piątek, 9 września 2011

PRZEZ SŁAWĘ DO SŁAWY?

      Oj, będzie się działo jutro i w niedzielę. Nie dość, że na Olimpijskim zawodami o Srebrny Kask zostanie zakończony sezon żużlowy we Wrocławiu, to w sobotę odbędzie się także Grand Prix Nordyckie i Walka XXI wieku pomiędzy Adamkiem a Kliczką. Ale zacznijmy od początku...

FALUBAZ SIĘ SYPIE...

A to wszystko przez zmiany regulaminowe w postaci ograniczenia zawodników z cyklu Grand Prix w drużynie Ekstraligi. Z trójki Jonsson-Hancock-Protasiewicz tylko ten ostatni w mojej opinii może być pewny miejsca w składzie. Trudno oczekiwać od AJ'a, że zrezygnuje ze startów w IMŚ na rzecz reprezentowania klubu z Grodu Bachusa. W przypadku Amerykanina taki obrót sprawy wydaje się bardziej prawdopodobny, choć i w tym przypadku potrzebna jest niespotykana wyobraźnia, by w to uwierzyć. Jedyną motywacją dla Grega, aby po tym sezonie zakończyć starty w GP jest zdobycie złota i odejście na szczycie. Tylko czy ikona cyklu Grand Prix (uczestnik wszystkich turniejów) w ogóle rozważa taką ewentualność? Śmiem w to wątpić. Robert Dowhan po zakończeniu tegorocznych rozgrywek będzie miał ogromny ból głowy, a dwójka z trzech wcześniej wymienionych zawodników będzie musiała sobie szukać nowego pracodawcy...

Naszywki nie są najważniejsze. Najważniejsze, aby kasa się zgadzała...

KONIEC SEZONU NA OLIMPIJSKIM

Sezonu, który można uznać za udany. Sparta, przez wielu skazywana na porażkę, uniknęła rywalizacji o utrzymanie i ze spokojem może uzupełniać brakujące ogniwa do przyszłorocznej rywalizacji. Zanim jednak włodarze klubu z Dolnego Śląska przystąpią do poszukiwania wzmocnień, na naszym torze odbędą się ostatnie oficjalne zawody. Finał Srebrnego Kasku jest w tym roku bardzo mocno obsadzony. W stawce zawodników znajdziemy wicemistrza Polski seniorów, medalistów MIMP oraz sześciu uczestników IMŚJ. Głównym faworytem zawodów jest miejscowy jeździec - Maciej Janowski. "Magic" zapewne będzie chciał zrehabilitować się za niepowodzenia w finałach MIMP oraz IMP. Liczę na to, że wrocławska publiczność pomimo wieczornej walki na Pilczycach licznie przybędzie na tor przy ul. Paderewskiego i żywiołowo będzie dopingować Maćka.

A oto lista startowa sobotnich zawodów:
1. Kacper Gomólski (TŻ Start Gniezno)
2. Łukasz Sówka (ŻKS Ostrovia Ostrów)
3. Maciej Janowski (WTS SA)
4. Szymon Woźniak (ŻKS Polonia Bydgoszcz SA)
5. Piotr Pawlicki (KS Stokłosa Polonia Piła)
6. Tobiasz Musielak (KS Unia Leszno)
7. Damian Michalski (KŻ Orzeł Łódź)
8. Kacper Rogowski (ZKŻ SSA Zielona Góra)
9. Przemysław Pawlicki (KS Stokłosa Polonia Piła)
10. Maciej Fajfer (PSŻ Sp. z o.o.)
11. Patryk Dudek (ZKŻ SSA Zielona Góra)
12. Emil Pulczyński (KS Toruń Unibax SA)
13. Adam Strzelec (ZKŻ SSA Zielona Góra)
14. Damian Adamczak (ŻKS Polonia Bydgoszcz) SA
15. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów) Wlkp. SA
16. Damian Sperz (GKS Wybrzeże SA)

17. Oskar Fajfer (TŻ Start Gniezno)
18. Mikołaj Curyło (ŻKS Polonia Bydgoszcz SA

IMPREZA W REMIZIE U PANA OLSENA

Po raz dziewiąty w tym sezonie piętnastka najlepszych żużlowców na świecie (jak tak patrzę na Artioma Łagutę, to nie wydaje mi się, ale powiedzmy, że tak jest) stanie pod taśmą by rywalizować o punkty w cyklu Grand Prix. Tym razem zawody odbędą się w Mekce światowego speedwaya - w duńskim Vojens, które pamięta wiele niezapomnianych turniejów o Indywidualne Mistrzostwo Świata. Dość przypomnieć rok 1999, gdy Tony Rickardson rzutem na taśmę wydarł poobijanemu Tomaszowi Gollobowi złoty medal. Czy też bardziej szczęśliwy dla nas rok 2010 i 24 punkty Bydgoszczanina, które były milowym krokiem w stronę mistrzostwa, na które czekaliśmy długie 37 lat. Dzisiejszy układ sił w światowym speedwayu każe Nam pokładać nadzieje na złoto w Jarosławie Hampelu. Polak traci do Grega Hancocka na trzy turnieje przed końcem rywalizacji 17 punktów. To dużo i mało. Nie mam zamiaru dłużej rozwodzić się nad tym, jakie Hampel ma szanse. Dla Mnie sprawa jest prosta. Zawodnik Unii Leszno zachowa szanse na złoto, jeśli po jutrzejszych zawodach przewaga Hancocka zmaleje do 12 punktów. W przeciwnym razie tylko kontuzja będzie mogła odebrać Jankesowi drugą w karierze koronę Mistrza Świata. Zasiadając do oglądania tych zawodów będę miał świeżo w pamięci zawody juniorskie, które zazwyczaj przynoszą wiele emocji. Oby na torze Ole Olsena także ich nie zabrakło. Moje oczy będą w szczególności skupione na Tomaszu Gollobie, który po ostatniej rundzie spadł z medalowego miejsca. Liczę na jego szybki powrót do trójki. Łatwo o to nie będzie, bo trzeci w klasyfikacji przejściowej Andreas Jonsson znajduje się w bardzo dobrej dyspozycji. Ja wierzę jednak w Tomasza. On zapewne także jest przekonany o tym, że jest w stanie pojechać na podobnym poziomie jak w zeszłym roku. Stawkę piętnastu stałych uczestników turnieju uzupełni Bjarne Pedersen, dla którego będzie to przetarcie przed przyszłorocznymi zmaganiami w Grand Prix. Zawody rozpoczną się o godzinie 19:00, a sędziować je będzie Niemiec Frank Ziegler.

A teraz porównajcie tę fotografię ze zdjęciem MotoAreny. Spostrzeżenia nasuwają się same...

PLAKAT WYBORCZY I DELEGAT W STOLICY POLSKIEGO ROLNICTWA

Po emocjach związanych z Grand Prix oraz walką Kliczko-Adamek wraca szara kolorowa ligowa rzeczywistość. Rozegrane zostaną pierwsze mecze półfinałowe a także rewanż w dwumeczu o siódme miejsce, które gwarantuje uniknięcie baraży. Jako że w tej fazie sezonu nie ma już drużyny z Wrocławia, najbardziej elektryzować Mnie będą Wielkie Derby Lubuskie. Będą one tym bardziej emocjonujące, że zespoły Stali i Falubazu spotkają się w nich na najwyższym od lat szczeblu rozgrywek. Cytując mojego kolegę z Tarnowa: "Trup będzie padał gęsto". Oby tylko prezes Komarnicki wytrzymał ten wieczór bez podcinania żył. O, a propos prezesa. Na programach zawodów znajduje się zdjęcie Komarnickiego z Tomaszem Gollobem. Roboczo zatytułowałem tę fotografię: "Ojciec i syn". Brakuje tylko jeszcze Bartka Zmarzlika, mielibyśmy jeszcze "wnuczka". Wracając do aspektów czysto sportowych, faworytem tego meczu jest Stal, której najpoważniejszym orężem w walce z Zielonogórzanami będzie własny tor, na którym przyjezdni zazwyczaj mają kłopoty ze spasowaniem. Bardzo słabo na owalu żółto-niebieskich spisuje się Greg Hancock, który w ostatnich derbach zawiódł na całej linii. Była to na dobrą sprawę jego jedyna wpadka w tym sezonie ligowym. Jednak Falubaz to nie tylko sympatyczny Amerykanin, ale także Jonsson, Protasiewicz, Zengota, Davidsson, Strzelec i Dudek. Każdy z nich musi dać z siebie wszystko, podobnie jak w ekipie gospodarzy, w której dobrą atmosferę zmąciło ostatnie spięcie na linii Pedersen-Andersen. Mimo tego sądzę, że podopieczni Czesława Czernickiego wygrają ten mecz, jednak ciężko w tej chwili stwierdzić, czy przewidywane przeze Mnie zwycięstwo Stalowców w stosunku 51:39 wystarczy do awansu do wielkiego finału.

Pojedynki Gollob-Protasiewicz to kwintesencja żużlowych Gran Derbi.
Nie od dziś wiadomo, że Leszno jest stolicą polskiej orki na żużlowych torach. I to nie tylko w negatywnym wymiarze. Wypada tu wspomnieć dwukrotne starania Leszczynian o rozegranie meczu ze Stalą. Tymczasem dziś na jednym z internetowych portali, po wczesnym jak na mój plan zajęć powrocie ze szkoły, czytam, iż na niedzielną potyczkę Unii z Apatorem został wyznaczony delegat Ekstraligi. Jestem skłonny przyznać rację tym, którzy piszą, że palce w powołaniu tej osoby funkcyjnej maczał były menedżer Unii a obecnie zespołu toruńskiego Sławomir Kryjom. Jak było naprawdę, zapewne nigdy się nie dowiemy, natomiast z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić iż "Anioły" boją się ekstremalnie przyczepnego toru przy Strzeleckiej. Ten w tym sezonie już nieraz pomagał "Bykom" w odnoszeniu spektakularnych zwycięstw. Jeśli i tym razem "będzie pod koło", to jeźdźcy z Grodu Kopernika mogą mieć problem. Tym bardziej, że do składu wraca Damian Baliński. Po przerwie w startach silniejszy będzie na pewno Janusz Kołodziej. Roman Jankowski ma do Koldiego tak duże zaufanie, że w awizowanym składzie wystawił go jako nr 13, czyli seniora, który jeździ w parze z juniorem. W Lesznie zatem pełna mobilizacja. Według Mnie wystarczy ona na niewielkie zwycięstwo. Typuję wynik 48:42 dla Unii.
 
Przed Januszem najważniejsza część sezonu. Na pewno da z siebie wszystko...

Podczas gdy w Lesznie walczyć będą o finał, trwać już będzie bój o uniknięcie baraży. W pierwszym spotkaniu Włókniarz wypracował ośmiopunktową przewagę. Na tarnowskim twardym niczym beton torze Częstochowianie mogą mieć ogromny problem z obronieniem tej zaliczki. Kluczowa będzie postawa pary Karlsson-Szombierski. Jeśli pojadą z takim zębem jak w pierwszym spotkaniu, a Grisza Łaguta nadal będzie szalał na każdym centymetrze toru, to będziemy świadkami cudu pod... Zbylitowską Górą. W składzie Unii prawdopodobnie zabraknie Krzysztofa Kasprzaka, który został w Tarnowie kozłem ofiarnym. Według Mnie zupełnie niesprawiedliwie. Owszem, "Kasperowi" zdarzały się wpadki, ale nie był on odosobnionym przypadkiem w ekipie Mariana Wardzały. Jestem pewien niemal w stu procentach, że to właśnie najpierw blondwłosemu Polakowi prezes Gurgul po zakończeniu sezonu powie: Arrivederci. Póki co, Krzysiek zasiądzie zapewne na trybunach Stadionu Miejskiego i obejrzy swoich kolegów w akcji. Mimo tych wszystkich przeciwności losu Tarnowianie odrobią straty z Częstochowy. Typuję wynik 52:38 dla Unii.

Kasper, nie łam się. Gdyby Cię odstrzelili, czekamy na Ciebie we Wrocławiu. U nas się odbudujesz...

JEŚLI NIE ADAMEK, TO KTO?

A teraz jak to mówią ringowi konferansjerzy: "main event" dzisiejszego wpisu. Już jutro na świeżo oddanym do użytku Stadionie Miejskim we Wrocławiu Tomasz Adamek stanie przed szansą zdobycia tytułu mistrza świata WBC w kategorii ciężkiej. Jeśli "Góral" pokona Witalija Kliczkę, zostanie pierwszym Polakiem, który zdobył mistrzowską koronę w królewskiej kategorii i pierwszym bokserem w historii, który był mistrzem świata w trzech najcięższych kategoriach wagowych. Zadanie przed bokserem urodzonym w Żywcu jednak z gatunku tych na pozór niemal niemożliwych. Starszy z braci Kliczko to prawdziwy killer. Z 42 wygranych walk aż 39 zakończył przed czasem. Przegrał tylko dwa razy i to przez kontuzje. Mimo 40 lat na karku wciąż jest dość elastycznie poruszającym się po ringu pięściarzem. Bije mocno w wielu płaszczyznach, a jego firmowym uderzeniem są prawe podbródkowe, które sieją spustoszenie w szeregach przeciwnika. Ukrainiec doskonale wykorzystuje swoje znakomite warunki fizyczne nie dopuszczając do wyniszczającej wymiany ciosów z przeciwnikiem. Wśród tych wielu atutów nie można pominąć osoby, która jest z nim od wielu lat. To trener Fritz Sdunek, który opiekował się w przeszłości młodszym bratem Witalija - Władimirem a także Dariuszem Michalczewskim. Jego warsztat trenerski i doświadczenie jeszcze nigdy nie zawiodły Kliczki.
      Ale mistrz świata ma także swoje wady. Przez większą część walki staje frontalnie w stosunku do przeciwnika. Notorycznie opuszcza ręce, co daje możliwość zadawania celnych ciosów na głowę. Kluczem do sukcesu jest skuteczne przedzieranie się do półdystansu, z czym rywale ukraińskich braci mieli zazwyczaj problemy.
     Polski pięściarz w ostatnich dniach zabarykadował się w miejscowości Sława. Droga do tej dosłownej wiedzie przez Stadion we Wrocławiu, na którym w sobotni wieczór zasiądzie ponad 40 tysięcy kibiców. O doping Tomek zatem nie musi się martwić. Możemy być pewni, że Polak nie spali się psychicznie przed walką. Adamek przed pojedynkami zawsze sprawia wrażenie nieco znudzonego na konferencjach. Nie obrzuca rywala inwektywami ani nie reaguje na zaczepki krewkich oponentów. Każdą próbę prowokacji kwituje zazwyczaj słowami: "Ja nie rozmawiam z rywalami na konferencjach. Za Mnie przemawiają pięści od pierwszego do ostatniego gongu". Nie inaczej było i tym razem. Obaj rywale doceniali siebie nawzajem i to taki obraz boksu chcielibyśmy zawsze oglądać. Jakże inny to krajobraz przed bitwą w odróżnieniu do przełomu czerwca i lipca, kiedy to wysłuchiwaliśmy lamentów Davida Haye'a. O atutach Tomasza wiedzą praktycznie wszyscy eksperci i kibice boksu. To przede wszystkim szybkość, zdolność do zmiany taktyki w trakcie pojedynku, ringowa inteligencja (ona akurat nieco wiąże się z tą drugą cechą) oraz ogromna wola walki dzięki której już nieraz Tomasz przechylał szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Po raz kolejny Adamek staje do walki w obliczu opinii wielu ekspertów, którzy nie dają "Góralowi" żadnych szans. Polak już niejednokrotnie udowadniał, że kompletnie nie przejmuje się tymi głosami i wychodzi do ringu zawsze z tym samym nastawieniem: Zrobić wszystko, aby zwyciężyć. Nie inaczej będzie i tym razem. Zdaję sobie sprawę z tego, że przed Tomkiem bardzo trudne zadanie. Będę za niego trzymał kciuki w sobotni wieczór. I niezależnie od tego, czy wygra, czy przegra, będę z niego dumny. Bo dzięki jego walkom czuję się dumny z tego, że jestem Polakiem. Wiem, że zabrzmiało to trochę górnolotnie i najprawdopodobniej wielu z Was za te słowa wydłubałoby Mi oczy gorącą łyżeczką, ale to mój blog i mam prawo wyrażać na Nim swoje odczucia. I jeszcze jedna osobista refleksja. Gdybym miał okazję zamienić z Tomkiem dwa słowa przed walką, powiedziałbym: "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Z Bogiem..."

Emocje przed walką rosną... Ostatnie spojrzenie przed godziną zero...

Życzę Wam niezapomnianych emocji w trakcie tego weekendu

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz