piątek, 15 lipca 2011

JESZCZE TYLKO JEDEN KROK...

      Tylko albo aż jeden krok. Wiemy już z kim przyjdzie nam się mierzyć w sobotnim finale DPŚ. Do nas i Duńczyków dołączyli po wczorajszym barażu Australijczycy i Szwedzi. Ani przez moment pozycja tych dwóch ekip nie była zagrożona. Zaimponowali mi jeźdźcy z Antypodów, którzy popisywali się zarówno dobrymi startami jak i walką na dystansie. Mieli jednak jedną dziurę w składzie. Zastępujący Rory'ego Schleina Davey Watt zdobył tylko 6 punktów i przed sobotnimi zawodami Craig Boyce miał spory ból głowy, na kogo postawić w finale. Zdecydował się na "Watty'ego".
      W ekipie Bo Wirebranda wpadkę zanotował Fredrik Lindgren. 4 punkty to jak na zawodnika takiej klasy zdecydowanie za mało. Szwedom może być jutro niezwykle ciężko powtórzyć zeszłoroczny wynik jakim było zdobycie brązowego medalu. W kratkę jeżdżą Davidsson i Jonasson. Pewnymi punktami są Lindbaeck i Jonsson. To może okazać się jednak zbyt małą siłą na Duńczyków, Australijczyków i Polaków.
      Zawiodłem się na Rosjanach. Liczyłem na to, że po wzmocnieniu składu Emilem i "Griszą" napsują sporo krwi teoretycznie mocniejszym ekipom. Tymczasem poza Sayfudtinovem jeźdźcy Sbornej zaprezentowali się fatalnie. Tercet Povazhny-Gafurov-Gizatullin zdobył 6 punktów. To zbyt mało, by myśleć o awansie do finału.
      Bezbarwnie jeździli Brytyjczycy. Tego można się było spodziewać, bo nie od dziś wiadomo, że podopieczni Neila Middleditcha to drużyna wyłącznie własnego toru. Na dodatek w ekipie z Wysp nie pojechał Scott Nicholls.  Zastępujący go Lewis Bridger wyjechał na tor tylko trzy razy, przy czym tylko w jednym przypadku udało mu się dojechać do mety.
      Oglądając zawody w TV dostrzec można było niezbyt zadowalającą frekwencję na stadionie w Gorzowie. Prezes Komarnicki zrobił chyba wszystko by zachęcić kibiców do przyjścia na baraż, jednak turniej bez udziału Polaków zniechęcił sympatyków speedwaya do odwiedzenia obiektu przy ul. Kwiatowej.
       W sobotę stadion im. Edwarda Jancarza na pewno będzie pękał w szwach. Nasi żużlowcy liczą na żywiołowy doping i na pewno go otrzymają. Rywale jednak nie padną przed nami na kolana. Groźniejsi od Duńczyków wydają się Australijczycy. Nie należy jednak zapominać, że w składzie Skandynawów jest dwóch zawodników gorzowskiej Stali. Nie wiadomo jak pojedzie młody Mads Korneliussen. Pewnymi punktami będą Nicki Pedersen a także rekordzista gorzowskiego owalu: Kenneth Bjerre. W Vojens niezbyt dobry występ zanotował Niels Kristian Iversen.
      Najsłabsi, przynajmniej na papierze wydają się być Szwedzi. Stawiam na wygraną naszych, jednak mam przeczucie, że czeka nas kolejny, już trzeci z rzędu horror, w którym do ostatniego biegu nic nie będzie wiadomo. Moim zdaniem przy równej postawie Polaków, srebro wywalczy drużyna Australii, zaś brąz ekipa duńska.
Holderowi wczoraj dopisywał humor. Czy tak będzie w sobotę?

KTO SIĘ KOMU "PODŁOŻY"?

Sparta Wrocław - Unibax Toruń (pierwszy mecz 51:39 dla Torunia)

      Przed tym meczem wielu kibiców (szczególnie tych z Tarnowa i Częstochowy) uważa, że może dojść do niesportowej zagrywki ze strony obu zespołów. Od razu na myśl przychodzi sezon 2010 i pierwsza runda play-off, w której podejrzewano, że oba zespoły "ułożyły się" tak, aby i jeden i drugi awansował do półfinałów. Wiadomo także, że przy aferze związanej z przekładaniem meczu Tarnowa z Częstochową, prezes WTS-u została nakłoniona do zgody na inny termin spotkania przez sternika Unibaxu. Oj, zbyt wiele tych pozasportowych wątków... Na papierze faworyt wydaje się być jeden i jest nim drużyna z Kujaw. Gospodarze jednak nieraz pokazali, że są w stanie na własnym torze rywalizować z mocniejszymi od siebie jak równy z równym. Mobilizacja u nas pełna. Dzieci do lat 13 będą mieć darmowe wejście, zatem doping cienkich, młodych głosików będzie głośniejszy niż zazwyczaj. Wygrana praktycznie zagwarantuje Wrocławianom miejsce w pierwszej szóstce. Zawodnicy z Torunia jadą jednak na Dolny Śląsk po trzy punkty, które pomogą im w wygraniu rundy zasadniczej. Będąc optymistą typuję wynik: 45:45.

Keniu, pojedź wreszcie na miarę swoich możliwości!
Włókniarz Częstochowa - Stal Gorzów (pierwszy mecz 48:42 dla Gorzowa)

      Mam dziwne przeczucie, że Gorzowianie wygrają ten mecz bez większych problemów. Mimo że na wyjazdach prezentują się słabo, to jadą z najsłabszą obecnie ekipą w Ekstralidze. Bracia Łagutowie i Nermark do sukcesu nie wystarczą, szczególnie gdy pod taśmą staną Gollob, Pedersen czy Bartek Zmarzlik. Typuję wynik 41:49.

"Lwy" znowu będą wozić ogony. Tym razem przed własną publicznością...


Stal Rzeszów - Unia Leszno (pierwszy mecz 56:31 dla Leszna)

      Tu może być bardzo ciekawie. Jeśli oczywiście Rzeszów podejdzie do tego meczu na poważnie. Osłabiona Unia wydaje się być nieco słabszym zespołem, ale już nieraz pokazała, że potrafi walczyć do końca. Z kolei drużyna Stali na pewno będzie chciała potwierdzić, że remis w Zielonej Górze nie był przypadkiem. Walka o zwycięstwo będzie trwała do ostatniego biegu. Typuję wynik 44:46.

Dla Pani Prezes podopieczni zrobią wszystko... Nawet pokonają Mistrza Polski.

Falubaz Zielona Góra - Unia Tarnów (pierwszy mecz 50:40 dla Zielonej Góry)

      Jeśli jeźdźcy "Narodowego Marka" marzą o zajęciu pierwszego miejsca po rundzie zasadniczej, to muszą ten mecz wygrać. Na taką chwilę słabości jak w ostatnim meczu ze Stalą Rzeszów nie mogą sobie pozwolić. Tarnowianie są raczej skupieni na spotkaniu z Częstochową, choć ich menadżer przebąkuje coś o sprawieniu niespodzianki. Z całym szacunkiem dla "Jaskółek", ale nic dwa razy się nie zdarza. Limit farta na W69 w stu procentach wykorzystał Rzeszów i nie zanosi się na powtórkę z rozrywki. Typuję wynik 50:40.

Prezes Dowhan nie chce kolejnego podejrzanego remisu. Liczy się tylko wygrana!
Życzę wszystkim niezapomnianych emocji w trakcie finału DPŚ oraz niedzielnej kolejki ligowej!

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz