Wczoraj na Tannadice Park działo się tak wiele, że emocjami z tego wieczoru można by obdzielić kilka spotkań naszej ekstraklasy. Horror, jaki zafundowali nam piłkarze Śląska, zakończył się happy-endem. Niewiele jednak brakowało, a szkockie Dundee dopięłoby swego i odrobiło straty z Oporowskiej. Nieczęsto zdarza się, aby polska drużyna potrafiła podnieść się po takich dwóch "dzwonach" w pierwszych minutach. A już przypadkiem absolutnie wyjątkowym w naszej "kopanej" jest po dostaniu trzeciego strzelenie bramki dającej awans. Podopieczni Lenczyka wykazali się niesamowitą wolą walki i uporem w dążeniu do odrobienia strat, o co w ostatnich latach naszym zespołom w europejskich pucharach było niezwykle ciężko. Waleczności Szkotów przeciwstawili swoją i dzięki temu zawodnicy "Mandarynek" w końcowej fazie meczu mieli problemy ze skonstruowaniem składnej akcji, ograniczając się do typowo brytyjskiego zagrywania długich piłek w pole karne.
To, co wczoraj zrobił Sebastian Dudek kandyduje do mojego zbioru "piłkarskich klasyków", w których znajduje się np. pościg Wisły w meczu z Saragossą w 2000 roku czy też niesamowity mecz rewanżowy Lecha Poznań z Austrią Wiedeń w 2008 roku. Żeby nie było tak różowo, pozwolę sobie na przypuszczenie, że tak słaba gra w defensywie na początku meczu w następnej rundzie może skończyć się dla polskiego zespołu jeszcze gorzej. Nieporozumienia na linii Kelemen-Celeban to absolutna nowość w grze WKS-u. Nowość, której nie chcieli ani piłkarze, ani trener, ani kibice. Przyczyny takiej postawy upatruję w tym, że po raz pierwszy większość piłkarzy z Wrocławia grała na typowo brytyjskim obiekcie przy fanatycznym dopingu kibiców drużyny przeciwnej. Marianowi Kelemenowi nie pomagało to, że najbliższa trybuna na Tannadice jest praktycznie tuż przy bramce. A wszyscy dobrze wiedzą, jak Brytyjczycy potrafią wyprowadzać z równowagi bramkarzy przeciwników (patrz: Boruc w Belfaście). Syndromu Gołoty zwanego roboczo przeze mnie "syndromem związanych jaj" Wrocławianie muszą całkowicie zaniechać. Już od następnego meczu, w którym zmierzą się na własnym stadionie z Lokomotivem Sofia. Tym razem trybuny nie będą przeciwko nam i w sferze psychologicznej piłkarzom Lenczyka będzie niewątpliwie łatwiej. Rywala jednak nie wolno lekceważyć mając w pamięci niedawną porażkę Jagiellonii. Lokomotiv jest w zasięgu Śląska, jednak do przejścia tej przeszkody potrzebny jest dużo większy spokój w szeregach Wrocławian. O to jednak się nie martwię, bo wierzę, że taki fachowiec jak Orest Lenczyk znajdzie receptę na ten problem.
![]() |
| Nasi piłkarze twardo postawili się Szkotom i zmazali plamę sprzed lat. |
TRZY DNI PRAWDY DLA WŁÓKNIARZA
Przed "Lwami" trudne trzy dni. Już za kilka minut rozpocznie się mecz w Tarnowie, który jest ostatnią szansą na wskoczenie do szóstki dla obydwu drużyn. Po cichu liczę na wygraną "Jaskółek" i zgarnięcie bonusa przez Włókniarza, bo w takiej sytuacji przy przegranej "Lwów" w Lesznie Sparcie do zajęcia szóstego miejsca wystarczy zdobycie bonusa przy Zbylitowskiej. Taki rezultat jest wielce prawdopodobny, szczególnie gdy popatrzymy na to, jak jeźdźcy Mariana Wardzały "popisali się" w niedzielnym meczu z Falubazem. Z kolei Częstochowianie stoczyli kapitalny bój ze Stalą Gorzów, który zakończył się ich dwupunktowym zwycięstwem. Decydującym czynnikiem w tym spotkaniu będzie według Mnie wola walki zawodników obu ekip. W tym mocniejsi wydają się być podopieczni Jarosława Dymka, którzy zgodnie ze swoim przydomkiem walczą o każdy metr na torze jak lwy. Sygnał do walki daje zazwyczaj Grigorij Łaguta. "Grisza" imponuje Mi na torze niesamowitym stylem jazdy typowym dla zawodników ze wschodu Europy. Czyli zamykamy oczy i "wpierot" jak to mówią Rosjanie. Tarnowianie w przekroju całego sezonu wydają się być zlepkiem ludzi mających niewielkie ambicje. W każdym z dotychczasowych meczów wyróżnić można co najmniej jedno słabe ogniwo. Osobnym rozdziałem są juniorzy, którzy kandydują do miana niewypału sezonu. A miała być przecież walka o medal... Wracając do meczu, typuję wynik 49:41 dla Unii.
W niedzielę, o ile niełaskawa ostatnio pogoda pozwoli, Włókniarz odjedzie ostatni mecz sezonu. Na "Smoczyku" jeźdźcy spod Jasnej Góry stawią czoła Unii Leszno. Nie będę się zbyt długo rozpisywał na temat tego meczu. Jeśli nie dojdzie do jakichś niesportowych zagrań na linii prezes-prezes, to Włókniarz przegra i to więcej niż 10 punktami. Unia na własnym torze nie pozwoli poszaleć ścigantom Dymka. I nawet "Grisza" Łaguta i święty Boże nie pomoże... Typuję wynik 52:38 dla Unii.
![]() |
| Włodarze z Częstochowy zapewne wiele by dali, gdyby mogli sklonować tego pana... |
JUNIORZY NA START! - PRZED 1 RUNDĄ IMŚJ W POOLE
W niedzielę, poza meczem Unia - Włókniarz, odbędzie się pierwsza z czterech rund finałowych IMŚJ. Na torze w angielskim Poole zobaczymy szóstkę naszych reprezentantów. Największe szanse na medal przed rozpoczęciem tego mini-cyklu Grand Prix polscy eksperci przypisują Maćkowi Janowskiemu. Rok temu Polak przegrał złoty medal dopiero w dodatkowym biegu z Darcy Wardem, który chce zdobyć tytuł po raz trzeci z rzędu. Australijczyk jest jednym z głównych faworytów niedzielnego turnieju. Przemawia za tym jego aktualna forma i fakt, że "Darky" na co dzień startuje w drużynie z Poole. Zatem każdy zakamarek tego owalu jest mu niewątpliwie znany. Ja czarnego konia zawodów upatruję w Michaelu Jepsenie Jensenie, który w Polsce notuje ostatnio zwyżkę formy. Jeździec Unibaxu broni honoru duńskiego speedwaya będąc jedynym reprezentantem tego kraju w stawce. Ciekaw jestem postawy Bartka Zmarzlika. Najmłodszy w stawce Gorzowianin nieraz zaskakiwał na torach Ekstraligi. Jeśli odpowiednio spasuje sprzęt z angielskim torem, może być groźną alternatywą dla faworytów. Startujący z dziką kartą Josh Auty oraz Jerran Hart będą raczej dostarczycielami punktów. Brak reprezentanta Wielkiej Brytanii w stawce 14 stałych uczestników jest kolejnym przejawem kryzysu speedwaya na Wyspach. To smutne, że kraj, który uczył kiedyś innych jeździć ślizgiem, teraz przeżywa taką stagnację.
![]() |
| Czy "Magic" przerwie hegemonię Darcy'ego Warda? |
NA KONIEC O "GENIUSZACH" ZZA KLAWIATURY...
Pisząc tę notkę zerknąłem na ekran telewizora. Moim oczom ukazała się informacja o tym, że Krzysztof Włodarczyk trafił do szpitala. Gdy dowiedziałem się, o co chodzi, byłem zszokowany. Mistrz świata WBC próbował popełnić samobójstwo. Od razu pomyślałem sobie: "To efekt tej fali krytyki, jaka spłynęła na niego po ostatniej walce z Palaciosem". Portale informacyjne podają jednak inny powód: problemy rodzinne. Myślę, że na ten stan "Diablo" złożyło się i jedno i drugie. Pod każdym newsem dziesiątki a nawet setki komentarzy wspierających Krzyśka. Zadziwiające, ale po kwietniowej walce te same nicki i jakże odmienny stosunek do pięściarza rodem z Piaseczna. Każdy z nas powinien teraz zastanowić się, czy czasem nie był jednym z tych, którzy nie pozostawiali na Krzyśku suchej nitki po porażce i krytykowali go w nie konstruktywny sposób często nawet go obrażając. Z tej sytuacji każdy z nas powinien wynieść cenną lekcję. Z krytyką obchodzić należy się ostrożnie, bo nieświadomie możemy doprowadzić do tego, że człowiek, którego obrażamy nie wytrzyma tych gorzkich słów i postanowi ze sobą skończyć. Jedyne, co możemy teraz zrobić dla Krzyśka, to modlić się za niego i trzymać za niego kciuki. Nie zrozumcie Mnie źle, ale wypisywanie komentarzy typu: "Diablo, jesteśmy z Tobą!" nie pomoże mu wrócić do normalnego życia. Myśli o powrocie na ring nasz obecnie jedyny mistrz świata musi niestety odłożyć...
![]() |
| W tym kraju nie każdy potrafi korzystać z takiego urządzenia... |
Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek




Gut, gut, gut Hans-Jörg Butt.
OdpowiedzUsuń