednak słabszy dzień Tarnowian i trochę szczęścia, którego "Jaskółki" w tym sezonie mają aż nadto. Czy będzie sprzyjało im i tym razem? Tego dowiemy się już w niedzielę... Typuję wynik 46:44 dla Unii, choć pragnę zgoła odmiennego.

Panowie, gryźcie tor, a może coś z tego wyjdzie...
Stal Gorzów - Stal Rzeszów (pierwszy mecz 50:39 dla Rzeszowian)

      Gorzowianom bez Nickiego Pedersena i z "superduetem" Andersen-Mroczka w składzie będzie ciężko o zdobycie punktu bonusowego. W dobrej dyspozycji są Crump i Okoniewski. Wsparci przez jednego ze swoich kolegów mogą dobić do magicznej granicy 40 punktów, która da im wygraną w dwumeczu. Według prezesa gorzowskiego klubu jest im obojętne, czy zajmą trzecie czy czwarte miejsce w tabeli. Ma to znaczenie przy układzie spotkań z leszczyńską Unią. Rzeszowianie nie jadą już o nic, bo żadna siła nie ruszy ich z piątego miejsca w tabeli. Mogą się oni spokojnie przygotowywać do dwumeczu z drugą drużyną w tabeli. Możliwe, że zawody może storpedować pogoda, która już doprowadziła do tego, że odwołano sobotni finał MIMP. Oby tak jednak nie było. Typuję wynik 48:42 dla Gorzowian.

Ciekawe, co Nicki będzie robił podczas niedzielnego urlopu?
Apator Toruń - Falubaz Zielona Góra (pierwszy mecz 50:40 dla Falubazu)
      
      Absolutny hit i mecz o spokojną pierwszą rundę play-off. Nie oszukujmy się. Niezależnie od tego, czy szóste miejsce zajmie Sparta czy Unia, dwumecz ten będzie dla ich rywali spacerkiem. Najpierw jednak trzeba wygrać ten mecz. Faworytem są Torunianie, którzy na własnym torze rozstawiają swoich rywali po kątach. Jeśli nie przytrafi się im liderom "syndrom dnia po Grand Prix", to ekipa Falubazu "nie wyjdzie z 40-tki". Zespół Apatora jest według Mnie głównym faworytem do zdobycia złota DMP. Zagrozić może im tylko team Marka Cieślaka, jednak o pokonanie Torunian będzie im w tym roku bardzo ciężko. Typuję wynik 51:39 dla Apatora.


Czy Apator powtórzy sukces z 2008 roku?

A TERAZ TROCHĘ PUCHAROWO...

      Ten sezon może być dla naszego futbolu przełomowy w europejskich rozgrywkach. Mimo że Wisła i Legia stylem nie zachwycają, to osiągają korzystne wyniki, co w ostatnich latach zbyt często się nie zdarzało. Piłkarze z Krakowa są o jeden nie przegrany mecz od zapewnienia sobie udziału w fazie grupowej Ligi Europa, a przecież ciągle stoi przed nimi otwarta furtka do Ligi Mistrzów. Warszawianie dobrze rozpoczęli eliminacje od wyjazdowej wygranej, choć na pewno wiele jest jeszcze do poprawienia, szczególnie w grze obronnej. Martwi Mnie nieco nieskuteczność piłkarzy Śląska Wrocław, którzy grają najładniej z trzech polskich drużyn walczących w Europie. W parze z pięknem nie poszedł niestety wynik i Wrocławianie będą musieli wywalczyć w Sofii co najmniej bramkowy remis. Jestem jednak dobrej myśli i wierzę w to, że w rundach play-off rozgrywek UEFA będziemy mieć trzy polskie drużyny.

Blisko, coraz bliżej... Oby tym razem walka o Ligę Mistrzów zakończyła się zwycięstwem...
    

      Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników i życzę niezapomnianych sportowych emocji w ten weekend!
      Gorąco zachęcam do zarwania dzisiejszej nocy i oglądania walki Mariusza Wacha, a także pojedynku Artura Szpilki! Transmisja gali od 2.15 w TVP1.

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

poniedziałek, 25 lipca 2011

ŻEGNAJ PIERWSZA SZÓSTKO...

      No i stało się. Unia przejechała się niczym buldożer po Włókniarzu i nie pozostawiła cienia wątpliwości, kto jest lepszy. Ściganci Dymka poza Griszą Łagutą to jakieś totalne nieporozumienie. Coraz słabiej jeździ Nermark, a Szombierski i Karlsson dawali się w niedzielę objeżdżać leszczyńskim juniorom przepełniając czarę goryczy.
      Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się być to, że zespoły Sparty i Włókniarza spotkają się w dwumeczu o siódme miejsce. O wynik tej rywalizacji jestem spokojny. Częstochowianie na wyjazdach jeżdżą jak dzieci we mgle, co pokazali już nie raz.
      Unia po raz drugi z rzędu ma ogromnego farta. Nie chcę w tym miejscu się żalić, ale... to zrobię. Uważam, że zespół, który przegrywał w tym sezonie mecz za meczem nie pokazując woli walki nie zasługuje na to miejsce. Tarnowianie spięli się właściwie tylko na trzy mecze. Derbowy z Rzeszowem, rewanż z Lesznem oraz ostatnią potyczkę z Włókniarzem. Ale sport, jak już wszyscy wiemy, jest niesprawiedliwy. W niedzielę "Jaskółki" nie powinny mieć problemów z wygraniem ze Spartą. Nam zostanie bonus i przygotowania do potyczki z Włókniarzem...
      Nie zrozumcie Mnie źle, moi drodzy. Ja do końca będę jednak wierzył, że przy Zbylitowskiej pojedziemy wreszcie drużynowo. Ale patrząc na to bez kibicowskich emocji, nie widzę argumentów, jakie możemy przeciwstawić w niedzielę jeźdźcom Wardzały. Skoro nasz świecący w ciemnościach lider przez cały sezon miewa wzloty i upadki, to pewnym jest tylko to, że wyjedzie na tor. Ile punktów zdobędzie? Bóg jeden raczy wiedzieć... Pozostaje tylko trzymać kciuki i liczyć na słabszy dzień Tarnowian.

MIŁE DOBREGO POCZĄTKI?

     Pierwszy finał IMŚJ zakończył się spodziewanym zwycięstwem Darcy'ego Warda. Australijczykowi o zwycięstwo było jednak bardzo trudno, bo to zapewnił sobie dopiero w dodatkowym biegu. Świetny występ zanotowali też Janowski i Andersson. Zatem Sparta Wrocław młodzieżą stoi...

      Pozostali Polacy startowali ze zmiennym szczęściem. Miałem duże obawy co do występu Bartka Zmarzlika. Niestety się one potwierdziły. Zawodnik Stali zebrał frycowe na angielskim torze. W następnych turniejach powinno być lepiej. Oskar Fajfer będzie w tym cyklu odgrywał drugoplanową rolę. Na torach w Holsted i Pardubicach będzie mu niezwykle ciężko o punkty. Łatwiejsze zadanie czeka go w ostatnim turnieju, który odbędzie się na jego domowym torze w Gnieźnie. Tuż poza podium znaleźli się bracia Pawliccy oraz Patryk Dudek. Cała trójka będzie chciała w następnych zawodach wskoczyć na "pudło" a Piotrek Pawlicki na pewno marzy o tym, by do złotego medalu IMEJ dorzucić kolejny krążek międzynarodowej imprezy.

      A teraz obiecywana już na poprzedni wpis galeria z meczu Sparta-Apator. Autorem zdjęć jest Adam Pacan. Możecie ją obejrzeć TUTAJ.

      Na dzisiaj to wszystko. Dziś ubogo z powodu napiętego harmonogramu przeróżnych spotkań i wakacyjnych wypraw. Wiem, że czujecie się zawiedzeni, ale obiecuję, że bardziej wysilę się w piątek. W końcu trzeba zapowiedzieć GP Włoch, ostatnią ligową kolejkę oraz ocenić co zrobili nasi "kopacze" w pucharach.

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

piątek, 22 lipca 2011

TRZY DNI PRAWDY DLA WŁÓKNIARZA I "ZWIĄZANE JAJA" WKS-u

ŚLĄSK JAK GOŁOTA? NIE DO KOŃCA...

      Wczoraj na Tannadice Park działo się tak wiele, że emocjami z tego wieczoru można by obdzielić kilka spotkań naszej ekstraklasy. Horror, jaki zafundowali nam piłkarze Śląska, zakończył się happy-endem. Niewiele jednak brakowało, a szkockie Dundee dopięłoby swego i odrobiło straty z Oporowskiej. Nieczęsto zdarza się, aby polska drużyna potrafiła podnieść się po takich dwóch "dzwonach" w pierwszych minutach. A już przypadkiem absolutnie wyjątkowym w naszej "kopanej" jest po dostaniu trzeciego strzelenie bramki dającej awans. Podopieczni Lenczyka wykazali się niesamowitą wolą walki i uporem w dążeniu do odrobienia strat, o co w ostatnich latach naszym zespołom w europejskich pucharach było niezwykle ciężko. Waleczności Szkotów przeciwstawili swoją i dzięki temu zawodnicy "Mandarynek" w końcowej fazie meczu mieli problemy ze skonstruowaniem składnej akcji, ograniczając się do typowo brytyjskiego zagrywania długich piłek w pole karne.
     To, co wczoraj zrobił Sebastian Dudek kandyduje do mojego zbioru "piłkarskich klasyków", w których znajduje się np. pościg Wisły w meczu z Saragossą w 2000 roku czy też niesamowity mecz rewanżowy Lecha Poznań z Austrią Wiedeń w 2008 roku. Żeby nie było tak różowo, pozwolę sobie na przypuszczenie, że tak słaba gra w defensywie na początku meczu w następnej rundzie może skończyć się dla polskiego zespołu jeszcze gorzej. Nieporozumienia na linii Kelemen-Celeban to absolutna nowość w grze WKS-u. Nowość, której nie chcieli ani piłkarze, ani trener, ani kibice. Przyczyny takiej postawy upatruję w tym, że po raz pierwszy większość piłkarzy z Wrocławia grała na typowo brytyjskim obiekcie przy fanatycznym dopingu kibiców drużyny przeciwnej. Marianowi Kelemenowi nie pomagało to, że najbliższa trybuna na Tannadice jest praktycznie tuż przy bramce. A wszyscy dobrze wiedzą, jak Brytyjczycy potrafią wyprowadzać z równowagi bramkarzy przeciwników (patrz: Boruc w Belfaście). Syndromu Gołoty zwanego roboczo przeze mnie "syndromem związanych jaj" Wrocławianie muszą całkowicie zaniechać. Już od następnego meczu, w którym zmierzą się na własnym stadionie z Lokomotivem Sofia. Tym razem trybuny nie będą przeciwko nam i w sferze psychologicznej piłkarzom Lenczyka będzie niewątpliwie łatwiej. Rywala jednak nie wolno lekceważyć mając w pamięci niedawną porażkę Jagiellonii. Lokomotiv jest w zasięgu Śląska, jednak do przejścia tej przeszkody potrzebny jest dużo większy spokój w szeregach Wrocławian. O to jednak się nie martwię, bo wierzę, że taki fachowiec jak Orest Lenczyk znajdzie receptę na ten problem.

