sobota, 24 września 2011

KORONACJA GREGA I POŻEGNANIE ŻUŻLOWEGO MOURINHO

WŁADEK NIE WYTRZYMAŁ...

      Prezes Stali nie spał przez dwie noce. Myślał, myślał, aż w końcu wymyślił patent na zdobycie brązowego medalu i uratowanie nieudanego w końcówce sezonu. Zwolnienie Czernickiego ma być pozytywnym wstrząsem dla drużyny, która w środę nie podjęła walki. "Spasione koty" jeździły pasywnie i wyłączając Mateja Zagara wszyscy zasługują na słowa krytyki. Gorzowscy juniorzy po raz kolejny nie wytrzymali presji, a eksportowy duet z Kraju Hamleta Andersen-Iversen zdobył w sumie tylko jeden punkt. Zawiódł nawet Tomasz Gollob, który w jednym z biegów popełnił juniorski błąd omal nie powodując poważnej kraksy. Chcąc przestraszyć Piotra Protasiewicza wyciągnął lewą nogę i zaczął nią wymachiwać w kierunku Zielonogórzanina. Na szczęście skończyło się tylko na strachu. Po tym spotkaniu prezes Robert Dowhan zwołał konferencję, na której zarzucił Tomaszowi, że ten umyślnie próbował zrobić krzywdę "Protasowi". Gdy to usłyszałem, wybuchnąłem pustym śmiechem, który ogarnia Mnie, gdy słyszę takie głupoty. Jeśli ktoś podejrzewa kogoś o próbę zabójstwa na torze, to naprawdę powinien skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. I mówi to osoba, która na motocyklu żużlowym siedziała tylko wtedy, gdy trzeba było zrobić rundę honorową po odniesionym sukcesie. Śmieszy Mnie też i bulwersuje to, że dziennikarze Falubaz TV zaczęły wojnę z Tomkiem pokazując, jak popycha on kamerzystę i zasłania obiektyw kamery. Od wielu miesięcy na forach internetowych a także na kilku stadionach trwa nagonka na Tomasza. Najgorsze jest to, że często jej inicjatorami są ci, którzy w zeszłym sezonie oklaskiwali jego fantastyczne występy w Grand Prix a jeszcze niedawno w gorzowskim finale DPŚ. Doprawdy, jest mi wstyd za to, że w naszym środowisku jest tyle nienawiści wobec człowieka, który tyle zrobił dla polskiego speedwaya. Nie nawołuję do pokochania Tomasza, który ma trudny charakter i jest raczej typem człowieka zamkniętego w sobie. Postawcie się jednak w jego sytuacji. Ten sezon jest dla Niego bardzo ciężki. Mimo usilnych starań nie osiąga takich wyników jak rok temu. Zamiast go wspierać, mieszacie go z błotem przy pierwszej lepszej okazji. Jeśli nie potraficie albo nie chcecie go wesprzeć, to przynajmniej dajcie mu spokój. Bo komu jak komu, ale Tomkowi ten spokój potrzebny jest teraz najbardziej... A Robertowi Dowhanowi, który dziś zapewne będzie kontynuował swoją krucjatę przeciwko Tomaszowi w studiu Canal+ radzę się zamknąć i mobilizować zespół przed jutrzejszym finałem z leszczyńską Unią...

Tomek, uważaj w Gorican na Roberta! Sprawdzaj przed biegami opony!

KRÓLOWA CHCE UTRZYMAĆ TRON

      Tym razem jednak musi uważać na przygotowanie przyczepnego toru. Po długich dla Józefa Dworakowskiego chwilach niepewności wiemy już, że finał odbędzie się planowo w Lesznie. Trybunał przy PZM zawiesił decyzję Komisji Orzekającej Ligi i mistrzowie Polski będą rywalizować w finale na Stadionie im. Alfreda Smoczyka. Marek Cieślak nie pozwoli na taki "młyn", z jakim mieliśmy do czynienia w półfinałowej potyczce z Apatorem. Poza tym nad Lesznem "wisi" kara odebrania licencji toru, więc toromistrzowie do spółki z trenerem Jankowskim nie będą ryzykować z przygotowaniem klasycznej kopy. Unia ma już za sobą problemy z kontuzjami. Poza Jurą Pavlicem wszyscy są zdrowi, więc nie będzie usprawiedliwiania się osłabieniami w razie porażki. Falubaz jest bardzo zmotywowany, aby zdobyć złoto, ponieważ na sezon 2012 zespół ten zostanie osłabiony brakiem co najmniej jednego zawodnika z GP (tak stanie się, jeśli Hancock zrezygnuje z GP po tym sezonie) i nie będzie miał już tak mocnej siły rażenia. Zielonogórzanie są zdecydowanym faworytem, jednak liczę na to, że "Królowa" wygra jutro u siebie i do końca będziemy emocjonować się rywalizacją o złoto. Rywalizacją, która powinna zakończyć się tryumfem "Motomyszy" Typuję wynik 49:41 dla Unii.

FINAŁ POCIESZENIA - TU TEŻ ISKRY SIĘ POSYPIĄ...

      Obie drużyny są podrażnione półfinałowymi niepowodzeniami. Torunianie czują się "moralnymi DMP", bo to przecież oni nadawali ton rozgrywkom w rundzie zasadniczej. Jednak jak wiadomo nasza Ekstraliga to dwie rundy, a w tej decydującej Torunianom przytrafiła się wpadka w dwumeczu z Unią. Walka o walkowera w Lesznie kompletnie przesłoniła im myśli o pokonaniu Hampela i spółki. W taki oto sposób Apator zamiast jechać "finał marzeń" z Falubazem, potykać się będzie w boju o brąz ze Stalą Gorzów, która od kilkudziesięciu godzin ma nowego trenera - Piotra Palucha. Poprowadzi on zespół w ostatnich dwóch meczach sezonu. Co będzie dalej? Dowiemy się dopiero w zimowej przerwie. Faktem jest, że w Gorzowie po środowych Derbach mieliśmy tąpnięcie podobne do tych na Górnym Śląsku. Czy podziała to mobilizująco na drużynę? Nie byłbym tego taki pewien. Torunianie pałają rządzą rewanżu za niepowodzenie w półfinale i zrobią wszystko, aby zakończyć ten sezon z medalem. Gorzów czeka na jakikolwiek krążek DMP już 11 lat. Choć trzymam kciuki za Stalą (Toruń zbrzydł Mi po ostatnich ekscesach), to uważam, że na upragniony medal poczekają co najmniej jeszcze rok. Za Apatorem przemawia zbyt wiele argumentów. Sullivan, Holder, Miedziński i Holta powinni "trzymać" wynik w okolicach 8-10 punktów straty. Jeśli to im się uda, to rewanż na MotoArenie będzie tylko formalnością. Typuję wynik 50:40 dla Gorzowian.

CHORWACKA ROBOTA JANKESA

Już za niespełna cztery godziny na torze Zvonko Pavlica w Gorican rozpocznie się drugie w historii Grand Prix Chorwacji. Piaszczysty tor na Stadionie Millenium w zeszłym roku sprawiał Polakom ogromne problemy. Kluczowym aspektem w tej rywalizacji może być numer startowy. Jeśli nawierzchnia będzie podobna do ubiegłorocznej, to startujący na początku z pól wewnętrznych powinni mieć w pierwszej fazie zawodów niebagatelny handicap. Najlepszym sposobem na wygranie wyścigu w Gorican powinno być szybkie wyjście ze startu i celowanie w rywali szprycą, która na tym owalu jest niezwykle ciężka i utrudnia pościg za rywalem. Oberwanie takową skutkuje gwałtownym zwolnieniem, co w zeszłym roku przyczyniło się do marnego poziomu widowiska. Nie przeszkadzało to jednak Gregowi Hancockowi w odniesieniu zwycięstwa. Amerykanin jest głównym faworytem do zajęcia najwyższego miejsca na podium w tym turnieju, a co za tym idzie także do zdobycia złotego medalu IMŚ. Przewaga "Herbiego" jest już tak duża, że Jarek Hampel otwarcie przyznał, że skupia się teraz wyłącznie na walce o srebro. W niej pozostaje jeszcze Andreas Jonsson, który po słabszym występie w Vojens liczy na powtórzenie wyniku z Terenzano czy też z Torunia, gdzie zajmował pierwsze miejsce. Za plecami Szweda czai się Jason Crump, który chce dokonać historycznego wyczynu i po raz 11-ty z rzędu stanąć na podium IMŚ. Seria godna podziwu dla rudowłosego Australijczyka. W sercach kibiców Tomasza Golloba tli się jeszcze iskierka nadziei na to, że Polak po sezonie pełnym niepowodzeń na torach cyklu Grand Prix i nieporozumień ze sprzętem, odbierze za dwa tygodnie brązowy medal na swoim torze w Gorzowie. Do zrealizowania tego celu potrzebna jest jednak zdobycz na poziomie 14-16 punktów w dzisiejszym dniu. Szczerze mówiąc, musiałby się stać cud, aby Gollob był w stanie to dzisiaj uczynić. Trafienie z dobrą regulacją sprzętową może jednak sprawić, że "Chudy" złapie szwung, który poniesie go aż na podium dzisiejszej rundy. W końcu ileż to razy zawodnik rodem z Bydgoszczy wyskakiwał niczym diabeł z pudełka w najmniej spodziewanych momentach i zachwycał kibiców swoją agresywną i dynamiczną jazdą? Tej nie widzieliśmy już od turnieju w Kopenhadze, według Mnie najbardziej emocjonującego w tegorocznej serii. Zawody w Gorican będą niezwykle ważne dla Nickiego Pedersena. Duńczyk walczy o pozostanie w cyklu i musi skrupulatnie zbierać punkty i liczyć na słabszą postawę Kennetha Bjerre. Wypadnięcie "Kenia" z cyklu byłoby na rękę wielu wrocławskim fanom, którzy mają dość jego fochów i nie przyjeżdżania na mecze. Na jego miejsce można byłoby ściągnąć jakiegoś innego "GP Ridera". Ale nawet jeśli wypadnie on z ósemki, to zostanie wyratowany przez BSI stałą dziką kartą. Skąd taki stosunek do "Kenia"? To właśnie przez Jaskrawego syna Wiesława Jagusia Ivana Bjerre nie mogliśmy sklecić składu na rewanż z Apatorem. Czeka nas za to kara finansowa. Czy słuszna? Oceńcie sami... Zanim jednak to zrobicie, zasiądźcie przed telewizorami i dopingujcie naszych w Gorican!

Czarny kot Dariji Pavlic - komu przyniesie dziś pecha?
Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

piątek, 16 września 2011

SIĘGNĘLIŚMY DNA...

ROZMIAR JEDNAK MA ZNACZENIE...

      Niestety, stało się to, co przewidywała zdecydowana większość ekspertów. Witalij Kliczko nie dał żadnych szans Tomkowi Adamkowi i po raz kolejny obronił tytuł WBC w kategorii ciężkiej. Na wrocławskim stadionie ponad 40 tysięcy fanów było świadkami bardzo ciekawej gali bokserskiej. Przed głównym pojedynkiem wieczoru efektowne zwycięstwo zanotował Wrocławianin - Mateusz Masternak. "Master" po raz kolejny potwierdził, że w najbliższym czasie może bić się o najwyższe cele w kategorii junior ciężkiej. Po walce Mateusza do ringu wyszli główni bohaterowie wieczoru. Michael Buffer wykrzyczał słynne: "Let's Get Ready To Rumble", a atmosfera na Stadionie Miejskim stawała się coraz bardziej elektryczna. Nie spodziewałem się, że słowa konferansjera będą skierowane do Tomka, który od końcówki drugiej rundy stracił kompletnie koncept na walkę. To właśnie wtedy przyjął potężny cios z prawej ręki na skroń. "Góral" w wywiadach po walce potwierdził, że ta "bomba" odebrała mu siły i usztywniła go. Następne rundy wyglądały bardzo podobnie. Polak próbował nieporadnymi, pozbawionymi pomysłu i szybkości atakami sięgnąć szczęki Ukraińca, a ten strofował go raz po raz swoimi firmowymi ciosami: lewymi prostymi i prawymi podbródkowymi. Trzeba zaznaczyć, że jak na swoje warunki fizyczne, Kliczko był niespotykanie szybki, co świadczy o tym, że nie próżnował w trakcie przygotowań i nie zlekceważył Adamka. Mimo przyjmowania kolejnych ciężkich uderzeń, Tomasz, z uporem godnym największych słów uznania, próbował przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Nie poddał się tak jak wielu poprzednich rywali Witalija. Nie wyszedł do ringu po to, by przetrwać 12 rund z wielkim (dosłownie i w przenośni) mistrzem z Ukrainy. Niestety, w tym przypadku rozmiar odegrał decydującą rolę. Tym razem nie byliśmy świadkami porażki Goliata. Boks to część życia doczesnego, a ono często pisze inne scenariusze niż te, jakie znamy z Biblii.
      Jestem przekonany o tym, że Tomasza Adamka w niedługim czasie zobaczymy po raz kolejny w walce o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. To sportowiec, który łatwo się nie poddaje i dopóki będzie zdrowy i pełny woli walki, zrobi wszystko, aby zdobyć upragniony pas. Tylko czy w sytuacji, gdy wszystkie pasy są w posiadaniu braci Kliczko będzie to możliwe? Tego życzę Mu z całego serca, a wszystkim, którzy wieszają na Nim psy proponuję zamilknąć w jego kwestii na wieki...

"Góral" po sobotniej walce nie miał powodów do radości...
TRZEBA BYĆ TWARDYM, A NIE PRZYCZEPNYM MIĘKKIM!

      Kieruję te słowa do ekipy toruńskiej na czele ze Sławomirem Kryjomem, który jeszcze rok temu mówił, że żużel to nie sport dla Panienek i trzeba umieć jeździć zarówno na torach twardych, jak i przyczepnych. Jak widać, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i menedżer "Aniołów" ma teraz zupełnie inne zdanie na temat jazdy po tzw. "kopie". W tym sporze jestem po stronie Leszczynian z jednego prostego powodu. To sędzia po pracach wykonanych między 18 a 19 dopuścił tor do zawodów uznając go za regulaminowy. Torunianie chcąc kary dla Unii jednocześnie podważają kompetencje Leszka Demskiego. Poza tym żużel to nie szachy i jazda na torach przyczepnych to nieodłączny element naszej ligi. W tym sezonie widziałem w TV mecz Leszno-Rzeszów i w tamtym spotkaniu tor był jeszcze bardziej kopny, a Rzeszowianie wtedy nie protestowali. Teraz to Kryjom i jego drużyna wychodzą na panienki. Wyłączyłbym z tego grona Holdera i Sullivana, którzy pokazali, że na "Smoczyku" można było w niedzielę się ścigać. Działania ekipy z Grodu Kopernika są dalekie od sportowej rywalizacji i szczerze mówiąc zaczynam mieć powoli dosyć ligowego sezonu i z utęsknieniem czekam na jego zakończenie... A jeszcze kilka tygodni temu byłyby to ostatnie słowa, jakie napisałbym na łamach mojego bloga. Wróćmy jednak do wydarzeń z niedzieli. Swoje za uszami mają też Leszczynianie na czele z Damianem Balińskim, który po raz kolejny "pozdrowił" kibiców z Torunia środkowym palcem. W niedzielę może się spodziewać solidnej porcji gwizdów i niecenzuralnych okrzyków pod swoim adresem. "Bally" jednak przywykł do takich sytuacji, bo już nieraz zniechęcał do siebie fanów drużyn przyjezdnych. Niedzielny rewanż zapowiada się ekscytująco. Mimo siedemnastu punktów zaliczki Unia nie może spać spokojnie. "Anioły" będą pałać rządzą rewanżu i mimo kontuzji Miedzińskiego i Pulczyńskiego nadal są bardzo groźnym zespołem. Apator może być pewny tego, że kibice będą ósmym zawodnikiem drużyny i w trudnych chwilach ich doping będzie niezwykle potrzebny. Unia wystartuje w tym meczu w pełnym składzie, bo do jazdy zdolny jest już Jurica Pavlic. Pytanie tylko, w jakiej dyspozycji znajduje się Chorwat i czy Roman Jankowski zaryzykuje wstawić "Jurę" do składu. Jednego możemy być pewni. Przegrany tego półfinału będzie zrzucał winę nie tylko na siebie, ale także na nieczyste zagrywki przeciwnika... Tylko czy żużlowi takie coś jest potrzebne? W tym miejscu polecam przeczytanie artykułu red. Rafała Darżynkiewicza, który w bardzo przekonujący sposób naświetlił tegoroczne problemy Ekstraligi: ARTYKUŁ RED. DARŻYNKIEWICZA

Kiedyś ramię w ramię z "Bykami", teraz jest w stanie wbić im nóż w plecy...
FALUBAZU MONOPOL NA DESZCZ

      Szkoda mi Stali Gorzów. Zespół Czernickiego rozpędzał się w miarę upływu czasu i wysoka wygrana żółto-niebieskich wydawała się być niemal pewna. I wtedy spadł zbawienny dla Falubazu deszcz. Nie da się ukryć, że Zielonogórzanie mają w swojej talii mocniejsze karty przed niedzielnym rewanżem. Jedynym atutem gości wydaje się być niewielka 8-punktowa zaliczka. Tor w Zielonej Górze nie odpowiada wszystkim Gorzowianom. Za Motomyszami Cieślaka będą także znakomicie dopingujący kibice. Pragnę jednak przypomnieć, że ubiegłoroczna rywalizacja w fazie play-off miała podobny przebieg. Wydawało się, że zaliczka Falubazu uzyskana w pierwszym meczu (4 punkty) jest zbyt mała. A jednak wystarczyło. Czy tym razem będzie podobnie? Nie ukrywam, że szczerze na to liczę, ponieważ ilość szczęścia, jakiego doświadczył Falubaz, jest niewspółmierna do innych drużyn. Zielonogórzan można śmiało obwołać Monopolistami deszczu, który nie pierwszy raz pomaga im w rywalizacji derbowej (patrz: przełożenie meczu z Rzeszowem i możliwość zastosowania ZZ za Dobruckiego). A Stal? Stal czeka na mistrzostwo Polski już 28 lat i fani znad Warty bardzo pragną tego, aby w tym roku licznik sezonów bez złota w końcu się wyzerował. Kluczowym dla tego meczu będzie stan zdrowia Grega Hancocka. Tak naprawdę nie wiemy, jak po nagłym kontakcie z wyrwą na gorzowskim torze czuje się noga (prawie) mistrza świata 2011. Jeśli wierzyć prezesowi Falubazu i samemu Gregowi, to kibice z Grodu Bachusa nie mają się o co martwić. Jak będzie w praktyce, przekonamy się już w niedzielę. Mimo zapowiadanego w prognozach pogody ochłodzenia, temperatura na stadionach za sprawą zawodników i kibiców będzie bardzo wysoka.

Walki na torze z pewnością nie zabraknie...
 Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

PS. Uważam, że od przyszłego sezonu należy zmienić regulamin rozgrywek w taki sposób, aby nie doszło do sytuacji, z jaką mamy do czynienia teraz. Mam tu na myśli to, że Falubaz będzie jechał (o ile pogoda pozwoli) w 15 biegach na swoim torze, podczas gdy Stal miała możliwość powalczyć na domowym owalu tylko osiem razy. Według Mnie jest to niesprawiedliwe i nieco wypacza wynik dwumeczu...

piątek, 9 września 2011

PRZEZ SŁAWĘ DO SŁAWY?

      Oj, będzie się działo jutro i w niedzielę. Nie dość, że na Olimpijskim zawodami o Srebrny Kask zostanie zakończony sezon żużlowy we Wrocławiu, to w sobotę odbędzie się także Grand Prix Nordyckie i Walka XXI wieku pomiędzy Adamkiem a Kliczką. Ale zacznijmy od początku...

FALUBAZ SIĘ SYPIE...

A to wszystko przez zmiany regulaminowe w postaci ograniczenia zawodników z cyklu Grand Prix w drużynie Ekstraligi. Z trójki Jonsson-Hancock-Protasiewicz tylko ten ostatni w mojej opinii może być pewny miejsca w składzie. Trudno oczekiwać od AJ'a, że zrezygnuje ze startów w IMŚ na rzecz reprezentowania klubu z Grodu Bachusa. W przypadku Amerykanina taki obrót sprawy wydaje się bardziej prawdopodobny, choć i w tym przypadku potrzebna jest niespotykana wyobraźnia, by w to uwierzyć. Jedyną motywacją dla Grega, aby po tym sezonie zakończyć starty w GP jest zdobycie złota i odejście na szczycie. Tylko czy ikona cyklu Grand Prix (uczestnik wszystkich turniejów) w ogóle rozważa taką ewentualność? Śmiem w to wątpić. Robert Dowhan po zakończeniu tegorocznych rozgrywek będzie miał ogromny ból głowy, a dwójka z trzech wcześniej wymienionych zawodników będzie musiała sobie szukać nowego pracodawcy...

Naszywki nie są najważniejsze. Najważniejsze, aby kasa się zgadzała...

KONIEC SEZONU NA OLIMPIJSKIM

Sezonu, który można uznać za udany. Sparta, przez wielu skazywana na porażkę, uniknęła rywalizacji o utrzymanie i ze spokojem może uzupełniać brakujące ogniwa do przyszłorocznej rywalizacji. Zanim jednak włodarze klubu z Dolnego Śląska przystąpią do poszukiwania wzmocnień, na naszym torze odbędą się ostatnie oficjalne zawody. Finał Srebrnego Kasku jest w tym roku bardzo mocno obsadzony. W stawce zawodników znajdziemy wicemistrza Polski seniorów, medalistów MIMP oraz sześciu uczestników IMŚJ. Głównym faworytem zawodów jest miejscowy jeździec - Maciej Janowski. "Magic" zapewne będzie chciał zrehabilitować się za niepowodzenia w finałach MIMP oraz IMP. Liczę na to, że wrocławska publiczność pomimo wieczornej walki na Pilczycach licznie przybędzie na tor przy ul. Paderewskiego i żywiołowo będzie dopingować Maćka.

A oto lista startowa sobotnich zawodów:
1. Kacper Gomólski (TŻ Start Gniezno)
2. Łukasz Sówka (ŻKS Ostrovia Ostrów)
3. Maciej Janowski (WTS SA)
4. Szymon Woźniak (ŻKS Polonia Bydgoszcz SA)
5. Piotr Pawlicki (KS Stokłosa Polonia Piła)
6. Tobiasz Musielak (KS Unia Leszno)
7. Damian Michalski (KŻ Orzeł Łódź)
8. Kacper Rogowski (ZKŻ SSA Zielona Góra)
9. Przemysław Pawlicki (KS Stokłosa Polonia Piła)
10. Maciej Fajfer (PSŻ Sp. z o.o.)
11. Patryk Dudek (ZKŻ SSA Zielona Góra)
12. Emil Pulczyński (KS Toruń Unibax SA)
13. Adam Strzelec (ZKŻ SSA Zielona Góra)
14. Damian Adamczak (ŻKS Polonia Bydgoszcz) SA
15. Bartosz Zmarzlik (Stal Gorzów) Wlkp. SA
16. Damian Sperz (GKS Wybrzeże SA)

17. Oskar Fajfer (TŻ Start Gniezno)
18. Mikołaj Curyło (ŻKS Polonia Bydgoszcz SA

IMPREZA W REMIZIE U PANA OLSENA

Po raz dziewiąty w tym sezonie piętnastka najlepszych żużlowców na świecie (jak tak patrzę na Artioma Łagutę, to nie wydaje mi się, ale powiedzmy, że tak jest) stanie pod taśmą by rywalizować o punkty w cyklu Grand Prix. Tym razem zawody odbędą się w Mekce światowego speedwaya - w duńskim Vojens, które pamięta wiele niezapomnianych turniejów o Indywidualne Mistrzostwo Świata. Dość przypomnieć rok 1999, gdy Tony Rickardson rzutem na taśmę wydarł poobijanemu Tomaszowi Gollobowi złoty medal. Czy też bardziej szczęśliwy dla nas rok 2010 i 24 punkty Bydgoszczanina, które były milowym krokiem w stronę mistrzostwa, na które czekaliśmy długie 37 lat. Dzisiejszy układ sił w światowym speedwayu każe Nam pokładać nadzieje na złoto w Jarosławie Hampelu. Polak traci do Grega Hancocka na trzy turnieje przed końcem rywalizacji 17 punktów. To dużo i mało. Nie mam zamiaru dłużej rozwodzić się nad tym, jakie Hampel ma szanse. Dla Mnie sprawa jest prosta. Zawodnik Unii Leszno zachowa szanse na złoto, jeśli po jutrzejszych zawodach przewaga Hancocka zmaleje do 12 punktów. W przeciwnym razie tylko kontuzja będzie mogła odebrać Jankesowi drugą w karierze koronę Mistrza Świata. Zasiadając do oglądania tych zawodów będę miał świeżo w pamięci zawody juniorskie, które zazwyczaj przynoszą wiele emocji. Oby na torze Ole Olsena także ich nie zabrakło. Moje oczy będą w szczególności skupione na Tomaszu Gollobie, który po ostatniej rundzie spadł z medalowego miejsca. Liczę na jego szybki powrót do trójki. Łatwo o to nie będzie, bo trzeci w klasyfikacji przejściowej Andreas Jonsson znajduje się w bardzo dobrej dyspozycji. Ja wierzę jednak w Tomasza. On zapewne także jest przekonany o tym, że jest w stanie pojechać na podobnym poziomie jak w zeszłym roku. Stawkę piętnastu stałych uczestników turnieju uzupełni Bjarne Pedersen, dla którego będzie to przetarcie przed przyszłorocznymi zmaganiami w Grand Prix. Zawody rozpoczną się o godzinie 19:00, a sędziować je będzie Niemiec Frank Ziegler.

A teraz porównajcie tę fotografię ze zdjęciem MotoAreny. Spostrzeżenia nasuwają się same...

PLAKAT WYBORCZY I DELEGAT W STOLICY POLSKIEGO ROLNICTWA

Po emocjach związanych z Grand Prix oraz walką Kliczko-Adamek wraca szara kolorowa ligowa rzeczywistość. Rozegrane zostaną pierwsze mecze półfinałowe a także rewanż w dwumeczu o siódme miejsce, które gwarantuje uniknięcie baraży. Jako że w tej fazie sezonu nie ma już drużyny z Wrocławia, najbardziej elektryzować Mnie będą Wielkie Derby Lubuskie. Będą one tym bardziej emocjonujące, że zespoły Stali i Falubazu spotkają się w nich na najwyższym od lat szczeblu rozgrywek. Cytując mojego kolegę z Tarnowa: "Trup będzie padał gęsto". Oby tylko prezes Komarnicki wytrzymał ten wieczór bez podcinania żył. O, a propos prezesa. Na programach zawodów znajduje się zdjęcie Komarnickiego z Tomaszem Gollobem. Roboczo zatytułowałem tę fotografię: "Ojciec i syn". Brakuje tylko jeszcze Bartka Zmarzlika, mielibyśmy jeszcze "wnuczka". Wracając do aspektów czysto sportowych, faworytem tego meczu jest Stal, której najpoważniejszym orężem w walce z Zielonogórzanami będzie własny tor, na którym przyjezdni zazwyczaj mają kłopoty ze spasowaniem. Bardzo słabo na owalu żółto-niebieskich spisuje się Greg Hancock, który w ostatnich derbach zawiódł na całej linii. Była to na dobrą sprawę jego jedyna wpadka w tym sezonie ligowym. Jednak Falubaz to nie tylko sympatyczny Amerykanin, ale także Jonsson, Protasiewicz, Zengota, Davidsson, Strzelec i Dudek. Każdy z nich musi dać z siebie wszystko, podobnie jak w ekipie gospodarzy, w której dobrą atmosferę zmąciło ostatnie spięcie na linii Pedersen-Andersen. Mimo tego sądzę, że podopieczni Czesława Czernickiego wygrają ten mecz, jednak ciężko w tej chwili stwierdzić, czy przewidywane przeze Mnie zwycięstwo Stalowców w stosunku 51:39 wystarczy do awansu do wielkiego finału.

Pojedynki Gollob-Protasiewicz to kwintesencja żużlowych Gran Derbi.
Nie od dziś wiadomo, że Leszno jest stolicą polskiej orki na żużlowych torach. I to nie tylko w negatywnym wymiarze. Wypada tu wspomnieć dwukrotne starania Leszczynian o rozegranie meczu ze Stalą. Tymczasem dziś na jednym z internetowych portali, po wczesnym jak na mój plan zajęć powrocie ze szkoły, czytam, iż na niedzielną potyczkę Unii z Apatorem został wyznaczony delegat Ekstraligi. Jestem skłonny przyznać rację tym, którzy piszą, że palce w powołaniu tej osoby funkcyjnej maczał były menedżer Unii a obecnie zespołu toruńskiego Sławomir Kryjom. Jak było naprawdę, zapewne nigdy się nie dowiemy, natomiast z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić iż "Anioły" boją się ekstremalnie przyczepnego toru przy Strzeleckiej. Ten w tym sezonie już nieraz pomagał "Bykom" w odnoszeniu spektakularnych zwycięstw. Jeśli i tym razem "będzie pod koło", to jeźdźcy z Grodu Kopernika mogą mieć problem. Tym bardziej, że do składu wraca Damian Baliński. Po przerwie w startach silniejszy będzie na pewno Janusz Kołodziej. Roman Jankowski ma do Koldiego tak duże zaufanie, że w awizowanym składzie wystawił go jako nr 13, czyli seniora, który jeździ w parze z juniorem. W Lesznie zatem pełna mobilizacja. Według Mnie wystarczy ona na niewielkie zwycięstwo. Typuję wynik 48:42 dla Unii.
 
Przed Januszem najważniejsza część sezonu. Na pewno da z siebie wszystko...

Podczas gdy w Lesznie walczyć będą o finał, trwać już będzie bój o uniknięcie baraży. W pierwszym spotkaniu Włókniarz wypracował ośmiopunktową przewagę. Na tarnowskim twardym niczym beton torze Częstochowianie mogą mieć ogromny problem z obronieniem tej zaliczki. Kluczowa będzie postawa pary Karlsson-Szombierski. Jeśli pojadą z takim zębem jak w pierwszym spotkaniu, a Grisza Łaguta nadal będzie szalał na każdym centymetrze toru, to będziemy świadkami cudu pod... Zbylitowską Górą. W składzie Unii prawdopodobnie zabraknie Krzysztofa Kasprzaka, który został w Tarnowie kozłem ofiarnym. Według Mnie zupełnie niesprawiedliwie. Owszem, "Kasperowi" zdarzały się wpadki, ale nie był on odosobnionym przypadkiem w ekipie Mariana Wardzały. Jestem pewien niemal w stu procentach, że to właśnie najpierw blondwłosemu Polakowi prezes Gurgul po zakończeniu sezonu powie: Arrivederci. Póki co, Krzysiek zasiądzie zapewne na trybunach Stadionu Miejskiego i obejrzy swoich kolegów w akcji. Mimo tych wszystkich przeciwności losu Tarnowianie odrobią straty z Częstochowy. Typuję wynik 52:38 dla Unii.

Kasper, nie łam się. Gdyby Cię odstrzelili, czekamy na Ciebie we Wrocławiu. U nas się odbudujesz...

JEŚLI NIE ADAMEK, TO KTO?

A teraz jak to mówią ringowi konferansjerzy: "main event" dzisiejszego wpisu. Już jutro na świeżo oddanym do użytku Stadionie Miejskim we Wrocławiu Tomasz Adamek stanie przed szansą zdobycia tytułu mistrza świata WBC w kategorii ciężkiej. Jeśli "Góral" pokona Witalija Kliczkę, zostanie pierwszym Polakiem, który zdobył mistrzowską koronę w królewskiej kategorii i pierwszym bokserem w historii, który był mistrzem świata w trzech najcięższych kategoriach wagowych. Zadanie przed bokserem urodzonym w Żywcu jednak z gatunku tych na pozór niemal niemożliwych. Starszy z braci Kliczko to prawdziwy killer. Z 42 wygranych walk aż 39 zakończył przed czasem. Przegrał tylko dwa razy i to przez kontuzje. Mimo 40 lat na karku wciąż jest dość elastycznie poruszającym się po ringu pięściarzem. Bije mocno w wielu płaszczyznach, a jego firmowym uderzeniem są prawe podbródkowe, które sieją spustoszenie w szeregach przeciwnika. Ukrainiec doskonale wykorzystuje swoje znakomite warunki fizyczne nie dopuszczając do wyniszczającej wymiany ciosów z przeciwnikiem. Wśród tych wielu atutów nie można pominąć osoby, która jest z nim od wielu lat. To trener Fritz Sdunek, który opiekował się w przeszłości młodszym bratem Witalija - Władimirem a także Dariuszem Michalczewskim. Jego warsztat trenerski i doświadczenie jeszcze nigdy nie zawiodły Kliczki.
      Ale mistrz świata ma także swoje wady. Przez większą część walki staje frontalnie w stosunku do przeciwnika. Notorycznie opuszcza ręce, co daje możliwość zadawania celnych ciosów na głowę. Kluczem do sukcesu jest skuteczne przedzieranie się do półdystansu, z czym rywale ukraińskich braci mieli zazwyczaj problemy.
     Polski pięściarz w ostatnich dniach zabarykadował się w miejscowości Sława. Droga do tej dosłownej wiedzie przez Stadion we Wrocławiu, na którym w sobotni wieczór zasiądzie ponad 40 tysięcy kibiców. O doping Tomek zatem nie musi się martwić. Możemy być pewni, że Polak nie spali się psychicznie przed walką. Adamek przed pojedynkami zawsze sprawia wrażenie nieco znudzonego na konferencjach. Nie obrzuca rywala inwektywami ani nie reaguje na zaczepki krewkich oponentów. Każdą próbę prowokacji kwituje zazwyczaj słowami: "Ja nie rozmawiam z rywalami na konferencjach. Za Mnie przemawiają pięści od pierwszego do ostatniego gongu". Nie inaczej było i tym razem. Obaj rywale doceniali siebie nawzajem i to taki obraz boksu chcielibyśmy zawsze oglądać. Jakże inny to krajobraz przed bitwą w odróżnieniu do przełomu czerwca i lipca, kiedy to wysłuchiwaliśmy lamentów Davida Haye'a. O atutach Tomasza wiedzą praktycznie wszyscy eksperci i kibice boksu. To przede wszystkim szybkość, zdolność do zmiany taktyki w trakcie pojedynku, ringowa inteligencja (ona akurat nieco wiąże się z tą drugą cechą) oraz ogromna wola walki dzięki której już nieraz Tomasz przechylał szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Po raz kolejny Adamek staje do walki w obliczu opinii wielu ekspertów, którzy nie dają "Góralowi" żadnych szans. Polak już niejednokrotnie udowadniał, że kompletnie nie przejmuje się tymi głosami i wychodzi do ringu zawsze z tym samym nastawieniem: Zrobić wszystko, aby zwyciężyć. Nie inaczej będzie i tym razem. Zdaję sobie sprawę z tego, że przed Tomkiem bardzo trudne zadanie. Będę za niego trzymał kciuki w sobotni wieczór. I niezależnie od tego, czy wygra, czy przegra, będę z niego dumny. Bo dzięki jego walkom czuję się dumny z tego, że jestem Polakiem. Wiem, że zabrzmiało to trochę górnolotnie i najprawdopodobniej wielu z Was za te słowa wydłubałoby Mi oczy gorącą łyżeczką, ale to mój blog i mam prawo wyrażać na Nim swoje odczucia. I jeszcze jedna osobista refleksja. Gdybym miał okazję zamienić z Tomkiem dwa słowa przed walką, powiedziałbym: "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Z Bogiem..."

Emocje przed walką rosną... Ostatnie spojrzenie przed godziną zero...

Życzę Wam niezapomnianych emocji w trakcie tego weekendu

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

poniedziałek, 5 września 2011

NASTĘPNY WPIS W PIĄTEK!

Z powodu kłopotów technicznych dzisiejszego wpisu niestety nie będzie. W piątek pojawi się bardziej obszerna notka na temat iście sportowej soboty.

Serdecznie pozdrawiam i przepraszam za chwilową niedyspozycję, Bartłomiej Przybyłek

czwartek, 1 września 2011

WITAJ SZKOŁO, ŻEGNAJ MOCNO OBSADZONY FINALE IMP!

      Za oknem piękna pogoda, lato w pełni, a to oznacza powrót do szkoły. Już jutro zaczynamy i zarazem kończymy pierwszy tydzień ciężkiej pracy w naszych placówkach dydaktycznych. O tak, będzie ona niewątpliwie ciężka, w końcu lekcje organizacyjne są takie męczące... Ale nie o szkole dziś mam zamiar pisać, a o ostatnich wydarzeniach w świecie żużla. A działo się wiele...

WSTRZĄS W GŁOWIE, WSTRZĄS W GENERALCE...

     Przebieg sobotnich zawodów na MotoArenie zamknął nieodwracalnie Tomaszowi Gollobowi drogę do obrony tytułu mistrza świata. Śmiem nawet twierdzić, że Bydgoszczanin utracił szanse na krążek srebrnego kruszcu. Tomek musi się teraz skupić na walce o brązowy medal, która do łatwych należeć nie będzie. W świetnej formie jest bowiem sobotni zwycięzca - Andreas Jonsson, który w niczym nie przypomina zawodnika z początku sezonu, który miał problemy z uzyskiwaniem awansów do półfinałów.
     Pozytywem w sytuacji Golloba jest to, że w Toruniu zaobserwować można było niewielki postęp sprzętowy w porównaniu do zawodów w Terenzano czy Malilli. Motocykle Tomka nieco lepiej wychodziły ze startu i na przeciwległej prostej znacznie szybciej nabierały odpowiedniej prędkości. Niewątpliwy wpływ na to miały nowe wały w silnikach jeźdźca Stali Gorzów. Niestety, gdy Gollob zaczynał się w Toruniu rozkręcać, dopadł go nieszczęśliwy przypadek. Na słynnej już w Toruniu koleinie na wyjściu z drugiego łuku (patrz: zawody w 2010 i upadki Holdera i Mroczki) "odprostowało" Artema Łagutę i młody Rosjanin wpadł na naszego Mistrza Świata. Uderzenie głową o tor było niebywale mocne, co potwierdza uszkodzenie kasku w postaci około dwudziestocentymetrowego rozcięcia.
      Ale nie tylko Tomasz ścigał się w sobotę w Grodzie Kopernika. Na wielkie słowa uznania zasługuje Darcy Ward - najbardziej kontrowersyjna postać tych zawodów. Młody Australijczyk został - o dziwo - dość owacyjnie przywitany przez polską publiczność. Wynik, jaki osiągnął zawodnik gdańskiego Wybrzeża, przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Zajmując trzecie miejsce, popularny "Darky" po raz kolejny potwierdził, że zasługuje na stałą dziką kartę na przyszłoroczny cykl. Jego widowiskowy styl jazdy bardzo przypadł mi do gustu, a akcja z biegu 12, kiedy na wejściu w drugi wiraż trzeciego okrążenia był w bardzo bliskim kontakcie z Tomaszem i Gregiem, zapadnie na długo w mojej pamięci.
      Oglądając sobotnią Grand Prix Polski byłem zażenowany postawą Chrisa Harrisa. Brytyjczyk uzyskał jakże niechlubny olimpijski rezultat i jeśli myśli o udziale w przyszłorocznych zmaganiach, to powinien od następnego turnieju meldować się w finałach. Jeśli tak się nie stanie, to "Bomber" nie będzie miał żadnych argumentów sportowych świadczących o tym, że zasługuje on na kolejną szansę od BSI.
      Pozytywnie zaskoczył Mnie Antonio Lindbaeck. Pomimo wywalczenia tydzień wcześniej awansu w Grand Prix Challenge, Szwed nie odpuszcza i walczy o jak najlepsze miejsce na zakończenie serialu. Gdyby "Toninho" udało się ukończyć zmagania w pierwszej ósemce, to stałe miejsce w stawce Grand Prix otrzyma Słowak Martin Vaculik. Jeżdżący z polską licencją zawodnik z pewnością ściska kciuki za ridera rodem z Brazylii.
      Zawody w Toruniu były bardzo ciekawe. Mimo przygotowania twardego toru oglądający te zawody byli świadkami wielu wyprzedzeń i walki do samej "kreski". Szkoda tylko, że nasi zawodnicy nie powtórzyli sukcesu sprzed roku. Ale jak to się mówi: "Nie zawsze jest niedziela". Trzeba się cieszyć z tego, co się ma. A mamy drugiego i czwartego zawodnika klasyfikacji generalnej. I wielce prawdopodobne jest to, że przy odrobinie szczęścia i słabości rywali będziemy w październiku cieszyć się ze złota i brązu. Strata Jarka do Grega (17 punktów przy 3 turniejach do końca) jest jak najbardziej do odrobienia. Patrząc z matematycznego (na pewno nie mojego ulubionego) punktu widzenia, w każdym turnieju Jarek powinien odrabiać minimum sześć punktów. Myślę jednak, że jeśli zawodnikowi Unii uda się zmniejszyć w Vojens stratę do 12 punktów, to szanse na złoto będą jeszcze realne. W przeciwnym razie tak doświadczony zawodnik jakim jest Greg Hancock nie da się już dogonić. Takie wyliczenia mogą jednak okazać się zbyteczne, bo żużel jest sportem, w którym do ostatnich metrów wszystko jest możliwe. Nieszczęśliwy upadek też może się przecież komuś przytrafić. Oby tak jednak nie było. Niech walka o tytuł rozstrzygnie się w duchu sportowej rywalizacji.
Czy doświadczony Amerykanin utrzyma przewagę do końca zmagań?

FINAŁ IMP? TYLKO Z NAZWY...

      Po raz drugi z rzędu Tomasza Golloba zabraknie w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski na żużlu. Po raz kolejny kapitana Stali Gorzów wykluczają problemy zdrowotne. I o ile w zeszłym roku można było doszukiwać się u Tomka "niewinnego" kłamstewka, to w tym powód absencji jest jak najbardziej prawdziwy. Wszyscy trzeźwo myślący fani speedwaya widzieli, jak mocno Gollob uderzył głową w twardy toruński tor. Gdy tylko w poniedziałek pojawiła się informacja o tym, że Tomek nie wystartuje w Szwecji, byłem gotów postawić wszystkie swoje pieniądze, że wciąż aktualnego Mistrza Świata zabraknie także i w sobotnich zawodach. Szkoda, że do żadnego zakładu nie doszło, bo mógłbym podreperować swój skromny budżet.
      Przyjrzyjmy się stawce tegorocznego finału. Poza wspomnianym Gollobem zabraknie w niej takich jeźdźców jak Kasprzak (zakaz startu), Miedziński, Kołodziej (nie awansowali), Świderski (kontuzja). Wśród szesnastki startujących znajdziemy tylko siedmiu zawodników startujących w Ekstralidze! Aż czterech reprezentuje kluby drugiej ligi. Świadczy to o tym, że prestiż imprezy, która przed laty przyciągała na stadiony tysiące ludzi, maleje z każdą edycją. To niepokojące zjawisko i myślę, że najwyższy czas, aby ludzie odpowiedzialni za organizację tej imprezy zaczęli coś z tym robić. Pod tymi ostatnimi niewiele mówiącymi słowami kryje się oczywiście pozyskanie sponsora, który zagwarantuje wysokie nagrody finansowe dla najlepszych. Niestety, żyjemy w takich czasach, że wyszycie nazwiska na Czapce Kadyrowa nie jest wystarczającym zaszczytem dla potencjalnych mistrzów...
     Oceniając szanse poszczególnych zawodników wniosek nasuwa się jeden. Jarek Hampel, a potem długo, długo nikt... Ale to tylko teoria. Kibice żużla pamiętają zapewne rok 2008 i sensacyjny tryumf Adama Skórnickiego. Według Mnie walka o medale powinna się rozegrać między: Hampelem, Protasiewiczem, Ułamkiem, Janowskim i Przemkiem Pawlickim. Namieszać mogą także Bydgoszczanie: Gapiński i Walasek, ale nie wydaje mi się, by byli w stanie stanąć w sobotę na podium. Moje typy na podium IMP są następujące:


1. Jarosław Hampel
2. Piotr Protasiewicz
3. Maciej Janowski
Niegdyś przedmiot pożądania każdego polskiego żużlowca. Dziś Czapka Kadyrowa nie ma już tak wielkiej wartości dla zawodników.
KTO KOMU WBIJA SZPILKI?

      Od kilku dni w najlepsze trwa wojna medialna pomiędzy Markiem Cieślakiem a Krzysztofem Cegielskim roboczo nazwana "wbijaniem sobie szpilek". Przedmiotem tej szkodliwej dla polskiego żużla batalii jest fatalna postawa Janusza Kołodzieja w tym sezonie. Nie będę się zbyt długo rozwodził nad argumentami prezentowanymi przez obie strony. Obu Panom poradziłbym, aby zaprzestali medialnej walki i poza kamerami telewizji i wiedzą dziennikarzy pomogli Januszowi, który na tej całej sytuacji cierpi najbardziej. On potrzebuje teraz wsparcia nie tylko od kibiców. Osoby z jego najbliższego otoczenia (np. prezes Dworakowski, który poważnie zajął się "Koldim" po meczu w Gorzowie) powinny być teraz przy Nim i odbywać z Jankiem spokojne rozmowy na temat tego, co się dzieje z zawodnikiem Unii Leszno. Nieoceniona może być pomoc psychologa, bo problemy Kołodzieja to nie tylko nerki, ale także i sfera mentalna. Najważniejsze jest jednak to, aby dać temu chłopakowi odrobinę spokoju, bo ta będzie mu w decydującej fazie sezonu niezwykle potrzebna...

Ze szkolnym pozdrowieniem z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek