poniedziałek, 27 czerwca 2011

Przeklęte Cardiff, Niedzielne ściganie w Ekstralidze i Wielka Walka w wadze ciężkiej

ZNOWU TO CARDIFF...

Pisząc piątkową notkę liczyłem na to, że po dobrym występie Tomka Golloba w Kopenhadze w końcu uda mu się stanąć na podium na Millenium. Jednak po raz kolejny turniej w stolicy Walii okazał się przekleństwem Mistrza Świata. "Chudy" w trakcie wyścigów męczył się i poza pierwszym występem, w którym ograł późniejszego zwycięzcę finału nie potrafił dobrze wyjść spod taśmy. Na dystansie jego sprzęt również nie spisywał się najlepiej. Sam Tomek obierał niezbyt fortunną linię jazdy w wiraże wchodząc zbyt wąsko (patrz bieg 18). Czary goryczy dopełniła sytuacja z biegu 13, przed startem którego nasz Mistrz żonglował maszynami niczym "wytrawny" sztukmistrz cyrkowy. Jeździec gorzowskiej Stali był wyraźnie pogubiony zarówno w kwestiach sprzętowych, jak i czysto jeździeckich. Drogi Tomku, głowa do góry! Wierzę, że po tych zawodach wrócisz na zwycięską ścieżkę! Z resztą podobnie jak Jarek Hampel, który także miał problemy z motocyklami. Nadzieję w moje serce wlał ostatni bieg, w którym wszystko wyszło tak jak powinno. "Mały" honorowo pożegnał się z brytyjską publicznością i poprawił sobie nastrój przed następnymi startami. Pozytywnie zaskoczył Mnie Janusz Kołodziej, o którego występ drżałem najbardziej. Gdyby nie dwa pierwsze pola w ostatnich biegach fazy zasadniczej (kto dopuścił do takiej dysproporcji pomiędzy jednym polem a pozostałymi?), to "Koldi" broniłby wczoraj naszego honoru w półfinałach. Dobry występ zanotował jaskrawy "Keniu" Bjerre. Byłby on jeszcze lepszy, gdyby nie zawiodły go nerwy w półfinale. A tak taśma i na kolejną szansę Duńczyk musi poczekać do turnieju w Terenzano. Zawiedli Brytyjczycy, dość powiedzieć, że najbardziej porwał widownię rezerwowy Tai Woffinden, który potrzebował do tego... jednego biegu. Największe słowa uznania należy wypowiedzieć naturalnie w kierunku zwycięzcy. Greg Hancock w sobotnim turnieju był najrozsądniej i najrówniej jeżdżącym zawodnikiem. Jego ogromne doświadczenie po raz kolejny przyniosło wymierny efekt. Jednak zwycięstwo Jankesa nie jest do końca czyste, o czym w dalszej części wpisu. Amerykanin przewodzi stawce Grand Prix mając nad drugim Tomaszem Gollobem przewagę 12 punktów.  Pragnąłbym przestrzec przed zakładaniem "Herbiemu" złotego medalu na szyję. Zostało jeszcze sześć turniejów, a następny odbędzie się w tak ukochanym przez Golloba Terenzano, gdzie rok temu przypieczętował swój tytuł IMŚ. Te dwanaście oczek to i dużo i mało. Rok temu Gollob po pierwszym turnieju tracił do Crumpa 13 i odrobił je w ciągu następnych dwóch. Na zakończenie moich przemyśleń odnośnie GP Wielkiej Brytanii pragnę połączyć się z bólem z Emilem Sayfudtinovem, który został wczoraj okradziony z możliwości stanięcia na podium przez naszego ostatnio zmęczonego arbitra Wojciecha Grodzkiego. Sędzia z Opola popełnił wczoraj co najmniej dwa błędy puszczając wyścigi z nierównego startu (raz w przypadku Grega Hancocka). Na dodatek w kilku gonitwach zawodnicy (w szczególności Ci stojący na najgorszym pierwszym polu) ustawiali się sporo dalej od taśmy niż kilkanaście cm, by potem "czołgać się" przed puszczeniem zamka. Kierownik startu nie zwracał na to uwagi. Jednak od tego jest arbiter, by do takich nieczystych zagrań nie dopuścić! Co robił wtedy Pan Grodzki? Podziwiał tłumy na Millenium? W biegu finałowym "czołgał się" Emil. Bieg nie został zatrzymany i chwilę później reprezentant Sbornej upadł na tor bez niczyjej pomocy. Został wykluczony z powtórki. Oczywiście, ktoś powie: "Oliwa sprawiedliwa", ale nikt nie podważy faktu, że sędzia w tej sytuacji wyraźnie zaspał i gdyby zareagował prawidłowo, do takiej sytuacji by nie doszło!

Panie Wojciechu, w ciągu ostatnich kilku dni podjął Pan kilka kontrowersyjnych decyzji. Proponuję wziąć urlop, rozerwać się, spojrzeć na ciężką i niewdzięczną  pracę sędziego z dystansu. Taki odpoczynek na pewno Panu pomoże, a i zawodnicy nie będą dalej krzywdzeni niesłusznymi decyzjami.
Co do poziomu ciekawości zawodów, to był on wysoki, chociaż według Mnie organizatorzy doprowadzili do dziwnego stanu owalu, który miał odwrotną cechę do większości. Od samego początku dużo lepiej "kleiła" szeroka, a przez całe zawody na palcach jednej ręki można było policzyć skuteczne ataki po krawężniku. Pod tym względem było to jedno z najdziwniejszych Grand Prix, jakie widziałem. Walki na łokcie jednak nie brakowało i niewątpliwie turniej o Wielką Nagrodę Wielkiej Brytanii jest do tej pory najciekawszym w tym roku. Czekam z niecierpliwością na zawody w Terenzano, bo tam nasi wrócą do wielkiej gry. To więcej niż pewne.
Chłopaki, zapominamy o Cardiff i skupiamy się na DPŚ!

XI RUNDA EKSTRALIGI

Stal Rzeszów 51-38 Sparta Wrocław

No cóż, najwyraźniej na wyjazdowe zwycięstwo Wrocławianie będą musieli poczekać do następnego sezonu. Była to ostatnia szansa na punktową delegację. I jej nie wykorzystaliśmy głównie dzięki równej jeździe Rzeszowian, kapitalnemu Crumpowi i fatalnej postawie Kennetha, który tylko w pierwszym biegu pokazał pełnię swoich możliwości. Należy także wspomnieć o osłabieniu brakiem Dennisa Anderssona, które spowodowało, że w naszym składzie znalazło się aż czterech juniorów. Młody Łobzenko to nie jeździec na pierwszy skład. Potrzebuje wielu kółek treningowych i intensywnej pracy nad sprzętem. Lasse Bjerre póki co prezentuje się przyzwoicie tylko na wrocławskim torze. Jego brat musi poczynić zdecydowane kroki ku ulepszeniu swoich Jaw, których Kenneth jest ostatnim Mohikaninem. Jedynym pozytywem tego meczu jest znakomity wynik Maćka Janowskiego. A Rzeszowianie? Oni mogą pomału przygotowywać się do Play-offów, w których moim zdaniem tanio skóry nie sprzedadzą. Szczególnie przy Hetmańskiej.
Keniu, ładnie to tak pluć na tor, na którym kiedyś startowałeś?

Stal Gorzów 51-39 Unia Tarnów

Niespodzianki nie było. Gospodarze wygrali "za 3" i mogą ze spokojem oczekiwać czwartkowych derbów Ziemi Lubuskiej. Swoje zrobili: Gollob, Pedersen i Zagar. Trochę słabiej pojechał PUK, zawiódł Artur Mroczka, który chyba zostanie zastąpiony w czwartek przez Hansa Andersena. Tarnowianie dzielnie stawiali opór i po IX wyścigu niejeden kibic na "Jancarzu" przecierał oczy ze zdumienia patrząc na wynik meczu, który brzmiał: 27:27. Później jednak "Jaskółki" wyraźnie osłabły. Zawiedli już tradycyjnie juniorzy oraz Bjarne Pedersen zwany przez mojego przyjaciela malego: "Twarzą Azotów". Po dobrym początku dwa zera zanotował Sebastian Ułamek. To zadecydowało o końcowym sukcesie Gorzowian. Teraz czas na czwartkowe Derby. Tarnowianie zaś w następnej kolejce zmierzą się na własnym torze z Włókniarzem.
Ciekawe, czy po czwartkowych derbach Pan Prezes również będzie miał taką minę?

Unia Leszno 45:45 Apator Toruń

Ach, co to był za mecz... Leszczynianie mogą pluć sobie w brodę, bo zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Gdyby trener Jankowski miał więcej... zaufania do Adama Skórnickiego... Brzmi dziwnie, prawda? Ale to właśnie Sqra mógł zdobyć ten jeden punkt więcej, gdyby pojechał w swoim czwartym planowym wyścigu. A tak zastąpił go jadący bieg po biegu Musielak. A jak wiadomo dzięki nowym tłumikom jechanie dwa razy pod rząd wiąże się najczęściej ze zdobyczą (3,0) lub (3,d). Tak było i tym razem. Kolejny raz popularny "Jankes" pomylił się wstawiając do biegu 14 słabego w niedzielę Edwarda Kennetta, który "dzięki swojej waleczności miał przywieźć jakieś punkty" (cytat z wywiadu, którego Jankowski udzielił reporterowi TVP SPORT zaraz po meczu). Waleczność może i była, ale punktów niet, jak to mówią Rosjanie. Olśnił po raz kolejny Jarek Hampel. Swoje zrobił Batchelor. Po sobotnim Grand Prix nieco słabiej zaprezentował się Janusz Kołodziej. W zespole z Grodu Kopernika zabrakło punktów Runego Holty, który ciągle boryka się bólem dłoni i prawdopodobnie zrobi sobie przerwę w trakcie DPŚ. Poza Ryśkiem wszyscy zrobili swoje i mogą być zadowoleni z tego, że wywieźli z Wielkopolski dwa punkty. Torunian czeka teraz mecz ze Stalą Rzeszów u siebie. "Byki" zaś podejmą u siebie Stal Gorzów.

LUBUSKIE DERBY, CZYLI KABARETU "RÓŻOWEGO" I "KOMARA" CIĄG DALSZY?
W czwartek jak już wcześniej napisałem na W69 odbędą się Wielkie Lubuskie Derby. Nie będę się wiele rozpisywał na temat tego meczu, bo można o Nim napisać książkę. Obstawiam zwycięstwo Zielonogórzan w stosunku 48:42 i mam nadzieję na walkę tylko pomiędzy zawodnikami. Napinki prezesów obu ekip Mnie już po prostu znudziły. Co za dużo, to niezdrowo. Drodzy czytelnicy, drogie czytelniczki! Jakie są wasze typy na Derby? Piszczie w komentarzach!

PRZED WIELKĄ WALKĄ W WADZE CIĘŻKIEJ
Pisząc dzisiejszą notkę nie mogę nie wspomnieć o wielkim wydarzeniu bokserksim, które zbliża się wielkimi krokami. Już w sobotę na ringu na Stadionie HSV w Hamburgu na przeciw siebie staną Władimir Kliczko i David Haye. Stawką pojedynku będą aż cztery pasy mistrza świata w kategorii ciężkiej. Dziś odbyła się ostatnia konferencja prasowa promująca to wydarzenie, na której po raz kolejny było bardzo gorąco. Jeśli temperatura z dziś choć trochę przełoży się na atmosferę w ringu, to będziemy świadkami pasjonującego pojedynku. Nie od dziś wiadomo, że Brytyjczyk i Ukrainiec nie darzą się szczególną sympatią. Opinię na temat szans obu zawodników wyrażę w piątkowym wpisie. Was, moi drodzy proszę o wyrażenie swojego zdania już teraz, w komentarzach!
Obaj za sobą nie przepadają. Zapowiadają nokaut. Który z nich dotrzyma słowa?


Pozdrawiam wszystkich fanów boksu i speedwaya!

piątek, 24 czerwca 2011

PRAWDZIWE PISANIE CZAS ZACZĄĆ!!!

SPARTA ZŁOTA PO RAZ DRUGI!

W środowym finale MPPK w Zielonej Górze tryumfowała ku mojemu miłemu zaskoczeniu drużyna Sparty Wrocław. Przed zawodami liczyłem na to, że Tomek Jędrzejak do spółki z Piotrkiem Świderskim i Maćkiem Janowskim powalczą o medal, jednak nie sądziłem, że będą w stanie odebrać złoto ekipie Falubazu. Tak się jednak stało i niezmiernie się z tego powodu cieszę. To dobry prognostyk przed niedzielnym spotkaniem w Rzeszowie, które musimy wygrać, jeśli chcemy zaklepać sobie miejsce w play-offach. Sam finał MPPK był niezbyt ciekawym widowiskiem. Mijanki można było policzyć na palcach jednej ręki. Być może to skutek tego, że toromistrzowie zielonogórskiego klubu przygotowali nawierzchnię, która miała za zadanie wytrzymać wieczorną ulewę, aby bez przeszkód można było rozegrać zaległy mecz pomiędzy Falubazem a Stalą Rzeszów. Niestety, zaległości nie udało się nadrobić, o czym szerzej w dalszej części wpisu. Sparta Wrocław po raz drugi w swojej historii zdobyła złoto MPPK. Poprzednim razem stało się to w 2001 roku, a drużynę stanowili wtedy: Jacek Krzyżaniak, Robert Sawina i Sebastian Ułamek.


Szampańska radość Wrocławian. Z lewej kapitan Falubazu Piotr Protasiewicz.

NADRABIAMY ZALEGŁOŚCI? SĘDZIA I DESZCZ MÓWIĄ: NIE!

Po finale MPPK o godzinie 20:30 miał rozpocząć się zaległy mecz Speedway Ekstraligi pomiędzy Falubazem a Stalą Rzeszów. Miał, jednak przeszkodziły w tym opady deszczu i, jak twierdził sędzia zawodów, fatalny stan toru. W czwartek, czytając komentarze kibiców nie tylko z Zielonej Góry, coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że mecz można było mimo opadów odjechać. Według osób funkcyjnych (mam tu na myśli komisarza ekstraligi Ryszarda Głoda oraz sędziego Wojciecha Grodzkiego) tor można było przygotować, ale potrzebne były co najmniej 2 godziny. Panowie, przestańcie robić z kibiców durni! Decyzja została podjęta w trakcie, gdy nad W69 nie padało i chmury deszczowe przemieszczały się znad stadionu. Wystarczyłoby pół godziny wytężonych prac nad owalem i na pewno nadawałby się on do jazdy. I wcale nie byłyby do tego potrzebne jakieś ciężkie maszyny, którymi podobno zielonogórski klub nie dysponuje. Nie chcę siać defetyzmu, jednak moim zdaniem środowisko żużlowe z Grodu Bachusa skompromitowało się po raz kolejny chcąc za wszelką cenę utrzymać ZZ na czwartkowe derby ze Stalą Gorzów. Misja się powiodła, jednak niesmak pozostał i długo będzie się o tym mówiło. Sternicy Falubazu bardzo mocno stracili u mnie w oczach. Pan Grodzki także, bo nie wiem jak Wam, ale Mnie oglądającemu transmisję w TVP SPORT wydawało się, że sędzia z Opola jest… wyraźnie czymś bardzo zmęczony. Szkoda mi tylko tych wspaniałych fanów, którzy na każdym meczu zdzierają gardło za swoich ulubieńców i są według mnie najlepsi w Polsce. A myślałem, że żużel to nie piłka nożna i kombinatorstwo jest mu obce… Po raz kolejny w swoim kibicowskim życiu się jednak zawiodłem.

ODCZAROWAĆ MILLENIUM

W sobotę kolejna runda Grand Prix. I to ta najbardziej prestiżowa. Na Millenium Stadium w Cardiff najlepsza piętnastka uzupełniona dziką kartą Scottem Nichollsem będzie rywalizować o kolejne punkty do klasyfikacji generalnej cyklu. Po ostatniej rundzie na Parken możemy uznać, że Jason Crump wrócił do wielkiej gry. Jego determinacja, szczególnie w biegu finałowym, każe nam stawiać go wśród grona faworytów tej imprezy. Tym bardziej, że owal w stolicy Walii pasuje mu jak mało który. To właśnie tam dwa lata temu wygrał z kompletem punktów i na dobre rozpoczął swój tryumfalny marsz po trzecie złoto IMŚ. Jego rodak, Chris Holder w ubiegłym roku odniósł swoje pierwsze zwycięstwo właśnie na Millenium. W sobotę na pewno będzie chciał ten wyczyn powtórzyć, o czym zapewniał polskich kibiców przed kamerami Canal+.
Nasi dwaj najlepsi jeźdźcy do Cardiff przyjadą w dobrych nastrojach. Tomasz Gollob i Jarosław Hampel są uskrzydleni swoimi ostatnimi rezultatami. „Chudy” wygrał ostatnią rundę w Kopenhadze i przy okazji udowodnił, że i na nowych tłumikach potrafi szarżować tuż przy płocie (piękna akcja w wyścigu finałowym). Na podium w Cardiff nie stał od 2001 roku, w zeszłym roku w zwycięstwie przeszkodził mu defekt. Miejmy nadzieję, że w sobotę jeździec rodem z Bydgoszczy będzie miał więcej szczęścia i odczaruje ostatni w tym roku jednodniowy tor. „Mały” natomiast udowodnił w meczu we Wrocławiu (oglądanie tego widowiska bardzo bolało), że zarówno on, jak i jego sprzęt znajdują się w znakomitej dyspozycji. Liczymy zatem co najmniej na powtórkę z 2010 roku, kiedy to Jarek był trzeci.
Sobotni wieczór będzie dla kilku zawodników okazją na odbicie się od dna. Możemy do nich śmiało zaliczyć Duńczyków: Kennetha Bjerre oraz Nickiego Pedersena, a także Janusza Kołodzieja, który w klasyfikacji zajmuje odległą trzynastą lokatę. Gonić Tomasza Golloba będzie chciał Greg Hancock, który traci do liderującego Polaka tylko jeden punkt.
O wielkim zawodzie może mówić Artem Łaguta, który z powodu braku wizy nie wystąpi w tym turnieju. Ktoś tu chyba nie dopilnował formalności i Rosjanin powinien sobie pluć w brodę, bo w ostatniej rudzie GP w końcu się przełamał i zaczął zdobywać punkty. Za młodszego z braci Łagutów pojedzie jeden z moich ulubionych zawodników: Magnus „Zorro” Zetterstroem.  
Zawody w Cardiff od lat szczycą się ogromnym zainteresowaniem kibiców. Organizatorzy spodziewają się ponad 50-tysięcznej widowni, największej w całym cyklu. Na trybunach stadionu zasiądzie wielu Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, co niewątpliwie doda naszym jeźdźcom skrzydeł w trakcie rywalizacji. Transmisja z zawodów od 17:45 na antenie Canal+. Zawody sędziować będzie, miejmy nadzieję tym razem należycie wypoczęty, Wojciech Grodzki.
Panie Wojtku, radzę się wyspać przed sobotnimi zawodami! Albo... nie balować aż tyle!


 
A PO GRAND PRIX CZAS NA EKSTRALIGĘ…

Jak to zwykle bywa w terminarzach żużlowych, po sobotnich harcach na arenach Grand Prix przychodzi czas na powrót do (na pewno nie szarej) ligowej rzeczywistości. W niedzielę, o ile pogoda pozwoli powinny odbyć się trzy mecze XI rundy. Spotkanie pomiędzy Częstochową a Zieloną Górą zostało rozegrane awansem. Zwyciężyli ci drudzy w stosunku 58:32.

Unia Leszno vs Apator Toruń (pierwszy mecz: 50:40 dla Apatora)

Przed pierwszym biegiem tego spotkania nie wiemy nic. Zespół leszczyński jest w stanie zdobyć mimo swojego osłabienia nawet punkt bonusowy, jeśli tylko zaprezentuje się tak dobrze, jak to miało miejsce w poprzedniej kolejce. Jarek Hampel, Janusz Kołodziej i Troy Batchelor będą pewnymi punktami „Byków”. Nikt nie wie, jak pojedzie Edward Kennett. Juniorzy z Leszna są według mnie słabsi od tych z Kujaw. Drużyna toruńska to według mnie ekipa prezentująca najrówniejszą formę. Nie wygrywają spotkań z ogromną przewagą, ale jadą na tyle dobrze, że na obecną chwilę przewodzą ligowej tabeli (również dlatego, że nie mają zaległości w przeciwieństwie do Stali i Falubazu). Siła „Aniołów” tkwi głównie w tercecie Sullivan-Holta-Holder, ale nie zawodzą także juniorzy, którzy przywożą do mety cenne punkty. Nieustabilizowaną formę prezentuje jeszcze Adrian Miedziński, jednak po nim można się spodziewać ważnych „oczek”, bo potrafi się zmobilizować. Problemem dla Jana Ząbika jest obsadzenie miejsca piątego seniora. Gdybym był w skórze trenera Apatora, postawiłbym na Mateja Kusa, który na pewno nie zdobędzie mniejszej ilości punktów niż Michael Jepsen Jensen. Emocji na pewno nie zabraknie. Obstawiam wygraną Leszczynian i zainkasowanie punktu bonusowego przez Torunian. Wynik? Niech będzie 48:42.

Stal Rzeszów vs Sparta Wrocław (pierwszy mecz 45:45)

To mecz o play-offy. Rachunek jest prosty. Zwycięzca inkasuje trzy punkty, które dają miejsce w pierwszej szóstce. Wrocławianie jeszcze w tym sezonie na wyjeździe nie wygrali, dlatego przed moimi oczami rysuje się obraz meczu podobnego do tego w Częstochowie. Mam tylko nadzieję, że tym razem nasz duński jaskrawy lider zrobi co trzeba i przypomni sobie czasy, w których startował na owalu przy Hetmańskiej. Dużo do udowodnienia będzie miał Piotrek Świderski, któremu mecz z Unią nie wyszedł. Liczę na to, że swoją wyższość nad rzeszowskimi juniorami udowodni Maciek Janowski, który aspiruje do piątki jeźdźców na DPŚ. Podopieczni Dariusza Śledzia są o tyle w komfortowej sytuacji, że do „wygranej za 3” wystarczy im zdobycie 46 punktów, co przy znakomitej formie Crumpa, Okoniewskiego i Harrisa jest celem jak najbardziej do zrealizowania. Cała nadzieja w tym, że ze sprzętem nie ogarną się Kuciapa, Richardson i Lampart (wiem, pobożne życzenia, ale nadzieja umiera ostatnia), a po turnieju GP zmęczenie podróżą z Wlk. Brytanii odczuwać będą „Bomber” i „Ginger”. Przewagę mamy na pozycjach juniorskich, ale to nie wszystko. Potrzebna jest taka jazda, jak w meczu z Częstochową, z tym, że nie możemy pogubić się w końcówce. Typując wynik tego meczu posłucham Mickiewiczowskich słów: Miej serce i patrzaj w serce. Popatrzyłem w tę moją „pompkę” i zobaczyłem tam rezultat 43:47 na korzyść żółto-czerwonych. Zatem niech tak będzie… DO BOJU SPARTANIE!!!

Stal Gorzów - Unia Tarnów (pierwszy mecz 49:41 dla Stali)

            Oj, coś czuję, że tu będzie ciekawiej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Wielu sądzi zapewne, że dla Stali mecz z "Jaskółkami" będzie spacerkiem po trzy punkty. Ale tak wcale nie musi być. Dwa tygodnie temu wrocławska drużyna pokazała, że i na "Jancarzu" można powalczyć. Dla jeźdźców znad Warty to spotkanie jest kolejnym na drodze do medalu DMP. Nietrudno w takich sytuacjach o zlekceważenie teoretycznie słabszego rywala. Mój przyjaciel z Tarnowa zapewne się ze mną zgodzi, bo sparzył się już na tym w pierwszej kolejce. Nadzieja na zlekceważenie to najmocniejszy możliwy atut Tarnowian, bo równo jeżdżąca na własnym torze drużyna gorzowska nie ma praktycznie dziur w składzie (co innego na wyjazdach, ale to temat na inny wpis). Mimo, że zwycięstwo zespołu z Małopolski nie jest na rękę Sparcie, to będę trzymał kciuki za podopiecznych Mariana Wardzały. A wiecie dlaczego? Bo dawno nie słyszałem modelowej konferencji prasowej w wykonaniu gorzowskiego sternika: złotoustego Władysława, bez którego liga nie byłaby taka sama. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby "Jaskółki" sprawiły psikusa "Stalowcom"? Wtedy zapewne usłyszymy „Komara”, który zada retoryczne pytanie A kto to jest …….. (W miejsce kropek wstaw zawodnika/zawodników, który/którzy zawiódł/zawiedli w niedzielę) ? Po napisaniu tych słów zszedłem na ziemię i przed moimi oczami wyobraźni ukazał się wynik 51:39 dla Gorzowian. Taki jest zatem mój typ.
Panie Prezesie, jak Pan wytłumaczy słabą postawę swojego zespołu? Tak jak zawsze... A kto to jest...?


 NA KONIEC JESZCZE SŁÓW KILKA WS. ORGANIZACJI

Chciałem tytułem uzupełnienia wpisu powitalnego poinformować Was, moi drodzy czytelnicy, że w kwestii oprawy foto z zawodów we Wrocławiu będę wspomagany przez moją przyjaciółkę, Martę Pacan, która będzie Mi użyczała swoich zdjęć do wpisów na blogu, za co bardzo serdecznie jej dziękuję. Poniżej kilka zdjęć Marty z meczu z Unią Leszno. Cała fotorelacja będzie dostępna jeszcze przed GP Wielkiej Brytanii na moim profilu na Facebooku, na którym znajdują się także zdjęcia z meczu Wrocław-Częstochowa.







Bartłomiej Przybyłek & Marta Pacan

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Witam serdecznie wszystkich czytelników!

Moi drodzy, chciałbym Was bardzo serdecznie powitać na moim blogu, w którym będę pisał na (Ci, którzy Mnie znają, zapewne się nie zdziwią) tematy sportowe. Dyscyplinami, które pojawią się najczęściej w moich wpisach będą: Żużel, Boks oraz Piłka Nożna (choć ta ostatnia w nieco mniejszym stopniu). Liczę na to, że czas spędzony na tej stronie nie będzie dla was czymś straconym i będziecie często zostawiać po sobie ślad w postaci komentarzy pod postami. Oceniajcie, pytajcie, krytykujcie. Wszelkie wulgarne komentarze pod adresem moim, zawodników czy innych czytelników znikną, gdy tylko para moich wrocławskich oczu je ujrzy. Pozdrawiam wszystkich kibiców i życzę miłej lektury!

Bartłomiej Przybyłek