Nasi piłkarze twardo postawili się Szkotom i zmazali plamę sprzed lat.

TRZY DNI PRAWDY DLA WŁÓKNIARZA

      Przed "Lwami" trudne trzy dni. Już za kilka minut rozpocznie się mecz w Tarnowie, który jest ostatnią szansą na wskoczenie do szóstki dla obydwu drużyn. Po cichu liczę na wygraną "Jaskółek" i zgarnięcie bonusa przez Włókniarza, bo w takiej sytuacji przy przegranej "Lwów" w Lesznie Sparcie do zajęcia szóstego miejsca wystarczy zdobycie bonusa przy Zbylitowskiej. Taki rezultat jest wielce prawdopodobny, szczególnie gdy popatrzymy na to, jak jeźdźcy Mariana Wardzały "popisali się" w niedzielnym meczu z Falubazem. Z kolei Częstochowianie stoczyli kapitalny bój ze Stalą Gorzów, który zakończył się ich dwupunktowym zwycięstwem. Decydującym czynnikiem w tym spotkaniu będzie według Mnie wola walki zawodników obu ekip. W tym mocniejsi wydają się być podopieczni Jarosława Dymka, którzy zgodnie ze swoim przydomkiem walczą o każdy metr na torze jak lwy. Sygnał do walki daje zazwyczaj Grigorij Łaguta. "Grisza" imponuje Mi na torze niesamowitym stylem jazdy typowym dla zawodników ze wschodu Europy. Czyli zamykamy oczy i "wpierot" jak to mówią Rosjanie. Tarnowianie w przekroju całego sezonu wydają się być zlepkiem ludzi mających niewielkie ambicje. W każdym z dotychczasowych meczów wyróżnić można co najmniej jedno słabe ogniwo. Osobnym rozdziałem są juniorzy, którzy kandydują do miana niewypału sezonu. A miała być przecież walka o medal... Wracając do meczu, typuję wynik 49:41 dla Unii.
      W niedzielę, o ile niełaskawa ostatnio pogoda pozwoli, Włókniarz odjedzie ostatni mecz sezonu. Na "Smoczyku" jeźdźcy spod Jasnej Góry stawią czoła Unii Leszno. Nie będę się zbyt długo rozpisywał na temat tego meczu. Jeśli nie dojdzie do jakichś niesportowych zagrań na linii prezes-prezes, to Włókniarz przegra i to więcej niż 10 punktami. Unia na własnym torze nie pozwoli poszaleć ścigantom Dymka. I nawet "Grisza" Łaguta i święty Boże nie pomoże... Typuję wynik 52:38 dla Unii.

Włodarze z Częstochowy zapewne wiele by dali, gdyby mogli sklonować tego pana...

JUNIORZY NA START! - PRZED 1 RUNDĄ IMŚJ W POOLE

      W niedzielę, poza meczem Unia - Włókniarz, odbędzie się pierwsza z czterech rund finałowych IMŚJ. Na torze w angielskim Poole zobaczymy szóstkę naszych reprezentantów. Największe szanse na medal przed rozpoczęciem tego mini-cyklu Grand Prix polscy eksperci przypisują Maćkowi Janowskiemu. Rok temu Polak przegrał złoty medal dopiero w dodatkowym biegu z Darcy Wardem, który chce zdobyć tytuł po raz trzeci z rzędu. Australijczyk jest jednym z głównych faworytów niedzielnego turnieju. Przemawia za tym jego aktualna forma i fakt, że "Darky" na co dzień startuje w drużynie z Poole. Zatem każdy zakamarek tego owalu jest mu niewątpliwie znany. Ja czarnego konia zawodów upatruję w Michaelu Jepsenie Jensenie, który w Polsce notuje ostatnio zwyżkę formy. Jeździec Unibaxu broni honoru duńskiego speedwaya będąc jedynym reprezentantem tego kraju w stawce. Ciekaw jestem postawy Bartka Zmarzlika. Najmłodszy w stawce Gorzowianin nieraz zaskakiwał na torach Ekstraligi. Jeśli odpowiednio spasuje sprzęt z angielskim torem, może być groźną alternatywą dla faworytów. Startujący z dziką kartą Josh Auty oraz Jerran Hart będą raczej dostarczycielami punktów. Brak reprezentanta Wielkiej Brytanii w stawce 14 stałych uczestników jest kolejnym przejawem kryzysu speedwaya na Wyspach. To smutne, że kraj, który uczył kiedyś innych jeździć ślizgiem, teraz przeżywa taką stagnację.

Czy "Magic" przerwie hegemonię Darcy'ego Warda?

NA KONIEC O "GENIUSZACH" ZZA KLAWIATURY...

      Pisząc tę notkę zerknąłem na ekran telewizora. Moim oczom ukazała się informacja o tym, że Krzysztof Włodarczyk trafił do szpitala. Gdy dowiedziałem się, o co chodzi, byłem zszokowany. Mistrz świata WBC próbował popełnić samobójstwo. Od razu pomyślałem sobie: "To efekt tej fali krytyki, jaka spłynęła na niego po ostatniej walce z Palaciosem". Portale informacyjne podają jednak inny powód: problemy rodzinne. Myślę, że na ten stan "Diablo" złożyło się i jedno i drugie. Pod każdym newsem dziesiątki a nawet setki komentarzy wspierających Krzyśka. Zadziwiające, ale po kwietniowej walce te same nicki i jakże odmienny stosunek do pięściarza rodem z Piaseczna. Każdy z nas powinien teraz zastanowić się, czy czasem nie był jednym z tych, którzy nie pozostawiali na Krzyśku suchej nitki po porażce i krytykowali go w nie konstruktywny sposób często nawet go obrażając. Z tej sytuacji każdy z nas powinien wynieść cenną lekcję. Z krytyką obchodzić należy się ostrożnie, bo nieświadomie możemy doprowadzić do tego, że człowiek, którego obrażamy nie wytrzyma tych gorzkich słów i postanowi ze sobą skończyć. Jedyne, co możemy teraz zrobić dla Krzyśka, to modlić się za niego i trzymać za niego kciuki. Nie zrozumcie Mnie źle, ale wypisywanie komentarzy typu: "Diablo, jesteśmy z Tobą!" nie pomoże mu wrócić do normalnego życia. Myśli o powrocie na ring nasz obecnie jedyny mistrz świata musi niestety odłożyć...

W tym kraju nie każdy potrafi korzystać z takiego urządzenia...

 Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

poniedziałek, 18 lipca 2011

DZIĘKUJEMY WAM BIAŁO-CZERWONI!!!

      W ubiegłym roku taki tytuł miała pierwsza strona Tygodnika Żużlowego, który ukazał się dwa dni po finale DPŚ. Uznałem, że na tę okoliczność lepszego po prostu nie da się wymyślić. Całej piątce i Markowi Cieślakowi należą się  gratulacje i szczere słowa podziękowania. Po raz trzeci z rzędu skopaliśmy tyłki całemu żużlowemu światu na czele z buńczucznymi kangurami. Oglądając zawody ani przez moment nie zwątpiłem w nasz sukces, choć po ósmym biegu i "śliwce" Jarka Hampela nieliczni wychodzili z gorzowskiego stadionu. Szybko jednak wrócili, bo biegi 9 i 10 były niczym "Bogurodzica" dla polskiej armii w 1410 pod Grunwaldem. Na  rogu, a raczej swoim GMie odegrał ją po raz kolejny Tomek Gollob i to dzięki niemu dopadliśmy Australijczyków. Później przebudzili się kolejni nasi reprezentanci i każdy z nich dorzucił do zwycięstwa ważną cegiełkę. Ozdobą zawodów był bieg 25. Gdy w trakcie wyścigu Tomek z Crumpem tasowali się kilkukrotnie, to aż ciarki przechodziły Mi po plecach. Coś wspaniałego. Bieg godny finału DPŚ. Zazdroszczę tym, którzy byli w sobotę na Stadionie im. Edwarda Jancarza. Przeżycie czegoś takiego na żywo jest czymś, co do końca życia zapada w ludzkiej pamięci. Ja nie zapomnę wywiadu z naszym szkoleniowcem po zakończeniu zawodów. Przed sezonem byłem na niego zły, ponieważ nie stanął murem za naszymi zawodnikami w trakcie afery tłumikowej. Niektórzy sądzą do dziś, że po tamtych zajściach moralnie nie zasługuje na stanowisko szkoleniowca. Jednak tego, czego dokonał przez te 5 edycji DPŚ nie można nie doceniać. To jest prawdziwy wykładnik profesury i trenerskiego nosa popularnego "Polewaczkowego" i to za to powinniśmy go rozliczać. Oczywiście nie nawołuję do tego, żeby zapomnieć o tamtej nieprzyjemnej sytuacji. Wracając do wywiadu, myślałem, że Cieślak jest człowiekiem, który nigdy nie płacze. No i nie miałem racji. Gdy zeszło z niego ciśnienie po prostu nie wytrzymał i okazał oblicze wrażliwego człowieka. Takiego scenariusza sobotniego wieczoru nie mógł stworzyć żaden wybitny scenarzysta. Bo jak wiadomo najlepsze scenariusze pisze życie.

W sobotę Tomasz Gollob po raz kolejny sięgnął gwiazd, a wraz z nim cała nasza reprezentacja...
      Same zawody w Gorzowie były bardzo ciekawe. Po dwóch seriach startów tor pozwalał na walkę na dystansie i byliśmy świadkami kilku fascynujących pogoni. Najważniejszym elementem był jednak start.
      Bardzo słabo zaprezentowali się Duńczycy, którzy przed zawodami byli przez większość typowani do brązowego medalu. Katastrofalnie pojechał Nicki Pedersen, jokera zepsuł Kenneth Bjerre, wolni byli Korneliussen i Bjarne Pedersen. Wczoraj Kenneth w krótkiej rozmowie ze Mną stwierdził, że w sobotę Duńczycy mieli bardzo ciężki dzień i od początku nie wszystko grało tak jak powinno.
       Szwedzi po raz czwarty z rzędu zdobyli brązowy medal. Mimo słabej postawy lidera Trzech Koron - Andreasa Jonssona, podopieczni Bo Wirebranda stoczyli zwycięski bój o najniższy stopień podium z Duńczykami. Do zdobycia medalu Szwecja została poprowadzona głównie przez Fredrika Lindgrena i Antonio Lindbaecka. Ważne punkty zdobył znający gorzowski tor Jonasson.
    
       Na zakończenie przemyśleń odnośnie DPŚ kilka nagród indywidualnych ode mnie:

      Nagroda Fair Play: Nicki Pedersen - Tak, właśnie on. Za to, że upadając w biegu 24 wstał i szybko zabrał swój motocykl z toru nie dopuszczając do przerwania biegu. Co prawda było w tym trochę kalkulacji (Szwed jechał na trzecim miejscu, więc jeszcze była szansa na brąz dla Duńczyków), ale i tak postawa ta jest godna pochwały. BRAWO NICKI!

      Nagroda dla największego chama: Darcy Ward - Za sytuację z 2 biegu, w którym nie przymknął gazu i wpakował w bandę Jarosława Hampela. Jeśli tak ma przebiegać rozwój tego młokosa, to ja mu proponuję zamiast żużla futbol amerykański. Tam będzie się mógł rozpychać do woli. Oczywiście, speedway to nie szachy, trzeba jeździć ostro, ale nie tak, by narażać innych na poważne urazy. Na szczęście Jarkowi nic się nie stało.

      Czerwona kartka dla Jima Lawrence'a - Za zbyt aptekarskie podchodzenie do przepisu o nierównym starcie. Wprowadził on przez to nerwową atmosferę w parku maszyn i na trybunach, co nie służy dobrze tej rangi zawodom. Myślę, że dwumiesięczna pauza od imprez międzynarodowych dla tego Pana byłaby wskazana.


      Nagroda im. Władysława Komarnickiego dla duetu Sayfudtinov-Olkowicz - Za nieco kabaretowy, aczkolwiek przyjemny w odbiorze i umilający oglądanie (przynajmniej dla Mnie) komentarz sobotnich zawodów. Szczególnie dialog dotyczący szampanów i soku multiwitaminy przypadł mi do gustu. Tylko ta odmiana rzeczownika Polak w liczbie mnogiej przez Emila... Rosyjski żużlowiec przy okazji wyraził zachwyt nad podprowadzającymi, ale o tym poniżej...

      Miss Zawodów - podprowadzająca w białym stroju (na zdjęciu pierwsza z lewej) - O gustach się nie dyskutuje, natomiast zachęcam męską część rzeszy moich czytelników do wyrażenia swojej opinii w komentarzach :)

Nawet Emilowi się podobały...

TORUŃSKIEGO PODŁOŻENIA NIE BYŁO, A GORZÓW NA WYJEŹDZIE JAK ZWYKLE "W PALNIK"

Sparta Wrocław 44-46 Apator Toruń (bonus jedzie do Torunia)

      Ach, byłem tak blisko trafnego wytypowania wyniku tego spotkania... Zabrakło naprawdę niewiele. Chłopcy walczyli ambitnie, jednak w pierwszej fazie zawodów Torunianie osiągnęli przewagę, której nie oddali do końca. Każdy z wielkiej czwórki Unibaxu zaliczył jedną wpadkę, jednak wobec przyzwoitej postawy młodego Jensena te straty zostały zniwelowane. Po raz kolejny mizerną zdobycz punktową zanotował Dennis Andersson. Ten sezon jest dla niego ciężki, w końcu jest juniorem, a startuje jako senior, a co za tym idzie oczekiwania wobec niego są większe. Ale z niego będą ludzie, zobaczycie. Jeszcze nie raz o Nim usłyszymy. Szkoda trochę taśmy Maćka Janowskiego w biegu ósmym. Gdyby nie to... ale nie ma co gdybać. Myślę, że drużyna mimo porażki zaprezentowała się dobrze na tle tak mocnego rywala, który według Mnie zdobędzie złoto DMP. Wreszcie przyzwoity wynik zanotował Kenneth Bjerre. Szkoda tylko, że znowu jeździliśmy bez jednego zawodnika. Na ten mecz nie zdążył wyleczyć się Adam Shields, a Lasse Bjerre po upadku w Anglii ma nawet problemy z usłyszeniem tego, co się do niego mówi. Widać po nim, że jest bardzo obolały i czeka go jeszcze minimum tydzień przerwy. Abyśmy dostali się do play-offów musimy wygrać z Unią Tarnów. Przed Spartą zatem niebywale trudne zadanie, do którego przystąpią dopiero za dwa tygodnie. Jest zatem czas na potrenowanie i zebranie sił na bój o play-offy w Buczy.

Następny cel Wrocławian. Czas na pierwszy zwycięski wyjazd!

Włókniarz Częstochowa 46:44 Stal Gorzów (bonus jedzie do Gorzowa)

       Tego nie spodziewał się chyba nikt. Naszpikowana gwiazdami gorzowska Stal okazała się zardzewiałym kolosem na jednej solidnej nodze, (pozostałe były gliniane) jaką był Tomek Gollob. Włókniarze mają szczęście, że "Chudy" mógł pojechać tylko w siedmiu biegach, bo w przeciwnym razie zwycięstwo przeszłoby koło nosa. A tak pod Jasną Górą radość i jeszcze tli się nadzieja na pierwszą szóstkę. Kto wie, kto wie... Potrzebny jest jednak kolejny cud, tym razem nie nad Jasną, ale nieopodal Zbylitowskiej Góry. O wygraną z Tarnowem będzie niebywale ciężko. Częstochowa na wyjazdach jest tak samo cienka jak Gorzów i Sparta. Co do Stali, to na miejscu prezesa Komarnickiego zapłaciłbym za ten mecz tylko Gollobowi. Iversen i Andersen natomiast powinni zwrócić za bilety i paliwo tym 40 sympatykom, którzy po finale DPŚ podążyli za Staleczką na Śląsk. Drużyna z Gorzowa w zeszłym roku była moralnym DMP, teraz zanosi się na tytuł bonusowego. Do tego potrzebna jest 12-punktowa wygrana ze Stalą Rzeszów. Włókniarz po zaległym spotkaniu w Tarnowie, które już w piątek, podejmie na "Smoku" miejscową Unię.

Doskonały sposób na rdzę. Czy sięgnie po niego prezes Komarnicki?

Falubaz Zielona Góra 55-35 Unia Tarnów (bonus zostaje w Zielonej Górze)

      Tak to się musiało skończyć. Mimo słabszej postawy "Pepe" (w sobotę na podium sowicie poił się szampanem, to chyba z tego powodu) Zielonogórzanie odnieśli pewne zwycięstwo. Dwa biegi wygrał Grzegorz Zengota, co na pewno napawa optymizmem. Widać, że "Zengi" stopniowo "wjeżdża" się w sezon po tej koszmarnej kontuzji. W zespole Tarnowskim wszyscy poza Sebastianem Ułamkiem pojechali bardzo przeciętnie. Już sam fakt, że w jednym z biegów Lindgrena pokonał Adam Strzelec, nie najlepiej świadczy o "Jaskółkach". Wydaje mi się jednak, że chłopaki z Buczy po prostu pojechali na pół gwizdka, bo dobrze wiedzieli, że meczu w Zielonej Górze nie wygrają. Dla nich najważniejsze są ostatnie dwa mecze rundy zasadniczej. Przy Zbylitowskiej zmierzą się najpierw z Włókniarzem (22.07), a potem ze Spartą (31.07). Falubaz natomiast jedzie na Moto Arenę. Rachunek jest prosty. Zwycięzca meczu Apator-Falubaz wygra rundę zasadniczą i uniknie starcia z "wieczne groźnymi" jeźdźcami z Podkarpacia, którzy w tej kolejce się "popisali".

W drużynie tarnowskiej "pełna" mobilizacja...

Stal Rzeszów 41-49 Unia Leszno (bonus jedzie do Leszna)

      Oj, miał niewątpliwie chwile radości mój kolega z Tarnowa, gdy zobaczył, jak jeźdźcy znad Wisłoka nie radzą sobie z osłabioną Unią. Znowu zawiódł Kuciapa. Przeziębienie na tyle osłabiło Lee Richardsona, że nie dokończył zawodów. Przeciętnie pojechali Crump i juniorzy. Kibice z Rzeszowa nie mogą mieć zastrzeżeń w zasadzie tylko do Rafała Okoniewskiego, który w sześciu biegach nie znalazł pogromcy. W drużynie z Leszna poza Eddiem Kennettem wszyscy wykonali swoje zadania. Juniorzy zdobyli aż 9 punktów z trzema bonusami, co na torze rywala świadczy albo o niebywałej formie zawodników albo o katastrofalnej dyspozycji rywali. Jak było w tym przypadku? Skłaniałbym się bardziej do drugiej opcji. Rzeszowianie po raz kolejny zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię. Skończył się ich sen o potędze, który zaczął się po meczu z Falubazem. Dla Leszczynian oczywiste już jest to, że pojadą w pierwszej rundzie play-off ze Stalą Gorzów. Kwestią otwartą pozostaje miejsce, jakie zajmą na końcu rundy zasadniczej. Aby była to trzecia pozycja, potrzebna jest wygrana z Włókniarzem i liczenie na to, że Stal nie zdobędzie kompletu w starciu ze swoją imienniczką z Rzeszowa. 

Lee, odpuść ligę szwedzką, wypij kilka kubków gorącej herbaty z cytryną i malinami i będziesz jak nowy...

NA KONIEC O ŚLĄSKU SŁÓW KILKA

       Miałem ten temat poruszyć już w piątkowym wpisie, ale zabrakło mi czasu, toteż zaległość nadrabiam teraz. Wrocławianie rozegrali niezłe spotkanie z Dundee i przed rewanżem jestem optymistą co do szans "Wojskowych" na awans do następnej rundy. W grze zawodników Lenczyka jest jeszcze kilka mankamentów do poprawienia, jednak wygląda to o niebo lepiej niż w przypadku Wisły, czy Jagielloni. Mecz w Szkocji będzie trudny, bo jak wiadomo ekipy z Wysp często są typowymi drużynami własnego boiska z uwagi na fanatyczny doping ich kibiców. Zaliczka zdobyta na Oporowskiej jest zbyt mała. Śląsk musi od pierwszej minuty zdecydowanie zaatakować i postarać się o bramkę, która praktycznie zapewni już awans (Szkoci będą wtedy musieli zdobyć aż 3). I oby tak było. Obyśmy w czwartek mieli powody do radości...
Szkoci w rewanżu na pewno nie będą odpuszczać. Śląsk musi być przygotowany na ciężki bój.
Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

PS Uff... byłbym zapomniał... W piątkowym wpisie ukaże się mini-galeria z meczu Sparta Wrocław-Apator Toruń. Serdecznie wszystkich pozdrawiam i zachęcam do czytania i komentowania!

piątek, 15 lipca 2011

JESZCZE TYLKO JEDEN KROK...

      Tylko albo aż jeden krok. Wiemy już z kim przyjdzie nam się mierzyć w sobotnim finale DPŚ. Do nas i Duńczyków dołączyli po wczorajszym barażu Australijczycy i Szwedzi. Ani przez moment pozycja tych dwóch ekip nie była zagrożona. Zaimponowali mi jeźdźcy z Antypodów, którzy popisywali się zarówno dobrymi startami jak i walką na dystansie. Mieli jednak jedną dziurę w składzie. Zastępujący Rory'ego Schleina Davey Watt zdobył tylko 6 punktów i przed sobotnimi zawodami Craig Boyce miał spory ból głowy, na kogo postawić w finale. Zdecydował się na "Watty'ego".
      W ekipie Bo Wirebranda wpadkę zanotował Fredrik Lindgren. 4 punkty to jak na zawodnika takiej klasy zdecydowanie za mało. Szwedom może być jutro niezwykle ciężko powtórzyć zeszłoroczny wynik jakim było zdobycie brązowego medalu. W kratkę jeżdżą Davidsson i Jonasson. Pewnymi punktami są Lindbaeck i Jonsson. To może okazać się jednak zbyt małą siłą na Duńczyków, Australijczyków i Polaków.
      Zawiodłem się na Rosjanach. Liczyłem na to, że po wzmocnieniu składu Emilem i "Griszą" napsują sporo krwi teoretycznie mocniejszym ekipom. Tymczasem poza Sayfudtinovem jeźdźcy Sbornej zaprezentowali się fatalnie. Tercet Povazhny-Gafurov-Gizatullin zdobył 6 punktów. To zbyt mało, by myśleć o awansie do finału.
      Bezbarwnie jeździli Brytyjczycy. Tego można się było spodziewać, bo nie od dziś wiadomo, że podopieczni Neila Middleditcha to drużyna wyłącznie własnego toru. Na dodatek w ekipie z Wysp nie pojechał Scott Nicholls.  Zastępujący go Lewis Bridger wyjechał na tor tylko trzy razy, przy czym tylko w jednym przypadku udało mu się dojechać do mety.
      Oglądając zawody w TV dostrzec można było niezbyt zadowalającą frekwencję na stadionie w Gorzowie. Prezes Komarnicki zrobił chyba wszystko by zachęcić kibiców do przyjścia na baraż, jednak turniej bez udziału Polaków zniechęcił sympatyków speedwaya do odwiedzenia obiektu przy ul. Kwiatowej.
       W sobotę stadion im. Edwarda Jancarza na pewno będzie pękał w szwach. Nasi żużlowcy liczą na żywiołowy doping i na pewno go otrzymają. Rywale jednak nie padną przed nami na kolana. Groźniejsi od Duńczyków wydają się Australijczycy. Nie należy jednak zapominać, że w składzie Skandynawów jest dwóch zawodników gorzowskiej Stali. Nie wiadomo jak pojedzie młody Mads Korneliussen. Pewnymi punktami będą Nicki Pedersen a także rekordzista gorzowskiego owalu: Kenneth Bjerre. W Vojens niezbyt dobry występ zanotował Niels Kristian Iversen.
      Najsłabsi, przynajmniej na papierze wydają się być Szwedzi. Stawiam na wygraną naszych, jednak mam przeczucie, że czeka nas kolejny, już trzeci z rzędu horror, w którym do ostatniego biegu nic nie będzie wiadomo. Moim zdaniem przy równej postawie Polaków, srebro wywalczy drużyna Australii, zaś brąz ekipa duńska.
Holderowi wczoraj dopisywał humor. Czy tak będzie w sobotę?

KTO SIĘ KOMU "PODŁOŻY"?

Sparta Wrocław - Unibax Toruń (pierwszy mecz 51:39 dla Torunia)

      Przed tym meczem wielu kibiców (szczególnie tych z Tarnowa i Częstochowy) uważa, że może dojść do niesportowej zagrywki ze strony obu zespołów. Od razu na myśl przychodzi sezon 2010 i pierwsza runda play-off, w której podejrzewano, że oba zespoły "ułożyły się" tak, aby i jeden i drugi awansował do półfinałów. Wiadomo także, że przy aferze związanej z przekładaniem meczu Tarnowa z Częstochową, prezes WTS-u została nakłoniona do zgody na inny termin spotkania przez sternika Unibaxu. Oj, zbyt wiele tych pozasportowych wątków... Na papierze faworyt wydaje się być jeden i jest nim drużyna z Kujaw. Gospodarze jednak nieraz pokazali, że są w stanie na własnym torze rywalizować z mocniejszymi od siebie jak równy z równym. Mobilizacja u nas pełna. Dzieci do lat 13 będą mieć darmowe wejście, zatem doping cienkich, młodych głosików będzie głośniejszy niż zazwyczaj. Wygrana praktycznie zagwarantuje Wrocławianom miejsce w pierwszej szóstce. Zawodnicy z Torunia jadą jednak na Dolny Śląsk po trzy punkty, które pomogą im w wygraniu rundy zasadniczej. Będąc optymistą typuję wynik: 45:45.

Keniu, pojedź wreszcie na miarę swoich możliwości!
Włókniarz Częstochowa - Stal Gorzów (pierwszy mecz 48:42 dla Gorzowa)

      Mam dziwne przeczucie, że Gorzowianie wygrają ten mecz bez większych problemów. Mimo że na wyjazdach prezentują się słabo, to jadą z najsłabszą obecnie ekipą w Ekstralidze. Bracia Łagutowie i Nermark do sukcesu nie wystarczą, szczególnie gdy pod taśmą staną Gollob, Pedersen czy Bartek Zmarzlik. Typuję wynik 41:49.

"Lwy" znowu będą wozić ogony. Tym razem przed własną publicznością...


Stal Rzeszów - Unia Leszno (pierwszy mecz 56:31 dla Leszna)

      Tu może być bardzo ciekawie. Jeśli oczywiście Rzeszów podejdzie do tego meczu na poważnie. Osłabiona Unia wydaje się być nieco słabszym zespołem, ale już nieraz pokazała, że potrafi walczyć do końca. Z kolei drużyna Stali na pewno będzie chciała potwierdzić, że remis w Zielonej Górze nie był przypadkiem. Walka o zwycięstwo będzie trwała do ostatniego biegu. Typuję wynik 44:46.

Dla Pani Prezes podopieczni zrobią wszystko... Nawet pokonają Mistrza Polski.

Falubaz Zielona Góra - Unia Tarnów (pierwszy mecz 50:40 dla Zielonej Góry)

      Jeśli jeźdźcy "Narodowego Marka" marzą o zajęciu pierwszego miejsca po rundzie zasadniczej, to muszą ten mecz wygrać. Na taką chwilę słabości jak w ostatnim meczu ze Stalą Rzeszów nie mogą sobie pozwolić. Tarnowianie są raczej skupieni na spotkaniu z Częstochową, choć ich menadżer przebąkuje coś o sprawieniu niespodzianki. Z całym szacunkiem dla "Jaskółek", ale nic dwa razy się nie zdarza. Limit farta na W69 w stu procentach wykorzystał Rzeszów i nie zanosi się na powtórkę z rozrywki. Typuję wynik 50:40.

Prezes Dowhan nie chce kolejnego podejrzanego remisu. Liczy się tylko wygrana!
Życzę wszystkim niezapomnianych emocji w trakcie finału DPŚ oraz niedzielnej kolejki ligowej!

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

wtorek, 12 lipca 2011

I PO PÓŁFINAŁACH...

NIEGOŚCINNI GOSPODARZE     

      Sobotni turniej w Vojens przyniósł nam pierwsze rozstrzygnięcia w tegorocznym Drużynowym Pucharze Świata. Do finału awansowali Duńczycy, zaś do barażu zakwalifikowali się Szwedzi i Australijczycy, których postawa była dla Mnie niemiłą niespodzianką.
      Dużo większej zdobyczy punktowej spodziewałem się po Troyu Batchelorze, który zawiódł na całej linii. Niemrawo prezentował się też Rory Schlein, a cała ekipa Australijska szczególnie na początku zawodów jeździła tak, jakby nie chciała awansować do finału. W końcu rąbka tajemnicy uchylił w wywiadzie z red. Łopacińskim Jason Crump, który stwierdził, że jednak lepiej jest jechać w czwartkowych zawodach.
      Zgoła odmienną postawę zaprezentowali Szwedzi, którzy do ostatniej gonitwy walczyli zażarcie z Duńczykami o zwycięstwo. Do pełni szczęścia zabrakło trzech punktów. Słaby występ zanotował Fredrik Lingdren. 10 punktów z Jokerem to trochę mało jak na jeźdźca cyklu GP. Zaskoczyła Mnie znakomita jazda Antonio Lindbaecka, który przed turniejem barażowym wyrasta na jednego z dwóch liderów reprezentacji Trzech Koron. Więcej spodziewałem się po młodym Jonassonie, ale on w czwartek powinien pojechać dużo lepiej, w końcu tor w Gorzowie jest mu dobrze znany.
      Najrówniejszą i wysoką formę zaprezentowali Duńczycy, którzy poza "Pukiem" Iversenem nie mieli słabych punktów. Znakomicie jeździli Bjerre, Bjarne Pedersen i młody Mads Korneliussen, który był największą niespodzianką tego turnieju.  Szczególnie w 8 wyścigu wykazał się wysokimi umiejętnościami odpierając ataki Jasona Crumpa. Czas pokaże, czy ten znakomity występ był splotem korzystnych okoliczności, czy rzeczywiście jeździec Wandy Kraków znajduje się w znakomitej dyspozycji.
      Przed zawodami sądziłem, że Niemcy zdobędą w Vojens 8 punktów. Pomyliłem się niewiele. Nasi zachodni sąsiedzi zasługują jednak na pochwały. Najwięcej słów uznania dla zdobywcy 4 "oczek" Maxa Dilgera. Co prawda, Niemcy zdobyli kilka punktów na defektach bądź upadkach swoich rywali, jednak w większości wyścigów jeździli w kontakcie z rywalami i pozostawili po sobie pozytywne wrażenie. Liczę na to, że w przyszłej edycji DPŚ Niemcy będą mogli wystawić swój najmocniejszy skład i powalczą o coś więcej niż tylko dwucyfrową zdobycz w turnieju półfinałowym.

Duńczycy tym razem zwycięzcy. Jak będzie w Gorzowie?

FRUWAJĄCY "KASPER"

      Wczorajszy turniej obfitował w groźnie wyglądające upadki. Kopny, brytyjski tor w połączeniu z nowymi tłumikami co chwila podnosił poziom adrenaliny kibicom zasiadającym na Norfolk Arenie. Na szczęście w tych wydarzeniach nie brali udziału Polacy, bo najczęściej na wyjściu z pierwszego łuku byli już dwa motocykle z przodu. Nie zawiódł żaden z biało-czerwonych i niemal pewnym jest to, że w sobotę pojedziemy w identycznym zestawieniu. Kłopot mają Brytyjczycy, którzy zaprzepaścili wczoraj jedyną szansę na awans do finału. W barażu nie mają czego szukać. Po prostu Szwedzi i Australijczycy są zbyt mocni, by z nimi przegrać. Gospodarzom we wczorajszym turnieju nie pomogło nawet przygotowanie ciężkiego toru. Zamiast utrudnić robotę naszym, sami wpadli we własne sidła, upadając na tor aż 4 razy, w tym raz jako Joker. Zawiedli Mnie Czesi. Przegrali miejsce w barażu z czterema Rosjanami, którzy na dodatek jechali w 23 biegach! Najlepiej naszym południowym sąsiadom wychodziło wczoraj upadanie na tor i utarczki słowne z Brytyjczykami, w czym prym wiedli bracia Drymlowie. To tylko dowodzi temu, że czeski speedway jest w poważnym kryzysie. Jeśli chodzi o naszych reprezentantów, to największe słowa uznania dla Krzyśka Kasprzaka. Jeździł wczoraj fantastycznie i chyba żaden z rywali nie był w stanie sięgnąć przednim kołem jego szprycy. Marek Cieślak znowu miał nosa, choć tym razem wydatnie pomógł mu w tym Tomek Gollob. Teraz naszą husarię czeka sobotni finał z Duńczykami i pierwszymi dwoma zespołami z barażu. W nim jako niemal pewnych kandydatów do awansu upatruję Szwedów i Australijczyków. Nawet jeśli Rosjanie wzmocnią się braćmi Łagutami i Emilem Sayfutdinovem (kto by chciał takiego cwaniaczka w reprezentacji?), to i tak nie stawią skutecznego oporu dwóm wcześniej wymienionym ekipom.
Pierwszy krok w kierunku obrony złota wykonany.

NA KONIEC TROCHĘ LIGOWO

      W tym tygodniu poza DPŚ cała żużlowa Polska pasjonowała się terminem rozegrania zaległego meczu Tarnów-Częstochowa. Dziś wiemy już, że wszystko odbędzie się w duchu sportowej rywalizacji. Wszyscy prezesi wyrazili zgodę na to, by mecz "odjechać" 22.07, kiedy drużyny będą dysponować pełnymi składami. Na szczęście tym razem zwyciężył zdrowy rozsądek działaczy. Oby takich rozwiązań w polskim sporcie żużlowym było więcej...

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

piątek, 8 lipca 2011

O EUROKOMPROMITACJI, ZIELONOGÓRSKIM PECHU I DRUŻYNOWYM PUCHARZE ŚWIATA

O DWA DEFEKTY ZA DUŻO

Falubaz Zielona Góra 45:45 Stal Rzeszów (bonus zostaje w Zielonej Górze)

       Ile to już razy awarie sprzętu odbierały żużlowcom niemal pewne zwycięstwa. Dość wspomnieć zeszłoroczny turniej o GP Wielkiej Brytanii i pierwszy półfinał, w którym motocykl Tomasza Golloba stanął po przejechaniu pierwszego łuku. Podwójnego pecha mieli kandydaci do złota DMP - żużlowcy Falubazu Zielona Góra w środowym meczu z rzeszowską Stalą. Przez dwie awarie sprzętu stracili zwycięstwo i jeden punkt. Nie byłoby jednak tego tematu, gdyby nie bardzo dobra i ambitna postawa drużyny znad Wisłoka. "Pomogła" im w tym na pewno ZZ-tka za Rafała Okoniewskiego, który dzień wcześniej poobijał się w meczu ligi szwedzkiej. Mecz dostarczył kibicom większej ilości mijanek niż w zeszłotygodniowych derbach a także rekordu toru poprawionego przez Piotra Protasiewicza. Utrata jednego punktu przez Zielonogórzan komplikuje im walkę o pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej. Rzeszowianom mecz w Grodzie Bachusa udowodnił, że przy słabszym dniu teoretycznie mocniejszego rywala mogą pokusić się o niespodziankę. Cieszy powrót na tor Grześka Zengoty. 7 punktów "Zengiego" to jak na początek zmagań ligowych bardzo dobry wynik. Martwi tylko kolejny akt wojny lubuskiej pomiędzy prezesami: Komarnickim i Dowhanem. Ten pierwszy zarzuca Zielonogórzanom sprzedanie meczu. Drugi ripostuje nazywając gorzowskiego sternika "kabaretowym". Panowie, jeśli macie choć odrobinę dobrego smaku, zaprzestańcie tych słownych przepychanek. Spotkajcie się, wypijcie coś, wyjaśnijcie sobie wszystko. Ale na Boga, nie róbcie tego na łamach mediów! Takie sytuacje powodują, że żużel staje się coraz bardziej podobny do piłki nożnej...

"Musiałeś się popsuć akurat teraz?" - Pyta retorycznie Greg Hancock...

A W TARNOWIE ZNOWU LEJE...

      Mecz pomiędzy Unią Tarnów a Włókniarzem Częstochowa po raz drugi został odwołany z powodu fatalnego stanu toru przy Zbylitowskiej spowodowanego intensywnymi opadami. Nie ustalono jeszcze nowego terminu.


KONIEC ŻARTÓW, DPŚ CZAS ZACZĄĆ!

       Odpoczywamy teraz od emocji ligowych i skupiamy się na zmaganiach, które wyłonią najszybszą drużynę świata. Złotego medalu broni ekipa Marka Cieślaka. Przed naszą husarią stoi nieczęsta szansa zostania pierwszą reprezentacją, która wywalczy trofeum im. Ove Foundina trzy razy z rzędu. Droga do złota wiedzie przez brytyjskie King's Lynn, które jest gospodarzem drugiego z półfinałów. Pierwszy odbędzie się już jutro w Vojens.

OBSADA PIERWSZEGO PÓŁFINAŁU W VOJENS:
Niemcy, Szwecja, Australia, Dania

Niemcy (kaski czerwone)
1. Kevin Woelbert
2. Max Dilger
3. Tobias Busch
4. Mathias Schulz
5. Tobias Kroner (kapitan)
Menedżer: Rene Schafer

      Nasi zachodni sąsiedzi będą statystować w tych zawodach. Powinni być zadowoleni, jeśli zdobędą więcej niż 10 punktów. Najmocniejszymi punktami ekipy znad Renu wydają się być Kroner i Woelbert, którzy startują w Polsce. Warto dodać, że Niemcy wracają do zmagań o DPŚ po pięciu latach przerwy. Moim skromnym zdaniem zajmą ósme miejsce, bo niemal pewnym wydaje się być to, że Czesi w King's Lynn zdobędą więcej "oczek" niż Niemcy w Vojens.

Szwecja (kaski niebieskie)
1. Andreas Jonsson (kapitan)
2. Fredrik Lindgren
3. Antonio Lindbaeck
4. Jonas Davidsson
5. Thomas H. Jonasson
Menedżer: Bo Wirebrand

       Reprezentacja Trzech Koron mierzy w tej edycji w czwarty medal z rzędu. Nastąpiła zmiana na stanowisku menedżera. Specjalistę od wyścigów lodowych - Petera Janssona zastąpił opiekun Elit Vetlandy - Bosse Wirebrand. Skład w porównaniu z zeszłorocznym zmienił się niewiele. Wiekowego już Magnusa Zetterstroema zastąpił młody Thomas H. Jonasson, który dobrze zna gorzowski tor, na którym odbędą się baraż i finał. Aby jednak tam zawitać, podopieczni Bosse Wirebranda muszą w turnieju w Vojens stoczyć zwycięski bój z Australijczykami i Duńczykami. Pewne punkty tej ekipy to na pewno Jonsson i Lindgren. Wahania formy ma Antonio Lindbaeck. Kiepsko, szczególnie w barwach Falubazu prezentuje się Jonas Davidsson. Nie wiadomo, jak z presją poradzi sobie młody Jonasson. Moim zdaniem Szwedzi pojadą w barażu. Zarówno Australijczycy, jak i Duńczycy są od nich, przynajmniej na papierze, mocniejsi.

Australia (kaski białe)
1. Jason Crump (kapitan)
2. Darcy Ward
3. Troy Batchelor
4. Rory Schlein
5. Chris Holder
Menedżer: Craig Boyce

      Bardzo mocny skład "Kangurów". A byłby jeszcze mocniejszy, gdyby nie kłótnie Craiga Boyce'a z Ryanem Sullivanem. Mieszanka młodości i doświadczenia może przynieść ekipie z Antypodów awans do finału bez konieczności startu w barażu. Jednak w starciu z Duńczykami i Szwedami Australijczycy nie mogą pozwolić sobie na choćby jeden moment słabości, bo strata, którą mogą ponieść z tego powodu, może okazać się nie do odrobienia. Pokazał to zeszłoroczny baraż, w którym Holder nie sprawdził się jako Joker. Nieocenione dla młodszych żużlowców z Antypodów będą rady Jasona Crumpa, który musi przejąć po Leigh Adamsie obowiązki kapitana. To właśnie brak popularnego "Gingera" był jedną z głównych przyczyn braku awansu do zeszłorocznego finału. Wydaje się, że w międzynarodowej rywalizacji okrzepł Holder i nie będą mu się zdarzać większe wpadki. Kluczowa będzie postawa Batchelora i Warda, którzy w Polsce notują bardzo dobre występy. Australijczyków upatruję jako zwycięzców jutrzejszych zawodów.

Dania (kaski żółte)
1. Nicki Pedersen (kapitan)
2. Bjarne Pedersen
3. Kenneth Bjerre
4. Niels Kristian Iversen
5. Mads Korneliussen
Menedżer: Anders Secher

       W kraju Hamleta, podobnie jak w Szwecji, nastąpiła zmiana na stanowisku menedżera. Jana Staechmanna zastąpił dużo mniej medialny (Staechmann ostatnio komentuje dla SKY turnieje GP) Anders Secher. Rewolucji kadrowej jednak nie było. Jedyną nową twarzą w duńskim składzie jest Mads Korneliussen, który ostatnio zniechęcił do siebie polskich kibiców nazywając naszą Ojczyzną "głupim krajem". Później tłumaczył się, ale jak wiadomo robią to tylko winni. Gwizdy pod jego adresem na stadionach żużlowych w Polsce mile widziane. Wracając do oceny reprezentacji Danii, warto odnotować brak Hansa Andersena, który w mojej opinii jest trafnym posunięciem Sechera. "Bajkopisarz" notuje po przerwie spowodowanej kontuzją nie najlepsze wyniki i powoływanie go na DPŚ byłoby obarczone zbyt dużym ryzykiem. Mnie w składzie Danii brakuje Leona Madsena, który miał w tym sezonie mało okazji do startów w Polsce, jednak jest niewątpliwie bardziej klasowym zawodnikiem od Korneliussena. Jutro wynik powinna "ciągnąć" trójka Bjerre-Pedersen-Iversen. Swoje punkty na pewno dorzuci Bjarne, nie wiadomo, jak pojedzie młody zawodnik Wandy Kraków. W Duńczykach drzemie bardzo duży potencjał, ale moim zdaniem jeźdźców z Półwyspu Jutlandzkiego zobaczymy w czwartkowym barażu, tym bardziej, że w jednej z wypowiedzi Bjarne Pedersen wyraźnie zasygnalizował potrzebę potrenowania na gorzowskim owalu.

Od postawy tych dwóch panów wiele będzie jutro zależeć.


OBSADA DRUGIEGO PÓŁFINAŁU W KING'S LYNN: Wielka Brytania, Rosja, Czechy, Polska

Czechy (kaski żółte)
1. Ales Dryml (kapitan
2. Matej Kus
3. Lukas Dryml
4. Tomas Topinka
5. Filip Sitera
Menedżer: Milan Spinka

      Czeski speedway przeżywa poważny kryzys. Zakończenie kariery przez Adriana Rymela i przejście do wyścigów na długich torach Josefa Franca wyraźnie zawęziło pole manewru Milanowi Spince. Czesi powalczą w korespondencyjnym pojedynku o 7 miejsce z reprezentacją Niemiec. Pomocnym może być fakt, że nasi południowi sąsiedzi startują regularnie na Wyspach, a Tomas Topinka broni barw klubu z King's Lynn. Przy maksymalnej koncentracji i dobrym przygotowaniu sprzętowym może się okazać, że Czesi powalczą o baraż z osłabioną Rosją. Jest to jednak mało prawdopodobne.

Rosja (kaski czerwone)
1. Roman Povazhny (kapitan)
2. Siergiej Darkin
3.
4. Renat Gafurow
5. Ilia Bondarenko
Menedżer: Andriej Sawin

      Nie mam słów, by opisać opieszałość rosyjskiej federacji. Po tym, jak Artem Łaguta nie pojechał do Cardiff z powodu problemów wizowych, sytuacja powtórzyła się i to podwójnie! Do Artema dołączył jego starszy brat: Grigorij. Na dodatek, po podaniu tej informacji z występu w King's Lynn wycofał się Emil Sayfudtinov. No cóż, jak widać popularny "Emilio" nie jest gotów umierać za matkę Rosję. Braci jeżdżących w częstochowskim Włókniarzu zastąpią jeżdżący regularnie w brytyjskiej Premier League Siergiej Darkin i Ilia Bondarenko. Nie wiadomo jeszcze, kto wypełni lukę pozostawioną przez Emila. W tej sytuacji Rosjanie będą musieli się sporo napracować, aby zająć miejsce gwarantujące baraż. Walka z Czechami o trzecie miejsce może być ciekawa.

Wielka Brytania (kaski niebieskie)
1. Chris Harris (kapitan)
2. Scott Nicholls
3. Tai Woffinden
4. Edward Kennett
5. Ben Barker
Menedżer: Neil Middleditch

      Następca Roba Lyona - Neil Middleditch będzie chciał powtórzyć zeszłoroczny sukces swojego poprzednika. Brytyjczykom będzie o to niezwykle trudno, wszak pod taśmą staną ramię w ramię z Polakami, którzy dominują od dwóch lat na arenach DPŚ. Pewne punkty ekipy z Wysp to niewątpliwie Chris Harris i Scott Nicholls. Młodzieńczą fantazję pokazuje często Tai Woffinden. Duże doświadczenie na brytyjskich owalach posiada Edward Kennett. Skład uzupełnia perspektywiczny Ben Barker. Jeśli podopieczni Middleditcha przypomną sobie zeszłoroczny półfinał, to mogą napsuć sporo krwi naszym reprezentantom. Osłabieniem jest brak Lee Richardsona, którego Kennettowi ciężko będzie zastąpić.


Polska (kaski białe)
1. Tomasz Gollob (kapitan)
2. Jarosław Hampel
3. Janusz Kołodziej (?)
4. Piotr Protasiewicz
5. Krzysztof Kasprzak

      Faworyt poniedziałkowego turnieju. Mimo małej znajomości toru na Norfolk Arenie, nie wydaje mi się, aby Polacy nie dali rady Brytyjczykom. W gazie są Krzysiek Kasprzak i Jarek Hampel, co pokazały wczorajsze półfinały IMP. Przyzwoicie pojechali w nich Gollob i Protasiewicz. O ich postawę w poniedziałek jestem spokojny. Kibiców zmartwił natomiast Janusz Kołodziej. Kolejny słaby występ i pytanie stojące przed selekcjonerem Cieślakiem: Zabrać go do King's Lynn czy nie zabrać? Dziś w Gorzowie odbędzie się trening, po którym "Narodowy" podejmie ostateczną decyzję. W mieście nad Wartą zameldowali się także Przemek Pawlicki i Maciek Janowski. Inny wynik niż nasza wygrana będzie traktowany jako porażka. Droga do Gorzowa wiedzie przez Wielką Brytanię, która dwa lata temu okazała się dla nas szczęśliwa. Wygraliśmy wtedy w Peterborough by później zdobyć złoto po dwudniowym finale w Lesznie. Obyśmy byli świadkami podobnej drogi jak w 2009. DO BOJU BIAŁO-CZERWONI!

Polscy supermani ruszają po trzeci z rzędu tytuł najszybszych na świecie.

NA KONIEC TROCHĘ O JAGIELLONII

      Polska piłka po raz kolejny skompromitowała się w Europie. Po zeszłorocznych "popisach" Wisły Kraków w dwumeczu z Karabachem Agdam byłem pewien, że już nic Mnie nie zaskoczy. Nic bardziej mylnego. Gdybym śledził internetową relację spożywając jakiś pokarm, to po zobaczeniu wyniku prawdopodobnie wyplułbym ze zdziwienia to, co miałem w ustach. Nie takiej przygody z europejskimi pucharami spodziewali się kibice Jagiellonii, a także fani futbolu w całej Polsce. Porażka z półzawodowcami z Kazachstanu każe patrzeć na szanse Śląska, Legii i Wisły z mniejszym optymizmem. Ze strachem oczekuję na czwartkowy mecz Wrocławian z Dundee United. Jak to dobrze, że przy tak słabym poziomie naszego "sportu narodowego" mamy taką dyscyplinę, w której od lat nikt nie jest w stanie nam "podskoczyć".
Tylko tych wspaniałych kibiców żal...

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

PS Kolejny wpis ukaże się wyjątkowo we wtorek.

poniedziałek, 4 lipca 2011

O WALCE DEKADY I NIEDZIELNEJ WALCE Z DESZCZEM NA TORACH ŻUŻLOWYCH

JAKA DEKADA, TAKA JEJ WALKA...

      Waga ciężka przeżywa ostatnimi laty poważny kryzys. Utwierdziła Mnie w tym wczorajsza "walka dekady" pomiędzy Władimirem Kliczko a Davidem Haye'em. Może nie była ona  nudna jak flaki z olejem, ale jednak zawiodła. Po głośnych i buńczucznych zapowiedziach obu zawodników, jakich to części ciała nie pozbawią rywala, do jakiego to szpitala ich nie wyślą, spodziewałem się, że na ringu ustawionym na środku hamburskiej Imtech Areny od pierwszego gongu sypać się będą iskry. Tak jednak nie było. Władimir stoczył w ringu kolejny pojedynek szachowy i nie można mu mieć tego za złe. To sposób walki Haye'a wygenerował tak średnie widowisko. Bazujący na swojej elastyczności Brytyjczyk uniknął trzech czwartych ciosów Ukraińca. Sam jednak wyprowadził ich ponad 200 mniej, osiągając skuteczność 24% (o 2 procent gorszą od Kliczki, który wyprowadził 509 ciosów, statystyki podane za compuboxonline.com). Po walce Haye ujawnił, że trzy tygodnie przed pojedynkiem złamał palec u stopy. Później zaczął dumnie prezentować miejsce urazu. To był kolejny żałosny pokaz czarnego PR-u Brytyjczyka. Tym przedstawieniem udowodnił, że nie potrafi przegrać z honorem. Oczywiście, nie podważam faktu kontuzji, jednak odpowiedzcie sobie sami na pytanie: Czy po wcześniejszych występach Haye'a taki przebieg konferencji Was zdziwił? Mnie nie. Były mistrz świata WBA i tak poczynił postęp w swoich wypowiedziach, nie obrażając przeciwnika i przyznając, że Władimir rozegrał walkę perfekcyjnie. Podważył decyzję sędziego, który w 11 rundzie wyliczył go po popchnięciu przez Kliczkę. Jednak "Hayemaker" sam jest sobie winien. Po ostrzeżeniu dla Kliczki za ściąganie głowy przeciwnika usilnie starał się wymusić na Genaro Rodriguezie drugie odjęcie punktu. I tak intensywnie się tym zajął, że... sam stracił jedno "oczko".
      David Haye miał być według wielu "zbawicielem wagi ciężkiej". Jednak jego wczorajsza misja odebrania Władimirowi pasów mistrzowskich zakończyła się niepowodzeniem. Ostatnia nadzieja w Tomaszu Adamku, który we wrześniu zmierzy się ze starszym z braci - Witalijem. Jeśli "Góral" nie podoła, to będziemy musieli czekać na zakończenie kariery przez Ukraińskich braci, którzy na przestrzeni kilku lat zdominowali kategorię ciężką.
Tomasz Adamek wydaje się być ostatnią nadzieją bokserskiego świata na pokonanie braci Kliczko.

 PIĘCIU BIAŁO-CZERWONYCH W FINALE GP CHALLENGE

       Plan minimum został zrealizowany. Piątka naszych reprezentantów przebrnęła przez półfinały, jednak stawiałem, że polski skład na sierpniowe zawody w Vetlandzie będzie nieco inny. Zawiódł Mnie przede wszystkim Adrian Miedziński, który miał bodaj najłatwiejsze zadanie, bo startował w Daugavpils, gdzie obsada turnieju była teoretycznie najsłabsza. Cóż, włodarze Unibaxu mają teraz problem z głowy. Nie będą się musieli martwić posiadaniem 3 zawodników z Grand Prix w składzie. Zaskoczył Krzysztof Buczkowski, który mimo jazdy w pierwszej lidze, dobrze prezentuje się także w towarzystwie zawodników jeżdżących w Ekstralidze. Walasek, Kasprzak, Protasiewicz i Ułamek nie zawiedli i pewnie wskoczyli do najlepszych piątek swoich półfinałów. Na co możemy liczyć w Vetlandzie? Na awans minimum jednego z naszych. Największe szanse upatruję w Protasiewiczu i Kasprzaku, którzy są w kadrze na DPŚ. Gdyby powtórzyła się sytuacja z 2008 roku, gdy awans wywalczyli dwaj Polacy (Ułamek i Walasek), byłoby to znakomite osiągnięcie. Rywale jednak łatwo pola nie oddadzą. Wśród nich są tacy jeźdźcy jak: Zagar, Lindbaeck, Pedersen, Andersen czy Madsen. Niespodziankę będą chcieli sprawić młodzi Vaculik i Gustafsson. Finał Challenge'u jednak dopiero w drugiej połowie sierpnia. Przed nami Drużynowy Puchar Świata, w którym swoją klasę muszą potwierdzić wspomniani wcześniej "Kasper" i "Protas".
Krzysiek, nie pij tyle!!!

30 KUMATYCH LUDZI, NAWIEDZONY TRENER I MISTRZ ŚWIATA czyli XII runda Ekstraligi

Unia Leszno 50:40 Stal Gorzów (bonus jedzie do Gorzowa)

      Oj, działo się wczoraj na Stadionie im. Alfreda Smoczyka zarówno na torze, jak i w parku maszyn. Od wczesnego popołudnia spora grupa ludzi próbowała doprowadzić tor przy Strzeleckiej do odpowiedniego stanu. Jak stwierdził w wywiadzie dla TVP SPORT dyrektor sportowy Unii Ireneusz Igielski, przy leszczyńskim owalu pracowało "30 kumatych ludzi". Mecz ostatecznie rozpoczął się niemal trzy godziny wcześniej niż zakładał terminarz, ale dobrze się stało, że doszedł on do skutku. Kolejna zaległość do odrobienia zacieśniłaby i tak napięty terminarz zawodników. Dzięki wytężonej pracy Leszczynian na czele z prezesem Dworakowskim (twardy gracz z tego gościa, według Mnie najrozsądniejszy prezes w całej Ekstralidze, co pokazał w aferze z braćmi Pawlickimi) kibice obejrzeli kolejne zwycięstwo Mistrza Polski. Tryumf zasłużony, bo znowu wygrała drużyna, a nie indywidualności. W drużynie gorzowskiej tym razem najwięcej punktów zdobył Matej Zagar. Słabszy występ zanotował Tomek Gollob, który miał trochę kłopotów sprzętowych, a w jednym z wyścigów "przysnął" na końcowych metrach i dał się wyprzedzić Batchelorowi. Zawiedli juniorzy. Cyran dwa razy upadł, a Zmarzlik zdobył punkty tylko w wyścigu juniorskim. W drużynie leszczyńskiej świetne zawody odjechali Jarek Hampel i Troy Batchelor. Dobry mecz w wykonaniu Adama Skórnickiego, który pokonał w jednym z biegów Tomasza Golloba, a po meczu wybrał się do boksu "Chudego" po autograf dla synka. Zawiódł po raz kolejny Edward Kennett. Kibice "Byków" z utęsknieniem czekają na powrót "Jury" Pavlica i Damiana Balińskiego, bo Brytyjczyk poza meczem we Wrocławiu systematycznie "wozi ogony". Na koniec kącik prezesowsko-trenerski i kolejne przepychanki pod publiczkę. Tym razem bohaterem "gorzowski Mourinho" Czesław Czernicki i Józef Dworakowski. W tym konflikcie zdecydowanie staję po stronie leszczyńskiego sternika. Gdyby nie praca jego ludzi, mecz by się nie odbył. Czernicki nie powinien narzekać na jakość toru, bo był on najlepszym, jaki można było przygotować w tak krótkim czasie po tak intensywnych opadach.
W następnej kolejce Stal na wyjeździe podejmie Włókniarza, a Unia w Rzeszowie spróbuje wyrwać trzy "oczka" miejscowej Stali.
Jarek Hampel był w niedzielę w fantastycznej dyspozycji.


Unibax Toruń 50:40 Stal Rzeszów (bonus zostaje w Toruniu)

      Niespodzianki nie było. Drużyna z Torunia pewnie wygrała, a wynik mógłby być znacznie wyższy, gdyby "Anioły" potraktowały na serio biegi nominowane. W drużynie gości tylko Jason Crump i Lee Richardson nawiązali walkę z gospodarzami. Fatalnie pojechał Harris. Nic z formy z poprzednich tygodni nie pokazał Rafał Okoniewski. W Unibaxie swoje zrobili jak niemal zawsze: Holder, Holta, Sullivan i Miedziński. Rzeszowianie mimo tej przegranej na pewno nie czują się załamani. Mają już pewne miejsce w szóstce, a w następnej kolejce zmierzą się na własnym torze z Unią Leszno. Wcześniej jednak czeka ich odrobienie zaległości z IX rundy. W środę podejmą na wyjeździe Falubaz Zielona Góra. Torunianie chcą zająć pierwsze miejsce w tabeli po rundzie zasadniczej, lecz do tego potrzebny jest im komplet sześciu punktów. Okazja do powiększenia dorobku już za dwa tygodnie. We Wrocławiu powalczą o to z miejscową Spartą.
Oj, Lee, Lee... Skup się na jeździe. Na podryw przyjdzie czas po meczu...

Falubaz Zielona Góra 53:37 Sparta Wrocław (bonus zostaje w Zielonej Górze)

      No cóż, tego się można było spodziewać. Nie byłbym jednak zły na ten wynik, gdyby nie to, że wczoraj jeździliśmy w sześciu przez jakieś głupie niedopatrzenie w sprawach "papierkowych". Kto wie, czy gdyby Patryk Malitowski mógł pojechać, to nie zdobylibyśmy 40 punktów. Zawsze to wyglądałoby lepiej niż te 37... Wracając do spraw czysto sportowych, to Falubaz zrobił swoje. 38 punktów trójki Protasiewicz-Hancock-Jonsson, 9 "oczek" juniorów i rekord toru Davidssona. To musiało dać zwycięstwo. W naszej drużynie po raz kolejny nie zachwycił Kenneth Bjerre. Tylko 8 punktów, a od niego wymagać się powinno "dwucyfrówek". Andersson też nie zachwycił, ale w starciu z taką drużyną po prostu musieliśmy polec. Na niewielki plus postawa Jędrzejaka i Janowskiego. Przyzwoicie Piotrek Świderski. Lasse Bjerre jest młody i zrozumiałym było to, że sobie nie poradzi. Mając w drużynie 4 juniorów ciężko myśleć o wyjazdowym sukcesie. Brakuje nam jednego seniora, który gwarantowałby te 7-9 punktów w każdym meczu. W tej sytuacji kadrowej o miejsce w szóstce może być nam bardzo ciężko. Tym bardziej, że za dwa tygodnie przyjeżdża do nas Unibax Toruń, który poniósł w tym sezonie tylko dwie porażki. Potrzebny jest kolejny fantastyczny mecz całej drużyny. Tak jak 22.05, kiedy z kwitkiem odprawiliśmy gorzowską Stal. Falubaz czeka w środę odrobienie zaległości w meczu z rzeszowską Stalą. W XIII rundzie na W69 przyjeżdża Unia Tarnów. Przed Zielonogórzanami zatem dwa łatwe mecze i 6 punktów do zgarnięcia.
Nasz jaskrawy lider znowu pojechał poniżej oczekiwań.
Unia Tarnów - Włókniarz Częstochowa (mecz przełożony na środę z powodu złego stanu toru)

ZAPOWIEDŹ PIĄTKOWEGO WPISU

      W piątek pojawi się notka, w której dokonam oceny układu sił poszczególnych reprezentacji przed półfinałami DPŚ. Oprócz tego ocenię przebieg dwóch środowych zaległych meczów Speedway Ekstraligi (jeśli oczywiście się odbędą). Serdecznie pozdrawiam wszystkich moich czytelników. Na razie nie jest was zbyt wiele, ale liczę, że to grono się powiększy. Po raz kolejny zachęcam do pozostawiania komentarzy pod notkami.

Z cierpiącego na brak speedwaya Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

piątek, 1 lipca 2011

ZAPOWIEDŹ ŻUŻLOWO-BOKSERSKIEGO WEEKENDU


GDZIE JEST GOLLOB?

Wczorajsze Lubuskie Derby zakończyły się spodziewanym zwycięstwem Falubazu. Wcześniej Zielonogórzanie dopięli swego i dzięki aurze, która nie pozwoliła na rozegranie meczu ze Stalą Rzeszów, mogli skorzystać wczoraj z ZZ-tki. Wykorzystali ją na tyle, aby zwyciężyć (ZZ zdobył 8 punktów), jednak śmiem twiedzić, że gdyby Falubaz nie miał takiej możliwości, to losy meczu ważyłyby się do ostatniego biegu. W Gorzowie od dwóch sezonów na wyjazdach to samo. Gollob, Pedersen a potem długo długo nic. Słabo pojechał były zawodnik Falubazu – PUK Iversen, tylko raz błysnął formą Matej Zagar. Zawiódł Bartosz Zmarzlik, który nawet na motocyklu Golloba nie był w stanie przywieźć choćby jednego punktu. Po raz kolejny znad Warty przyjechało na mecz 2,5 zawodnika. Reszta to były kewlary na motocyklach. Ciekaw jestem, co powie po tym meczu prezes Komarnicki. Jeśli komuś się dostanie, to na pewno Andersenowi, któremu powrót do ligowego ścigania zdecydowanie nie wyszedł.
Nie mogę nie wspomnieć o wczorajszym występie Tomasza Golloba nie tylko na torze, ale poza nim. Po dziesiątej gonitwie miał on pretensje do AJ’a o zbyt ostrą jazdę. Zapomniał wół, jak cielęciem był? Taki jest speedway, Tomku. Raz ty wieziesz kogoś w płot, raz ktoś Ciebie. Nie ma, że boli. Sytuację sprzed 15-tego biegu traktowałbym jako odwet wobec kibiców z Grodu Bachusa, którzy niezbyt ciepło przyjęli kapitana Stali. Skandując „Gdzie jest Gollob?” doprowadzili Mnie do śmiechu. Przecież przed meczem go nienawidzili, a teraz chcą go oglądać? Ale tak to już z kibicami jest. Nie tylko z tymi z Zielonej, którzy i tak są najlepszymi żużlowymi fanami na świecie.
W drużynie z południa swoje zrobili Protasiewicz, Jonsson i Hancock. Davidsson według wielu pojechał słabo, ale to jego jeden punkt przypieczętował zwycięstwo Falubazu. Psychicznie spalił się Adam Strzelec, ale on jest jeszcze młody, jeszcze niejedne derby przed Nim.
Zielonogórzan czeka teraz mecz na W69 z wrocławską Spartą. Gorzowianie zaś po raz kolejny o punkty walczyć będą na wyjeździe. Na Stadionie Alfreda Smoczyka w Lesznie podejmą miejscową Unię.


„Tu jestem!” – Zdaje się odpowiadać Tomasz Gollob na pytanie zadane w tytule tej notki.
 
XII RUNDA SPEEDWAY EKSTRALIGI

Falubaz Zielona Góra vs Sparta Wrocław (pierwszy mecz 34:55 dla Falubazu) – Czyli kolejne baty dla Sparty

Faworyt tego spotkania może być tylko jeden. Gospodarze za każdym razem odprawiają swoich rywali z kwitkiem i nie wydaje mi się, aby tym razem było inaczej. Liczę na to, że Wrocławianie będą gryźli tor i walczyli o każdy punkt. Do składu ma wrócić Dennis Andersson, co oznacza, że na ławę siada nasze rezerwowe 6,50 - Łobzenko. Drużyna wrocławska zawsze dobrze jeździła na zielonogórskim owalu. W zeszłym sezonie udało nam się nawet wygrać, ale wtedy drużyna z Ziemi Lubuskiej była w poważnym kryzysie. Do składu Zielonogórzan po długiej przerwie powraca Grzegorz Zengota. Jestem ciekawy, jak po tak długim rozbracie z żużlem poradzi sobie młody senior Falubazu. Liczę na odrodzenie Kennetha Bjerre, który ostatnio zawodzi na całej linii. Typuję wynik 50:40 dla Falubazu.



W ostatnim meczu z Falubazem dostaliśmy srogie baty. Niestety, nadeszła pora na drugie…

Unia Leszno – Stal Gorzów (pierwszy mecz 57:33 dla Stali) – Kolejny thriller na „Smoczyku”?

Żużlowcy Unii ostatnio przyprawiają swoich fanów o palpitacje serca. Najpierw wygrana 46:44 z Falubazem, później remis z Unibaxem. Te dwa spotkania trzymały w napięciu do ostatniego biegu. Czy tak będzie i tym razem? Śmiem twierdzić, że tak. Pomimo zazwyczaj słabej postawy Gorzowian na wyjazdach, trzeba przyznać, że Unia to nie Falubaz, czy Unibax. Mając w składzie Edwarda Kennetta, który zawiódł w ostatnim meczu, Leszczynianom będzie ciężko wygrać nie mówiąc już o punkcie bonusowym, który wydaje się być sprawą rozstrzygniętą. Kluczowa będzie postawa Janusza Kołodzieja, który w meczu z Unibaxem zanotował słabszy występ. Gorzowianie będą chcieli zdobyć trzy punkty, aby zespoły znajdujące się przed nimi w tabeli nie odskoczyły na kilka punktów. Mecz ten to także starcie aktualnych mistrza i wicemistrza świata. Szykuje się zatem wspaniałe ściganie. Typuję wynik 48:42 dla Unii.


Gollob czy Hampel? Mistrz czy wicemistz? “Mały” czy “Chudy”?

Unia Tarnów – Włókniarz Częstochowa (pierwszy mecz 51:38 dla Włókniarza) – Zwycięzca bierze wszystko.
 
Bardzo ważny mecz dla końcowego układu tabeli. Zwycięzca znacząco przybliży się do pierwszej szóstki. Tarnowianie walczą o bonus, który uzyskają przy zdobyciu 52 punktów. Będzie to trudne zadanie, bo zespół częstochowski nie zwykł tanio sprzedawać skóry. No, może poza meczem we Wrocławiu, kiedy strach obleciał Rafała Szombierskiego…  Punkty „Szuminy” będą Włókniarzowi  bardzo potrzebne do wywiezienia z Tarnowa choćby bonusa. Częstochowianie liczą na braci Łagutów i Daniela Nermarka, który w tym sezonie wyrasta na objawienie rozgrywek. Bardzo ważna będzie postawa juniorów spod Jasnej Góry, którzy przynajmniej na papierze są lepsi od tarnowskich. Ich punkty mogą okazać się decydującymi o końcowym wyniku. Trzeba pamiętać, że dzień przed meczem przy Zbylitowskiej aż czterech awizowanych w składzie Tarnowian weźmie udział w eliminacjach do GP Challenge. To może (ale oczywiście nie musi) negatywnie odbić się na ich postawie w niedzielnym spotkaniu. Mimo to typuję wynik 49:41 na korzyść „Jaskółek”.

Kiedyś we Włókniarzu, teraz w Unii. Czy Sebastian Ułamek poprowadzi „Jaskółki” do zwycięstwa?
Unibax Toruń – Stal Rzeszów (pierwszy mecz 44:46 dla Unibaxu) – Kolejne łatwe zwycięstwo „Aniołów”?
Wydaje się, że kolejne trzy „oczka” powinny bez problemu paść łupem Torunian. Drużyna rzeszowska nie spisuje się zbyt dobrze na wyjazdach. Szczególnie Maciej Kuciapa i chimeryczny Lee Richardson zawodzą Dariusza Śledzia. Pewną zdobycz punktową gwarantuje Jason Crump, dla którego Moto Arena jest jednym z ulubionych torów. Sam „Ginger” jednak nic nie zdziała. Zagadką jest postawa Bombera Harrisa. W niezłej dyspozycji znajduje się Rafał Okoniewski. Trójka Sullivan-Holder-Holta powinna zapewnić zespołowi 35-37 punktów, swoje zrobi zapewne Adrian Miedziński, a i Michael Jepsen Jensen notuje ostatnio zwyżkę formy. Toruńscy juniorzy bez problemu poradzą sobie z rzeszowskim (mam nadzieję, że kibice z Rzeszowa się nie obrażą) spalaczem metanolu Łukaszem Kretem. Powalczyć może Dawid Lampart, jednak z Emilem Pulczyńskim niełatwo będzie mu wygrać. Typuję łatwe zwycięstwo Torunian w stosunku 53:37. 

Lider Rzeszowian lubi tor przy ulicy Pera Jonssona w Toruniu.

OŚMIU POLAKÓW W TRZECH PÓŁFINAŁACH GP CHALLENGE.

W sobotę odbędą się trzy półfinały, które wyłonią obsadę turnieju GP Challenge, który odbędzie się 20 sierpnia na torze w Vetlandzie.
W Daugavpils wystartują: Adrian Miedziński, Krzysztof Kasprzak oraz Krzysztof Buczkowski. Moim zdaniem mają oni teoretycznie najsłabszych przeciwników. Według Mnie w walce o pięć miejsc premiowanych awansem oprócz Polaków liczyć się będą: Hans Andersen, Matej Kus, Simon Gustafsson i młody Maksims Bogdanovs. Awans „Miedziaka” i „Kaspera” to plan minimum. Jeśli chodzi o „Buczka”, to liczę na sprawienie przez niego niespodzianki, ale jeśli zawodnikowi GTŻ-u nie uda się zakwalifikować, to nie będzie tragedii.
We włoskim Lonigo o awans powalczy także trójka Polaków. Naszych barw bronić będą Piotr Protasiewicz, Grzegorz Walasek oraz Przemysław Pawlicki. Awans, podobnie jak w przypadku turnieju rozgrywanego na Łotwie uzyska najlepsza piątka. Zadanie przed naszymi jeźdźcami trudne, bo w kręgu faworytów poza Polakami są między innymi: Magnus Zetterstroem, Bjarne Pedersen oraz Jesper Monberg. Podobnie jak w przypadku turnieju w Daugavpils planem minimum jest awans dwójki Polaków. Zakwalifikować się do finału powinni Walasek i Protasiewicz. Niespodziankę może sprawić Przemek Pawlicki, który imponuje formą. Należy pamiętać jednak o tym, że startuje on w II lidze, a przeskok do zawodów o takim poziomie może brutalnie sprowadzić na ziemię jeźdźca Polonii Piła.
Trzeci z półfinałów odbędzie się w chorwackim Gorican na torze Zvonimira Pavlica – ojca żużlowca Unii – Juricy. Wystartuje tam dwójka biało-czerwonych: Maciej Janowski oraz Sebastian Ułamek. Obsada tego turnieju jest zdecydowanie najsilniejsza. Do grona faworytów poza dwójką naszych reprezentantów zaliczyć możemy: Darcy’ego Warda, Antonio Lindbaecka, Mateja Zagara, Jonasa Davidssona czy Nielsa Kristiana Iversena. Awizowany na liście startowej jest także Jurica Pavlic, jednak z powodu kontuzji „Jury” zastąpi go młody Dino Kovacic. Awans jednego z naszych reprezentantów będzie dużym sukcesem i będzie zwiastował jego walkę o miejsce na podium w sierpniowym finale, które zagwarantuje miejsce w cyklu GP w sezonie 2012.


Marzenie każdego żużlowca startującego w sobotnich półfinałach.


„NARODOWY MAREK” ODKRYŁ KARTY

Znamy już piątkę zawodników, która już 11.07 będzie nas reprezentować w półfinale Drużynowego Pucharu Świata na torze w King’s Lynn. Powołani przez Marka Cieślaka zostali: Gollob, Hampel, Protasiewicz, Kołodziej oraz Kasprzak. Wybór ten był poddany przez internautów burzliwym dyskusjom, wielu z nich krytykowało selekcjonera za ich zdaniem niewłaściwą selekcję. Przypomnę tylko, że rok i dwa lata temu również pojawiały się takie głosy. Jak nasza drużyna pojechała, każdy zapewne pamięta. Według Mnie piątka oddelegowana do wyjazdu na Norfolk Arenę jest optymalną i na dzień dzisiejszy najmocniejszą. Uważam, że właściwym posunięciem byłoby zastąpienie przez Maćka Janowskiego najsłabszego ogniwa turnieju w King’s Lynn (jeśli takowe oczywiście będzie). Na efekty wytężonej pracy naszego selekcjonera będziemy musieli poczekać do 11 lipca. Wtedy będziemy dużo mądrzejsi i zasadnym będzie wydawanie opinii na temat naszej husarii. Póki co, trzymajmy kciuki za naszych żużlowców, bo wygrana w King’s Lynn będzie trudną do wykonania misją… 

Ten Puchar znowu musi być nasz!
 
WALKA JUŻ JUTRO, A ON NADAL PROWOKUJE…

David Haye odniósł już jedno zwycięstwo w tym tygodniu. Wygrał niewątpliwie nagrodę błazna roku w świecie bokserskim. Na otwartym treningu przed walką z Władimirem Kliczko wyprowadził tylko jeden cios i… poszedł się spakować. Przed tym niewątpliwie pasjonującym tarczowaniem jego trener – Adam Booth wyjął z torby rękawicę osadzoną na trzonku i w błazeński sposób naśladował styl poruszania się Ukraińca. Przed tym występem byłem pewien, że Haye robi dobrą minę do złej gry, chcąc dodać sobie odrobinę odwagi przed walką z dwumetrowcem ze Wschodu. Teraz mam coraz więcej wątpliwości. A może Haye jest tak pewny siebie i próbuje zachwiać równowagę umysłu u Kliczki, by ten w sobotę zapomniał o taktyce i poszedł z Brytyjczykiem na wojnę? Dziś z kolei ukazał się wywiad, w którym Brytyjczyk sugeruje, że w przypadku pokonania Władimira, do pojedynku z Witalijem chęć przygotowania Brytyjczyka wyraził… Emanuel Steward, który w sobotę stanie w narożniku Ukraińca. Kogo jak kogo, ale popularnego „Manny’ego” o takie brudne gierki nie podejrzewam. Jestem pewien, że to kolejna bzdura, którą Haye chce rozwścieczyć „Dr. Stalowego Młota”.

Moja prognoza na ten pojedynek jest następująca. Mimo wszelkich prób zdenerwowania Kliczki, Haye’owi się to nie uda. Władimir jest zbyt doświadczonym i ukształtowanym pięściarzem, by porzucić realizację taktyki na rzecz otwartej ringowej jatki. Owszem, Kliczkę momentami może ponieść fantazja, jednak jeśli tak się stanie, to natychmiast w narożniku spotka go sroga reprymenda od Emanuela Stewarda. Jedyną szansą Brytyjczyka na wygranie tego pojedynku jest w mojej opinii huraganowy atak od pierwszego gongu. W ten sposób „Hayemaker” może zaskoczyć Kliczkę jednym ze swoich szybkich prawych. A przecież nie od dziś wiadomo, że młodszy z braci ma podejrzaną szczękę. Wszystkie trzy porażki zanotował przed czasem, a w jednej z wygranych walk z Samuelem Peterem trzykrotnie zapoznawał się z matą ringu. Brytyjczyk nie może zatrzymywać się i stać frontalnie do przeciwnika. Praca nóg to podstawa. Władimir może w wypadku zatrzymania się Haye’a wystrzelić jedną ze swoich zabójczych kombinacji lewy-prawy. A wtedy David runie na deski i już się z nich nie podniesie, bo on też nie grzeszy odpornością na ciosy. Nie wydaje mi się, aby walka potrwała pełen dystans 12 rund. Obaj mają w rękawicach niesamowitą siłę ciosu i prędzej czy później któryś z nich nadzieje się na pocałunek śmierci przeciwnika. Chyba, że Haye zastosuje taktykę walki z Wałujewem, czyli 2-3 ciosy na rundę i stałe uciekanie przed olbrzymem. To może jednak nie zdać egzaminu, bo Kliczko nie jest tak ociężały jak Wałujew. Biorąc pod uwagę umiejętności i doświadczenie ringowe obu zawodników pokuszę się o postawienie na wygraną Władimira przez nokaut w rundach 7-9. A jakie są wasze typy na sobotni pojedynek? Piszcie w komentarzach!
 
Jeden z nich pójdzie spać w sobotę dużo wcześniej. Inne zakończenie walki będzie dla Mnie zaskoczeniem.

Pozdrawiam wszystkich bokserskich i żużlowych fanów. Życzę Wam niezapomnianych emocji w trakcie tego weekendu! 

Z deszczowego dziś Wrocławia Bartłomiej Przybyłek