WSTRZĄS W GŁOWIE, WSTRZĄS W GENERALCE...
Przebieg sobotnich zawodów na MotoArenie zamknął nieodwracalnie Tomaszowi Gollobowi drogę do obrony tytułu mistrza świata. Śmiem nawet twierdzić, że Bydgoszczanin utracił szanse na krążek srebrnego kruszcu. Tomek musi się teraz skupić na walce o brązowy medal, która do łatwych należeć nie będzie. W świetnej formie jest bowiem sobotni zwycięzca - Andreas Jonsson, który w niczym nie przypomina zawodnika z początku sezonu, który miał problemy z uzyskiwaniem awansów do półfinałów.
Pozytywem w sytuacji Golloba jest to, że w Toruniu zaobserwować można było niewielki postęp sprzętowy w porównaniu do zawodów w Terenzano czy Malilli. Motocykle Tomka nieco lepiej wychodziły ze startu i na przeciwległej prostej znacznie szybciej nabierały odpowiedniej prędkości. Niewątpliwy wpływ na to miały nowe wały w silnikach jeźdźca Stali Gorzów. Niestety, gdy Gollob zaczynał się w Toruniu rozkręcać, dopadł go nieszczęśliwy przypadek. Na słynnej już w Toruniu koleinie na wyjściu z drugiego łuku (patrz: zawody w 2010 i upadki Holdera i Mroczki) "odprostowało" Artema Łagutę i młody Rosjanin wpadł na naszego Mistrza Świata. Uderzenie głową o tor było niebywale mocne, co potwierdza uszkodzenie kasku w postaci około dwudziestocentymetrowego rozcięcia.
Ale nie tylko Tomasz ścigał się w sobotę w Grodzie Kopernika. Na wielkie słowa uznania zasługuje Darcy Ward - najbardziej kontrowersyjna postać tych zawodów. Młody Australijczyk został - o dziwo - dość owacyjnie przywitany przez polską publiczność. Wynik, jaki osiągnął zawodnik gdańskiego Wybrzeża, przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Zajmując trzecie miejsce, popularny "Darky" po raz kolejny potwierdził, że zasługuje na stałą dziką kartę na przyszłoroczny cykl. Jego widowiskowy styl jazdy bardzo przypadł mi do gustu, a akcja z biegu 12, kiedy na wejściu w drugi wiraż trzeciego okrążenia był w bardzo bliskim kontakcie z Tomaszem i Gregiem, zapadnie na długo w mojej pamięci.
Oglądając sobotnią Grand Prix Polski byłem zażenowany postawą Chrisa Harrisa. Brytyjczyk uzyskał jakże niechlubny olimpijski rezultat i jeśli myśli o udziale w przyszłorocznych zmaganiach, to powinien od następnego turnieju meldować się w finałach. Jeśli tak się nie stanie, to "Bomber" nie będzie miał żadnych argumentów sportowych świadczących o tym, że zasługuje on na kolejną szansę od BSI.
Pozytywnie zaskoczył Mnie Antonio Lindbaeck. Pomimo wywalczenia tydzień wcześniej awansu w Grand Prix Challenge, Szwed nie odpuszcza i walczy o jak najlepsze miejsce na zakończenie serialu. Gdyby "Toninho" udało się ukończyć zmagania w pierwszej ósemce, to stałe miejsce w stawce Grand Prix otrzyma Słowak Martin Vaculik. Jeżdżący z polską licencją zawodnik z pewnością ściska kciuki za ridera rodem z Brazylii.
Zawody w Toruniu były bardzo ciekawe. Mimo przygotowania twardego toru oglądający te zawody byli świadkami wielu wyprzedzeń i walki do samej "kreski". Szkoda tylko, że nasi zawodnicy nie powtórzyli sukcesu sprzed roku. Ale jak to się mówi: "Nie zawsze jest niedziela". Trzeba się cieszyć z tego, co się ma. A mamy drugiego i czwartego zawodnika klasyfikacji generalnej. I wielce prawdopodobne jest to, że przy odrobinie szczęścia i słabości rywali będziemy w październiku cieszyć się ze złota i brązu. Strata Jarka do Grega (17 punktów przy 3 turniejach do końca) jest jak najbardziej do odrobienia. Patrząc z matematycznego (na pewno nie mojego ulubionego) punktu widzenia, w każdym turnieju Jarek powinien odrabiać minimum sześć punktów. Myślę jednak, że jeśli zawodnikowi Unii uda się zmniejszyć w Vojens stratę do 12 punktów, to szanse na złoto będą jeszcze realne. W przeciwnym razie tak doświadczony zawodnik jakim jest Greg Hancock nie da się już dogonić. Takie wyliczenia mogą jednak okazać się zbyteczne, bo żużel jest sportem, w którym do ostatnich metrów wszystko jest możliwe. Nieszczęśliwy upadek też może się przecież komuś przytrafić. Oby tak jednak nie było. Niech walka o tytuł rozstrzygnie się w duchu sportowej rywalizacji.
![]() |
| Czy doświadczony Amerykanin utrzyma przewagę do końca zmagań? |
FINAŁ IMP? TYLKO Z NAZWY...
Po raz drugi z rzędu Tomasza Golloba zabraknie w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski na żużlu. Po raz kolejny kapitana Stali Gorzów wykluczają problemy zdrowotne. I o ile w zeszłym roku można było doszukiwać się u Tomka "niewinnego" kłamstewka, to w tym powód absencji jest jak najbardziej prawdziwy. Wszyscy trzeźwo myślący fani speedwaya widzieli, jak mocno Gollob uderzył głową w twardy toruński tor. Gdy tylko w poniedziałek pojawiła się informacja o tym, że Tomek nie wystartuje w Szwecji, byłem gotów postawić wszystkie swoje pieniądze, że wciąż aktualnego Mistrza Świata zabraknie także i w sobotnich zawodach. Szkoda, że do żadnego zakładu nie doszło, bo mógłbym podreperować swój skromny budżet.
Przyjrzyjmy się stawce tegorocznego finału. Poza wspomnianym Gollobem zabraknie w niej takich jeźdźców jak Kasprzak (zakaz startu), Miedziński, Kołodziej (nie awansowali), Świderski (kontuzja). Wśród szesnastki startujących znajdziemy tylko siedmiu zawodników startujących w Ekstralidze! Aż czterech reprezentuje kluby drugiej ligi. Świadczy to o tym, że prestiż imprezy, która przed laty przyciągała na stadiony tysiące ludzi, maleje z każdą edycją. To niepokojące zjawisko i myślę, że najwyższy czas, aby ludzie odpowiedzialni za organizację tej imprezy zaczęli coś z tym robić. Pod tymi ostatnimi niewiele mówiącymi słowami kryje się oczywiście pozyskanie sponsora, który zagwarantuje wysokie nagrody finansowe dla najlepszych. Niestety, żyjemy w takich czasach, że wyszycie nazwiska na Czapce Kadyrowa nie jest wystarczającym zaszczytem dla potencjalnych mistrzów...
Oceniając szanse poszczególnych zawodników wniosek nasuwa się jeden. Jarek Hampel, a potem długo, długo nikt... Ale to tylko teoria. Kibice żużla pamiętają zapewne rok 2008 i sensacyjny tryumf Adama Skórnickiego. Według Mnie walka o medale powinna się rozegrać między: Hampelem, Protasiewiczem, Ułamkiem, Janowskim i Przemkiem Pawlickim. Namieszać mogą także Bydgoszczanie: Gapiński i Walasek, ale nie wydaje mi się, by byli w stanie stanąć w sobotę na podium. Moje typy na podium IMP są następujące:
1. Jarosław Hampel
2. Piotr Protasiewicz
3. Maciej Janowski
![]() |
| Niegdyś przedmiot pożądania każdego polskiego żużlowca. Dziś Czapka Kadyrowa nie ma już tak wielkiej wartości dla zawodników. |
Od kilku dni w najlepsze trwa wojna medialna pomiędzy Markiem Cieślakiem a Krzysztofem Cegielskim roboczo nazwana "wbijaniem sobie szpilek". Przedmiotem tej szkodliwej dla polskiego żużla batalii jest fatalna postawa Janusza Kołodzieja w tym sezonie. Nie będę się zbyt długo rozwodził nad argumentami prezentowanymi przez obie strony. Obu Panom poradziłbym, aby zaprzestali medialnej walki i poza kamerami telewizji i wiedzą dziennikarzy pomogli Januszowi, który na tej całej sytuacji cierpi najbardziej. On potrzebuje teraz wsparcia nie tylko od kibiców. Osoby z jego najbliższego otoczenia (np. prezes Dworakowski, który poważnie zajął się "Koldim" po meczu w Gorzowie) powinny być teraz przy Nim i odbywać z Jankiem spokojne rozmowy na temat tego, co się dzieje z zawodnikiem Unii Leszno. Nieoceniona może być pomoc psychologa, bo problemy Kołodzieja to nie tylko nerki, ale także i sfera mentalna. Najważniejsze jest jednak to, aby dać temu chłopakowi odrobinę spokoju, bo ta będzie mu w decydującej fazie sezonu niezwykle potrzebna...
Ze szkolnym pozdrowieniem z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek









