wtorek, 12 lipca 2011

I PO PÓŁFINAŁACH...

NIEGOŚCINNI GOSPODARZE     

      Sobotni turniej w Vojens przyniósł nam pierwsze rozstrzygnięcia w tegorocznym Drużynowym Pucharze Świata. Do finału awansowali Duńczycy, zaś do barażu zakwalifikowali się Szwedzi i Australijczycy, których postawa była dla Mnie niemiłą niespodzianką.
      Dużo większej zdobyczy punktowej spodziewałem się po Troyu Batchelorze, który zawiódł na całej linii. Niemrawo prezentował się też Rory Schlein, a cała ekipa Australijska szczególnie na początku zawodów jeździła tak, jakby nie chciała awansować do finału. W końcu rąbka tajemnicy uchylił w wywiadzie z red. Łopacińskim Jason Crump, który stwierdził, że jednak lepiej jest jechać w czwartkowych zawodach.
      Zgoła odmienną postawę zaprezentowali Szwedzi, którzy do ostatniej gonitwy walczyli zażarcie z Duńczykami o zwycięstwo. Do pełni szczęścia zabrakło trzech punktów. Słaby występ zanotował Fredrik Lingdren. 10 punktów z Jokerem to trochę mało jak na jeźdźca cyklu GP. Zaskoczyła Mnie znakomita jazda Antonio Lindbaecka, który przed turniejem barażowym wyrasta na jednego z dwóch liderów reprezentacji Trzech Koron. Więcej spodziewałem się po młodym Jonassonie, ale on w czwartek powinien pojechać dużo lepiej, w końcu tor w Gorzowie jest mu dobrze znany.
      Najrówniejszą i wysoką formę zaprezentowali Duńczycy, którzy poza "Pukiem" Iversenem nie mieli słabych punktów. Znakomicie jeździli Bjerre, Bjarne Pedersen i młody Mads Korneliussen, który był największą niespodzianką tego turnieju.  Szczególnie w 8 wyścigu wykazał się wysokimi umiejętnościami odpierając ataki Jasona Crumpa. Czas pokaże, czy ten znakomity występ był splotem korzystnych okoliczności, czy rzeczywiście jeździec Wandy Kraków znajduje się w znakomitej dyspozycji.
      Przed zawodami sądziłem, że Niemcy zdobędą w Vojens 8 punktów. Pomyliłem się niewiele. Nasi zachodni sąsiedzi zasługują jednak na pochwały. Najwięcej słów uznania dla zdobywcy 4 "oczek" Maxa Dilgera. Co prawda, Niemcy zdobyli kilka punktów na defektach bądź upadkach swoich rywali, jednak w większości wyścigów jeździli w kontakcie z rywalami i pozostawili po sobie pozytywne wrażenie. Liczę na to, że w przyszłej edycji DPŚ Niemcy będą mogli wystawić swój najmocniejszy skład i powalczą o coś więcej niż tylko dwucyfrową zdobycz w turnieju półfinałowym.

Duńczycy tym razem zwycięzcy. Jak będzie w Gorzowie?

FRUWAJĄCY "KASPER"

      Wczorajszy turniej obfitował w groźnie wyglądające upadki. Kopny, brytyjski tor w połączeniu z nowymi tłumikami co chwila podnosił poziom adrenaliny kibicom zasiadającym na Norfolk Arenie. Na szczęście w tych wydarzeniach nie brali udziału Polacy, bo najczęściej na wyjściu z pierwszego łuku byli już dwa motocykle z przodu. Nie zawiódł żaden z biało-czerwonych i niemal pewnym jest to, że w sobotę pojedziemy w identycznym zestawieniu. Kłopot mają Brytyjczycy, którzy zaprzepaścili wczoraj jedyną szansę na awans do finału. W barażu nie mają czego szukać. Po prostu Szwedzi i Australijczycy są zbyt mocni, by z nimi przegrać. Gospodarzom we wczorajszym turnieju nie pomogło nawet przygotowanie ciężkiego toru. Zamiast utrudnić robotę naszym, sami wpadli we własne sidła, upadając na tor aż 4 razy, w tym raz jako Joker. Zawiedli Mnie Czesi. Przegrali miejsce w barażu z czterema Rosjanami, którzy na dodatek jechali w 23 biegach! Najlepiej naszym południowym sąsiadom wychodziło wczoraj upadanie na tor i utarczki słowne z Brytyjczykami, w czym prym wiedli bracia Drymlowie. To tylko dowodzi temu, że czeski speedway jest w poważnym kryzysie. Jeśli chodzi o naszych reprezentantów, to największe słowa uznania dla Krzyśka Kasprzaka. Jeździł wczoraj fantastycznie i chyba żaden z rywali nie był w stanie sięgnąć przednim kołem jego szprycy. Marek Cieślak znowu miał nosa, choć tym razem wydatnie pomógł mu w tym Tomek Gollob. Teraz naszą husarię czeka sobotni finał z Duńczykami i pierwszymi dwoma zespołami z barażu. W nim jako niemal pewnych kandydatów do awansu upatruję Szwedów i Australijczyków. Nawet jeśli Rosjanie wzmocnią się braćmi Łagutami i Emilem Sayfutdinovem (kto by chciał takiego cwaniaczka w reprezentacji?), to i tak nie stawią skutecznego oporu dwóm wcześniej wymienionym ekipom.
Pierwszy krok w kierunku obrony złota wykonany.

NA KONIEC TROCHĘ LIGOWO

      W tym tygodniu poza DPŚ cała żużlowa Polska pasjonowała się terminem rozegrania zaległego meczu Tarnów-Częstochowa. Dziś wiemy już, że wszystko odbędzie się w duchu sportowej rywalizacji. Wszyscy prezesi wyrazili zgodę na to, by mecz "odjechać" 22.07, kiedy drużyny będą dysponować pełnymi składami. Na szczęście tym razem zwyciężył zdrowy rozsądek działaczy. Oby takich rozwiązań w polskim sporcie żużlowym było więcej...

Z Wrocławia Bartłomiej Przybyłek

1 komentarz:

  1. Ja swoj koment daje jutro...
    Mam gotowe ale mi sie nie chce :)
    Co do meczu z Czewa...Torun sie wam podlozy ,wiec nie tak do konca z tym duchem walki.
    KK byl wczoraj nie do walniecia...bardzo dobry wpis...

    PzB.

    OdpowiedzUsuń