piątek, 24 czerwca 2011

PRAWDZIWE PISANIE CZAS ZACZĄĆ!!!

SPARTA ZŁOTA PO RAZ DRUGI!

W środowym finale MPPK w Zielonej Górze tryumfowała ku mojemu miłemu zaskoczeniu drużyna Sparty Wrocław. Przed zawodami liczyłem na to, że Tomek Jędrzejak do spółki z Piotrkiem Świderskim i Maćkiem Janowskim powalczą o medal, jednak nie sądziłem, że będą w stanie odebrać złoto ekipie Falubazu. Tak się jednak stało i niezmiernie się z tego powodu cieszę. To dobry prognostyk przed niedzielnym spotkaniem w Rzeszowie, które musimy wygrać, jeśli chcemy zaklepać sobie miejsce w play-offach. Sam finał MPPK był niezbyt ciekawym widowiskiem. Mijanki można było policzyć na palcach jednej ręki. Być może to skutek tego, że toromistrzowie zielonogórskiego klubu przygotowali nawierzchnię, która miała za zadanie wytrzymać wieczorną ulewę, aby bez przeszkód można było rozegrać zaległy mecz pomiędzy Falubazem a Stalą Rzeszów. Niestety, zaległości nie udało się nadrobić, o czym szerzej w dalszej części wpisu. Sparta Wrocław po raz drugi w swojej historii zdobyła złoto MPPK. Poprzednim razem stało się to w 2001 roku, a drużynę stanowili wtedy: Jacek Krzyżaniak, Robert Sawina i Sebastian Ułamek.


Szampańska radość Wrocławian. Z lewej kapitan Falubazu Piotr Protasiewicz.

NADRABIAMY ZALEGŁOŚCI? SĘDZIA I DESZCZ MÓWIĄ: NIE!

Po finale MPPK o godzinie 20:30 miał rozpocząć się zaległy mecz Speedway Ekstraligi pomiędzy Falubazem a Stalą Rzeszów. Miał, jednak przeszkodziły w tym opady deszczu i, jak twierdził sędzia zawodów, fatalny stan toru. W czwartek, czytając komentarze kibiców nie tylko z Zielonej Góry, coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że mecz można było mimo opadów odjechać. Według osób funkcyjnych (mam tu na myśli komisarza ekstraligi Ryszarda Głoda oraz sędziego Wojciecha Grodzkiego) tor można było przygotować, ale potrzebne były co najmniej 2 godziny. Panowie, przestańcie robić z kibiców durni! Decyzja została podjęta w trakcie, gdy nad W69 nie padało i chmury deszczowe przemieszczały się znad stadionu. Wystarczyłoby pół godziny wytężonych prac nad owalem i na pewno nadawałby się on do jazdy. I wcale nie byłyby do tego potrzebne jakieś ciężkie maszyny, którymi podobno zielonogórski klub nie dysponuje. Nie chcę siać defetyzmu, jednak moim zdaniem środowisko żużlowe z Grodu Bachusa skompromitowało się po raz kolejny chcąc za wszelką cenę utrzymać ZZ na czwartkowe derby ze Stalą Gorzów. Misja się powiodła, jednak niesmak pozostał i długo będzie się o tym mówiło. Sternicy Falubazu bardzo mocno stracili u mnie w oczach. Pan Grodzki także, bo nie wiem jak Wam, ale Mnie oglądającemu transmisję w TVP SPORT wydawało się, że sędzia z Opola jest… wyraźnie czymś bardzo zmęczony. Szkoda mi tylko tych wspaniałych fanów, którzy na każdym meczu zdzierają gardło za swoich ulubieńców i są według mnie najlepsi w Polsce. A myślałem, że żużel to nie piłka nożna i kombinatorstwo jest mu obce… Po raz kolejny w swoim kibicowskim życiu się jednak zawiodłem.

ODCZAROWAĆ MILLENIUM

W sobotę kolejna runda Grand Prix. I to ta najbardziej prestiżowa. Na Millenium Stadium w Cardiff najlepsza piętnastka uzupełniona dziką kartą Scottem Nichollsem będzie rywalizować o kolejne punkty do klasyfikacji generalnej cyklu. Po ostatniej rundzie na Parken możemy uznać, że Jason Crump wrócił do wielkiej gry. Jego determinacja, szczególnie w biegu finałowym, każe nam stawiać go wśród grona faworytów tej imprezy. Tym bardziej, że owal w stolicy Walii pasuje mu jak mało który. To właśnie tam dwa lata temu wygrał z kompletem punktów i na dobre rozpoczął swój tryumfalny marsz po trzecie złoto IMŚ. Jego rodak, Chris Holder w ubiegłym roku odniósł swoje pierwsze zwycięstwo właśnie na Millenium. W sobotę na pewno będzie chciał ten wyczyn powtórzyć, o czym zapewniał polskich kibiców przed kamerami Canal+.
Nasi dwaj najlepsi jeźdźcy do Cardiff przyjadą w dobrych nastrojach. Tomasz Gollob i Jarosław Hampel są uskrzydleni swoimi ostatnimi rezultatami. „Chudy” wygrał ostatnią rundę w Kopenhadze i przy okazji udowodnił, że i na nowych tłumikach potrafi szarżować tuż przy płocie (piękna akcja w wyścigu finałowym). Na podium w Cardiff nie stał od 2001 roku, w zeszłym roku w zwycięstwie przeszkodził mu defekt. Miejmy nadzieję, że w sobotę jeździec rodem z Bydgoszczy będzie miał więcej szczęścia i odczaruje ostatni w tym roku jednodniowy tor. „Mały” natomiast udowodnił w meczu we Wrocławiu (oglądanie tego widowiska bardzo bolało), że zarówno on, jak i jego sprzęt znajdują się w znakomitej dyspozycji. Liczymy zatem co najmniej na powtórkę z 2010 roku, kiedy to Jarek był trzeci.
Sobotni wieczór będzie dla kilku zawodników okazją na odbicie się od dna. Możemy do nich śmiało zaliczyć Duńczyków: Kennetha Bjerre oraz Nickiego Pedersena, a także Janusza Kołodzieja, który w klasyfikacji zajmuje odległą trzynastą lokatę. Gonić Tomasza Golloba będzie chciał Greg Hancock, który traci do liderującego Polaka tylko jeden punkt.
O wielkim zawodzie może mówić Artem Łaguta, który z powodu braku wizy nie wystąpi w tym turnieju. Ktoś tu chyba nie dopilnował formalności i Rosjanin powinien sobie pluć w brodę, bo w ostatniej rudzie GP w końcu się przełamał i zaczął zdobywać punkty. Za młodszego z braci Łagutów pojedzie jeden z moich ulubionych zawodników: Magnus „Zorro” Zetterstroem.  
Zawody w Cardiff od lat szczycą się ogromnym zainteresowaniem kibiców. Organizatorzy spodziewają się ponad 50-tysięcznej widowni, największej w całym cyklu. Na trybunach stadionu zasiądzie wielu Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, co niewątpliwie doda naszym jeźdźcom skrzydeł w trakcie rywalizacji. Transmisja z zawodów od 17:45 na antenie Canal+. Zawody sędziować będzie, miejmy nadzieję tym razem należycie wypoczęty, Wojciech Grodzki.
Panie Wojtku, radzę się wyspać przed sobotnimi zawodami! Albo... nie balować aż tyle!


 
A PO GRAND PRIX CZAS NA EKSTRALIGĘ…

Jak to zwykle bywa w terminarzach żużlowych, po sobotnich harcach na arenach Grand Prix przychodzi czas na powrót do (na pewno nie szarej) ligowej rzeczywistości. W niedzielę, o ile pogoda pozwoli powinny odbyć się trzy mecze XI rundy. Spotkanie pomiędzy Częstochową a Zieloną Górą zostało rozegrane awansem. Zwyciężyli ci drudzy w stosunku 58:32.

Unia Leszno vs Apator Toruń (pierwszy mecz: 50:40 dla Apatora)

Przed pierwszym biegiem tego spotkania nie wiemy nic. Zespół leszczyński jest w stanie zdobyć mimo swojego osłabienia nawet punkt bonusowy, jeśli tylko zaprezentuje się tak dobrze, jak to miało miejsce w poprzedniej kolejce. Jarek Hampel, Janusz Kołodziej i Troy Batchelor będą pewnymi punktami „Byków”. Nikt nie wie, jak pojedzie Edward Kennett. Juniorzy z Leszna są według mnie słabsi od tych z Kujaw. Drużyna toruńska to według mnie ekipa prezentująca najrówniejszą formę. Nie wygrywają spotkań z ogromną przewagą, ale jadą na tyle dobrze, że na obecną chwilę przewodzą ligowej tabeli (również dlatego, że nie mają zaległości w przeciwieństwie do Stali i Falubazu). Siła „Aniołów” tkwi głównie w tercecie Sullivan-Holta-Holder, ale nie zawodzą także juniorzy, którzy przywożą do mety cenne punkty. Nieustabilizowaną formę prezentuje jeszcze Adrian Miedziński, jednak po nim można się spodziewać ważnych „oczek”, bo potrafi się zmobilizować. Problemem dla Jana Ząbika jest obsadzenie miejsca piątego seniora. Gdybym był w skórze trenera Apatora, postawiłbym na Mateja Kusa, który na pewno nie zdobędzie mniejszej ilości punktów niż Michael Jepsen Jensen. Emocji na pewno nie zabraknie. Obstawiam wygraną Leszczynian i zainkasowanie punktu bonusowego przez Torunian. Wynik? Niech będzie 48:42.

Stal Rzeszów vs Sparta Wrocław (pierwszy mecz 45:45)

To mecz o play-offy. Rachunek jest prosty. Zwycięzca inkasuje trzy punkty, które dają miejsce w pierwszej szóstce. Wrocławianie jeszcze w tym sezonie na wyjeździe nie wygrali, dlatego przed moimi oczami rysuje się obraz meczu podobnego do tego w Częstochowie. Mam tylko nadzieję, że tym razem nasz duński jaskrawy lider zrobi co trzeba i przypomni sobie czasy, w których startował na owalu przy Hetmańskiej. Dużo do udowodnienia będzie miał Piotrek Świderski, któremu mecz z Unią nie wyszedł. Liczę na to, że swoją wyższość nad rzeszowskimi juniorami udowodni Maciek Janowski, który aspiruje do piątki jeźdźców na DPŚ. Podopieczni Dariusza Śledzia są o tyle w komfortowej sytuacji, że do „wygranej za 3” wystarczy im zdobycie 46 punktów, co przy znakomitej formie Crumpa, Okoniewskiego i Harrisa jest celem jak najbardziej do zrealizowania. Cała nadzieja w tym, że ze sprzętem nie ogarną się Kuciapa, Richardson i Lampart (wiem, pobożne życzenia, ale nadzieja umiera ostatnia), a po turnieju GP zmęczenie podróżą z Wlk. Brytanii odczuwać będą „Bomber” i „Ginger”. Przewagę mamy na pozycjach juniorskich, ale to nie wszystko. Potrzebna jest taka jazda, jak w meczu z Częstochową, z tym, że nie możemy pogubić się w końcówce. Typując wynik tego meczu posłucham Mickiewiczowskich słów: Miej serce i patrzaj w serce. Popatrzyłem w tę moją „pompkę” i zobaczyłem tam rezultat 43:47 na korzyść żółto-czerwonych. Zatem niech tak będzie… DO BOJU SPARTANIE!!!

Stal Gorzów - Unia Tarnów (pierwszy mecz 49:41 dla Stali)

            Oj, coś czuję, że tu będzie ciekawiej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Wielu sądzi zapewne, że dla Stali mecz z "Jaskółkami" będzie spacerkiem po trzy punkty. Ale tak wcale nie musi być. Dwa tygodnie temu wrocławska drużyna pokazała, że i na "Jancarzu" można powalczyć. Dla jeźdźców znad Warty to spotkanie jest kolejnym na drodze do medalu DMP. Nietrudno w takich sytuacjach o zlekceważenie teoretycznie słabszego rywala. Mój przyjaciel z Tarnowa zapewne się ze mną zgodzi, bo sparzył się już na tym w pierwszej kolejce. Nadzieja na zlekceważenie to najmocniejszy możliwy atut Tarnowian, bo równo jeżdżąca na własnym torze drużyna gorzowska nie ma praktycznie dziur w składzie (co innego na wyjazdach, ale to temat na inny wpis). Mimo, że zwycięstwo zespołu z Małopolski nie jest na rękę Sparcie, to będę trzymał kciuki za podopiecznych Mariana Wardzały. A wiecie dlaczego? Bo dawno nie słyszałem modelowej konferencji prasowej w wykonaniu gorzowskiego sternika: złotoustego Władysława, bez którego liga nie byłaby taka sama. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby "Jaskółki" sprawiły psikusa "Stalowcom"? Wtedy zapewne usłyszymy „Komara”, który zada retoryczne pytanie A kto to jest …….. (W miejsce kropek wstaw zawodnika/zawodników, który/którzy zawiódł/zawiedli w niedzielę) ? Po napisaniu tych słów zszedłem na ziemię i przed moimi oczami wyobraźni ukazał się wynik 51:39 dla Gorzowian. Taki jest zatem mój typ.
Panie Prezesie, jak Pan wytłumaczy słabą postawę swojego zespołu? Tak jak zawsze... A kto to jest...?


 NA KONIEC JESZCZE SŁÓW KILKA WS. ORGANIZACJI

Chciałem tytułem uzupełnienia wpisu powitalnego poinformować Was, moi drodzy czytelnicy, że w kwestii oprawy foto z zawodów we Wrocławiu będę wspomagany przez moją przyjaciółkę, Martę Pacan, która będzie Mi użyczała swoich zdjęć do wpisów na blogu, za co bardzo serdecznie jej dziękuję. Poniżej kilka zdjęć Marty z meczu z Unią Leszno. Cała fotorelacja będzie dostępna jeszcze przed GP Wielkiej Brytanii na moim profilu na Facebooku, na którym znajdują się także zdjęcia z meczu Wrocław-Częstochowa.







Bartłomiej Przybyłek & Marta Pacan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz